Jump to content

Mendoza

Moderator
  • Content count

    52
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    15

Everything posted by Mendoza

  1. Co tam takiego arcyciekawego ostatnio oczami wszamaliście? Pisać proszę
  2. Siema, chcialbym zobaczyc inne punkty widzenia na moj problem, moze jest cos czego nie wiem. Staż związku : pół roku Ja 27 ona 33 Ona w Rosji, ja w niemczech. Mam problem tego typu, że jak ona jest u mnie, to ja pokrywam 90 % wszystkich kosztów, a ona maks 10 %. Teraz jestem pierwszy raz u niej i sądziłem, że się odwdzięczy, i że mnie ugości, a tu taki chuj, wylicza mi wszystko i na wszystko jej potrzebne pieniadze, nawet na jebaną benzynę ode mnie chce. Na razie to wyglada tak: 75 % ja, ona 25%. Czy to jest normalne? Jak próbuję z nią gadać, to mówi, że w rosji tak jest i basta, zaczyna sie szloch,, i pierdololo jaka ona biedna i jak ją życie poturbowało i co tam kurwa jeszcze (na 90% manipulacja). A ja już dawno temu i nie raz jej mówiłem, że sam nas nie bardzo utrzymam. A jak razem będziemy pracować to będzie ok. Czuję się trochę jak chodzący portfel i mam ochotę to jebnąć. Bo na razie czuję się jak mobilna jednostka czerwonego krzyża, a mi taka rola nie za bardzo wygodna. Czy to są oznaki kobiety która szuka pana portfela? Edit: Aha, no i jeszcze bonus: Kobieta ta pracuje 10 (dziesięć) godzin w całym tygodniu, wykłada na akademii, 2 x w tygodniu, a do drugiej pracy jej ciężko ruszyć koniec pleców i narzeka na swoje położenie finansowe.
  3. Mendoza

    Problem z hajsem

    To, że to jebnie, mam na tapecie i biorę pod uwagę Dobrodzieju. Dobre porównanie z tymi mniej atrakcyjnymi kobietami bądź innej nacji. Generalnie wątpie czy jakiekolwiek spotkanie jeszcze będzie. Ale twój test to nie jest taki glupi pomysł. deceased - to jedna z czołowych fitmodelek w rosji, dlatego w to wszedłem. Al. B. U mnie też, te jej histerie, pozwalają mi myśleć, że może mieć nie równo
  4. Jeszcze dodam, bo mi myślotok uwiera. Nie warto wracać, samo zakończenie związku często ma przyczynę z rozminięcia się oczekiwań stron, od stanu faktycznego. Czyli słabym dobraniem się. Na to się nie wiele poradzi. Można też co prawda rozstać się, bo jedna ze stron rozwija się szybciej od tej drugiej. Ale w tym przypadku żebranie o powrót też nie pomoże. Bo w gruncie zmieni tylko odczucia, a nie stan faktyczny gorszej, porzuconej, mniej rozwiniętej strony. Więc jedyną logiczną i dającą najszybsze rezultaty decyzją, jest przypierdolenie klapek na oczy, jak u konia, i do przodu wio
  5. Mendoza

    Problem z hajsem

    Jak bywała u mnie to czasami poszła na zakupy. To wszystko. Dodam, że bywała u mnie i na weekend, i na tydzień, i raz nawet na miesiąc. Z tym akurat aż takich problemów nie miałem. Aktualnie jestem u niej i tutaj robią się schody. W jej kulturze facet płaci za wszystko, a to, co kobieta zarobi, to jest na jej zachcianki. Tak właśnie od niej usłyszałem, to była już trzecia nasza rozmowa i trzecia, która zakończyła się jej płaczem i sceną. Staram się jej coś niecoś tłumaczyć jak ja widzę sytuację ale w płaczu słyszy niewiele. Ona nie jest z Moskwy tylko z St. Petersburga Na razie przeczekuję sytuację, w poniedziałek mam wylot.
  6. Moim zdaniem chęć powrotu do fizycznej postaci jaką jest ex, wynika z małej wyobraźni lub zbyt wielkiego rozpierdolu rozstaniem. Bo tak naprawdę chcemy wrócić do stanu, w którym nam dobrze. Nie ma co tego utożsamiać z ex, bo to bujda. Chyba z 6 razy wracałem do byłych, po tym jak ja kończyłem wcześniej związek, tam zawsze była taka sama chujnia jak poprzednio, albo jeszcze gorzej. Możecie mi wierzyć na słowo. Tam nie ma nic, do czego można by wracać.
  7. Mendoza

