Jump to content
Sign in to follow this  

Recommended Posts

Witam.

Pisząc tego posta mam dość nostalgiczny nastrój. Jestem pełen mieszanych uczuć, w głowie mam setki myśli, mnóstwo planów. Potrzebuję mieć taki "kącik", w którym będę mógł swobodnie przelewać swoje myśli i odczucia na klawiaturę, by za jakiś czas móc na chłodno do tego wrócić i z perspektywy trzeciej osoby móc przyjrzeć się temu wszystkiemu - myślom, uczuciom i działaniom w kierunku postawionych celów. By choć trochę móc wczuć się w ten tekst, polecam odpalić muzykę, która mi towarzyszy podczas klepania w klawiaturę.

 

[Link do muzyki]

 

Może na początku krótko przedstawię charakterystykę mojej osoby, by móc choć trochę zrozumieć czy poczuć moje motywy działania, tok myślenia itp. Otóż jestem stosunkowo młody i chcę pozostać anonimowy, stąd też nie będę podawał konkretnych informacji na mój temat. Miałem w życiu kilka kobiet ... jak na mój wiek, jest to w skali globalnej (patrząc na osoby BARDZO DOBRE z kobietami) naprawdę mało. Szczerze mówiąc niecały rok temu przestałem być prawiczkiem. Jednak od niczego do dwóch kobiet w miesiącu jest to względnie ok. Z natury jestem dość flegmatyczny, ospały i nie tryskam energią. Stąd też lubię funkcjonować w trybie "oszczędności", co też ma swoje wady, ale o tym w dalszym ciągu posta.

Słowem wstępu tyle ... Z miejsca napomknę, że w tym dzienniku będę głównie oscylował wokół tematu relacji damsko-męskich. Praca, budowanie własnego imperium finansowego czy najbliższego środowiska, które będzie moim z głównych filarów rozwoju - będą stanowić wątki poboczne, aczkolwiek również będą się od czasu do czasu przeplatać.

 

Ostatnio miałem minimaraton - kilka dni z rzędu ostra odpinka. Dni zaczynały się od lolka, a kończyły na lolku. W międzyczasie przeplatało się spanie z moją obecną "partnerką", picie, imprezowanie oraz jakieś tam małe aktywności związane z choć minimalnym dążeniem za lepszym jutrem. Na brak bliskości emocjonalnej czy fizycznej nie mogę narzekać. Pewnie kilka osób chciałoby mieć tak jak ja, zatem w czym tkwi u mnie problem? Otóż nie chcę ilości kobiet, tylko chcę JAKOŚCI. Laska z którą sypiam obiektywnie oceniam na 7, 7,5-10. Może to nie zabrzmi skromnie, ale ja oraz bardzo bliskich mi kilka osób, z którymi łączą mnie wspólne uważają, że mam niesamowity potencjał.. Co wyjście na imprezę widzę mnóstwo oznak zainteresowania.

Klub do którego obecnie uczęszczam jest "topowym miejscem" w moim mieście. Napływa tam cała śmietanka towarzyska - począwszy od randomowych ludzi, a kończywszy na laskach, które ciężko spotkać na ulicy. Sam byłem w szoku, że moja pipidówa skrywa takie okazy piękna. Długie nogi osadzone na szpilkach, obcisłe sukienki podkreślające wcięcie w talii, anielska twarz. No ... przypuszczalnie jakby już taką kobietę zaciągnęło się do łóżka, to ciężko było by ją z niego wypuścić :)

 

Tak jak wcześniej pisałem - "z natury jestem dość flegmatyczny, ospały i nie tryskam energią. Stąd też lubię funkcjonować w trybie "oszczędności". W klubie jest niesamowity ścisk, któremu towarzyszy kur***ki chaos. Ja wychodzę z założenia, że poznawanie kobiet powinno być czymś przyjemnym, bezstresowym, ŁATWYM. Moje doświadczenia dotychczas też na tym bazują. Zauważenie odpowiadającej mi niewiasty, względnie dobre warunki (czy to parkiet w klubie, poza nim, czy też na ulicy), podejście i w przypadku, gdy laska poświęca mi więcej jak 5/10 min, to już kończy się w łóżku prędzej czy później. Z ostatniego zdania wynika, że moim największym problemem jest podejście, stworzenie sobie możliwości poznania kobiety. Ostatnimi czasy mocno skupiałem się na luzie oraz na tym, jak się czuję z REALNĄ intencją przespania się z daną kobietą. Z ręką na sercu mogę rzec, że jest już dobrze, ale do całkowitego wyzbycia się szacunku do kobiet jeszcze daleka droga.

 

W każdym razie - uroiłem sobie, że tłum wokół ma jakiś znaczący wpływ na moją interakcję z kobietą, co tak naprawdę jest bezpodstawne. Na chłodno szukając przyczyny owego toku myślenia nie przychodzi mi ŻADNE konkretne doświadczenie do głowy, które w jakikolwiek sposób wywołało we mnie zniechęcenie czy negatywne nastawienie do ogarniania kobiet w tłumie. Zatem skąd to cholerstwo się wzięło? Nie wiem, aczkolwiek ostatni minimaraton, jak i widok z jednej strony potencjału i możliwości jaki mam, a z drugiej strony ogromu zaprzepaszczonych szans na zrobienie kolejnego jakiegoś tam kroku do wizji swojego wymarzonego życia bardzo uświadomił mi, jak wielką to jest głupotą. Zwyczajny syf, który niejako ogranicza pole, po jakim swobodnie mogę się poruszać.

 

Wnioski? Hmm ... nie mam żadnych, bo działań w tym kierunku póki co nie podjąłem. Po wczorajszym powrocie z klubu doznałem takiego "jeb***cia". Po zafundowaniu sobie mentalnego plaskacza oraz odpowiedzeniu sobie na kilka prostych pytań jedyną obecnie konstruktywną formą poprawy tego będzie zwyczajne podchodzenie do kobiet, które są dla mnie naprawdę OK w warunkach obiektywnie i racjonalnie odpowiadających. Ścisk na parkiecie jest tylko i wyłącznie albo jakąś formą ucieczki, albo cholernym lenistwem i marazmem, które przyjąłem za "stan absolutny".  Niemniej jednak mieszane grupki już nie są dobre (nie popadając w kolejne ekstremum, gdzie będę się biczował za niewykorzystywanie nawet absurdalnych sytuacji) :)

 

Na pierwszy post to było by na tyle. Na końcu napomknę tylko, iż już kilkukrotnie długoterminowo dokumentowałem swoją "drogę". Może na tym forum napisze się piękna historia? Kto wie ... Póki co tyle. W razie jakichkolwiek pytań czy rad popartych odpowiednimi argumentami - proszę pisać poniżej.

 

Pozdro!

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.