    Praca zdalna

    Moja partnerka oprócz normalnej roboty zarabia zdalnie, rozpisuje treningi, diety, wysyla nagrane wczesniej w silowni cwiczenia.
  8. Każda decyzja jest lepsza niż żadna decyzja. Życie leci, a ścieżki najpierw trzeba zbadać by wiedzieć co ze sobą niosą.
  9. ... i nie warto się uczyć z obcego na ojczysty tylko na odwrót. Tzn oglądanie filmów i rozumienie angielskiego to nie to samo co klejenie pełnych zdań w tym języku. Np spróbujcie sobie tłumaczyć teksty z polskiego na obcy zamiast z obcego na polski. To pierwsze jest trudniejsze ale więcej uczące.
  10. Znam trzy języki obce w mowie i w języku pisanym. Najlepiej mi się sprawdza nauczenie się podstaw gramatyki, trochę słów, a potem gadać ile wlezie. Druga sprawa to zaczynanie myśleć w innym języku. Bardzo szybko można wyłapywać braki i je uzupełniać książką. Książki czy fiszki mogą się przydać, wchodzą najlepiej gdy się je czyta na głos, ze zrozumiem (ew. mnemotechnika). Znam niemiecki, angielski i rosyjski. Każdego języka nauczyłem się inaczej, angielskiego w szkole, niemieckiego na kursie a potem z pracy, rosyjskiego od dziewczyny, i we wszystkich porozumiewam się dość swobodnie.
  11. Może głębsze interakcje nie są dla Ciebie i do końca życia będziesz tylkp patrzał, a nie widział
  12. Tu już bym sobie polemizował. Już kilka razy było u mnie tak, że zmieniałem znajomość z koleżeństwa na "fuck friend" lub ma partnerkę. Dużo razy było u mnie, że ktoś mi się podobał, ale, albo ja, albo ona, była zajęta. Więc nic z tym się nie robiło. Ale gdzieś tam z tyłu głowy latało, jakby to było. Przy następnych sprzyjających okolicznościach te relacje się zmieniały z koleżanki na partnerkę bądź kochankę. Raz mi się zdarzyło takie coś nawet po 10-ciu latach znajomości. Moim zdaniem, jeżeli ktoś chce widzieć gdzieś problem, to będzie go sobie widział choćby go nie było.
  13. Mendoza

    Jesienne buty

    Mam buty na zimę, od 7 lat te same, zapierdalam w nich każdej zimy, jesieni i wosny. Ani razu ich żadnym środkiem konserwującym nie spryskałem, są nie do rozjebania. Nawet głupich sznurówek nie wymieniłem ni razu. Firma Meindl, Gore-tex, model 3572, już nie produkują...
  14. Tak się mi złożyło, że jestem w dosyć satysfakcjonującym związku od kilku miesięcy i kompletnie nic nie zapowiada, by to się zmieniło. W związku na odległość, rzecz jasna. Funkcjonujemy sobie dzięki takim technologiom jak whatsapp i samoloty. Pozwólcie, że sobie o tym popiszę, i spojrzę na to jeszcze raz z lekkiego dystansu. No to od początku ) Poznaliśmy się na jednym z najlepszych i największych wakeparków w europie, na urlopie, zasłużonym. Niestety w pierwszy dzień się trochę poturbowałem, więc odwiedziłem szpital na kilka prześwietleń. Kiedy już wróciłem, szedłem do swojej paczki, by zachlać się w trupa, zauważyłem jednak po drodze faceta i dosyć ładną kobietę, grających w pokera na hajse. Skorzystałem więc z okazji, by się rozerwać i podnieść się na duchu, dosiadłem się do nich (z worem lodu na kolanie) i zacząłem grać z nimi. Gadka szmatka, i wyszło - że są z rosji, w sensie ziomek już mieszka w germanii, a ona wciąż mieszka w byłym związku rUdzieckim. Myślałem, że są razem (nie byli). Rozmawialiśmy po rosyjsku (cieszę się, że trochę go podłapałem jak byłem mały, po niemiecku (z ziomkiem) i ostatecznie po angielsku (jak nie dawałem rady z rosyjskim - z dziewczyną)). I tak sobie leciało. Bawiłem się przednio (choć hajse przewaliłem), następnie poszliśmy się wszyscy w trójkę napierdolić łychą. I tak też się stało. A mi wyszło : że dziewczyna jest interesująca i jest jedną z czołowych sportsmenek w swoim kraju. Ładna też jest, i to bardzo, ale po moich ostatnich relacjach ustawiłem sobie regułę, że twarz to rzecz drugorzędna, ważniejszy jest charakter. Możecie mi wierzyć, tak jest. Uroda powszednieje prędzej niż postanowienie, że chlać się już wincyj nie byndzie. A po za tym, co to kurwa jest, dobry talerz z niczym ? No więc, obserwowałem kim ona jest. Tak minęło mi dwa dni, na olewaniu swojej paczki (kilkanaście osób) i spędzaniu czasu z nowymi znajomymi. (Od siebie powiem, że ciekawie jest nawijać przy jednym stole w trzech językach). W ostatni dzień, okazało się, że jednak nie są razem... A że użyłem całej swej magicznej mocy, by zainteresować sobą, przez ten czas, ową damę. Pozostało mi tylko zdecydować, czy tego chcę. I jak na złość. Nawinęła się jeszcze po drodze brazyljka, z którą, od samego początku weszliśmy na konkretne tory (kurwa, panowie, u mnie zawsze jak się pojawi jedna ciekawa kobieta to od razu liczę godziny do momentu jak się pojawi druga). I zawsze obie są stuprocentówami, czyli na bank siądzie. Tak jest już N-ty raz. Zawsze wybieram, a potem po wyborze rozmyślam, jakby to było z tą drugą. Co jest wkurwiające. Ostatecznie leżałem sobie w ostatni dzień, na plaży, smażąc plecki z rosjanką. Tym razem sami. Patrzałem na nią i się zastanawiałem, czy jej chcę, czy nie. (Od jakiegoś czasu jestem ostrożny, nie mam ochoty znowu brać sobie dziewczyny na miesiąc by potem jej rzucać). Rozmyślałem o tym, jak by z nią było i z czym to się wiąże, wyszło mi, że będzie nietrywialnie, ciekawie i trudno, ALE, jak to siądzie, to znaczy, że wszystko jest możliwe i że nie należy szanować systemu (jakoś tak sobie pomyślałem). Koniec końców zdecydowałem, że mi ona całkiem w sumie leży, oboje mamy dużo wspólnego i mamy podobne charaktery. No więc pocałowałem ją. Tak z niczego. Spojrzała na mnie. I widziałem jakby cały światopogląd sobie od nowa z przyjemnością ustawiała. Jakby coś odkryła, jakieś tajne przejście czy coś. I tak się to zaczęło. Genaralnie, oboje mamy ludzi gdzieś, co jest bardzo fajne i dobrze służy związkowi, cieszymy się sobą i nie obnosimy się swoją miłością. Gdy wychodzimy gdzieś na miasto, to ludzie jakby przestawali istnieć, nie widzimy ich, a po za tym te kilka miesięcy minęły nam spokojnie i szczęśliwie. Związek się dobrze trzyma. Czasami zapomniałem o balansie praca/zainteresowania/rozwój/moja połowina, ale w porę to zauważam i równoważę, więc się nie chwiejemy. Latamy do siebie tylko samolotami, inaczej się nie pyli. Przeloty w dwie strony można wyrwać już za 160 ojro, raz się udało za 50 (sic!). Więc tragedii nie ma. Ja uczę się rosyjskiego, a ona niemieckiego. Językiem urzędowym w naszej relacji jest rosyjski. Mi się to podoba, bo z natury wymaga od nas obu czegoś nowego. Więc się nie nudzimy. Planujemy razem zamieszkać maksymalnie za rok. Oboje ni musimy przed sobą nikogo udawać (no, przynajmniej ja - bo mi się już zwyczajnie nie chce grać, a mimo to wszystko gra, po prostu się siebie nie wstydzę, o!). Właśnie (przed godziną), wróciłem z Estonii (tam się teraz spotkaliśmy na weekend). Popijam sobie Jagermeistra i kończę tego bloga. I tak to się to właśnie kula.
  15. Nie nazwałbym tego podrywaniem. Od początku byłem nią zainteresowany, przyglądałem się jej, obserwowałem i badałem, czy ona też jest mną zainteresowana. W pierwszy dzień graliśmy z trzy godziny w pokera, potem zaprosiłem ich do siebie (przed namiot) na łychę, na co się chętnie zgodzili i ją wspólnymi siłami wyzerowaliśmy. Myślę, że cały mój pic polegał na tym, że zachowywałem się prawie od początku tak, jakby to była już moja kobieta. W ten sposób nie trzeba "podrywać kobiet". Same się podrywają. Na koniec chlania zaproponowałem, żeby jutro wspólnie zjeść jakąś kolacje albo grilla, bo w sumie fajnie się gada. Wymieniliśmy się kontami na instagramie i następnego dnia też się spotkaliśmy, pojedliśmy, pograliśmy w poksa i pochlaliśmy, w trzeci dzień poszliśmy razem na imprezę zakończeniową. Ludzi było w chuj, nie było nawet jak wejść na parkiet więc kupiłem nam wszystkim drinki (kurwa, stały po 30zł za sztukę, to akurat pamiętam) i postaliśmy chwilę przed wejściem. Ci (Rosjanka i jej przyboczny) chcieli wbić na parkiet, ja nie chciałem, więc zostałem na zewnątrz i sobie usiadłem na schodkach. 5 minut nie minęło i zagadała do mnie dziewczyna która siedziała obok mnie. Gadaliśmy z pół godziny i się baaaaardzo sobie przypadliśmy do gustu. W międzyczasie rosjanka do mnie podeszła, że jednak impreza to lipa i oni idą spać. I poszła, lekko zmieszana. Pomachałem jej ręką i gadałem dalej z brazylijką, koniec końców ona też się musiała zwijać więc ustawiliśmy się na drugi dzień, by się lepiej poznać. Zwinęła się. i... zostałem sam na imprezie. No to, długo nie myśląc, poszedłem sobie do rosjanki pod namiot wybadać teren. Chwilę pogadaliśmy (konkretnie, czyli - pytałem, czy kogoś ma, co oznacza pierścionek który ma na ręku, kim jest człowiek z którym przyjechała itd, i podobne pytania dostawałem ja.) Wszystkie odpowiedzi mi się spodobały więc powiedziałem jej, żeby mnie jutro obudziła z rana i pójdziemy razem zjeść śniadanie. Przyszła nad ranem (już sama, bez przydupasa, okazało się, że to jej kolega jest). Wszamaliśmy jadło i padł pomysł, żeby iść na plażę piec tyłki, tak więc zrobiliśmy, w międzyczasie pisała do mnie ta druga, że kiedy ma przyjechać, i że musimy się spotkać. I wtedy zdecydowałem, napisałem (tej drugiej), że przykro mi, ale poznałem kogoś fajniejszego... Może, nie za fajnie jej to napisałem, w każdym razie powrotu już nie było. No więc leżałem sobie z tą pierwszą i ją pocałowałem. Miło się zaskoczyła i potem się normalnie całowaliśmy jak para, łaziliśmy za łapkę cały boży dzień, a na koniec poszliśmy sobie do mnie, do namiotu niezbyt grzecznie spać. Na następny dzień ona wracała do siebie, ja do siebie, ale powiedziałem jej, że mi się to podoba, i że trzeba się spotkać jeszcze raz. Przyleciała do mnie więc dwa tygodnie później, kontakt sobie wspólnie trzymaliśmy. I tak już do siebie latamy dobre pół roku.
  16. Mam rozumieć, że wszystkich kobiet na świecie spytałeś się jak zbudowanych mężczyzn lubią? Jeżeli nie, to skąd ten pogląd? Znam kilka par, gdzie strona męska jest takimi chuderlaszczem, że aż sępy nad nim latają, nie przeszkadza im to mieć fajne kobiety. Może zmień sobie dostawce prawd o myśleniu kobiet i sam to przemyśl?
  17. Umiejetnosci miekke daja sile przebicia, tego od tescia Ci raczej nie przybedzie. Ponadto jest bilijon rodzajow kobiet, dowiedz sie jaki chatakter i osobowosc Tobie pasuje
  18. Pisze z toba jeszcze tylko dlatego, by moc sie emocjonalnie miekko od Ciebie odbic, i zeby nie ucielo Ciebie od razu. Tzn. Jestes teraz wykorzystywany przez nia jako "przejsciowy uspokajacz", jej dobrze, ze ktos tam dla niej jest. Czeka teraz az ktos sie w jej zyciu pojawi, o czym od razu rzecz jasna sie nie dowiesz....
  19. Zmajstrowałeś zmianę modelu, potem powrót do ex która Ci do końca nie pasowała, zerwaliscie, poplakaliscie sobie jak bobry a teraz za nią tęsknisz... Standard, jesli masz z 20 lat. To niczyja wina, bywa, ale wez zacznij odkrywac i nazywac swoje emocje i odczucia po imieniu, to moze cos zaczaisz...
  20. Mendoza

    Mieć/Chcieć/Być

    +++ Jest to wpis z przed około dwóch lat, podpisuję się pod nim także dzisiaj, miłej lektury+++ Niejako od urodzenia, matka natura oczekuje od każdego nowego stworzenia tego, by to dziergnęło mieczyk z ziemi i wywalczyło sobie co zechce. Tak działa ewolucja, i tego nie przeskoczycie. Ckliwie patrząc się na własną osobę nie posuniecie się nawet o mikrometr. Zacząłem od ostatniego wątasku - niech będzie. Zamiast wciąż czegoś oczekiwać od świata i tupać infantylnie nóżką w przypadku niepowodzeń, zadajcie sobie ten niebywały trud odpowiedzi na te pytanka. CO JA, mam do zaoferowania? CZYM mogę podbudować tych, których mam dookoła siebie? Moim zdaniem to powinno być jedną z definicji dojrzałego emocjonalnie faceta. Zamiast chcieć takiej i siakiej kobiety warto się zastanowić co Wy macie do zaoferowania. I wierzcie mi, pieniądze to naprawdę nie wszystko. Chociażby po ostatnią swoją kobietę wyciągnąłem rękę mieszkając w wynajętym pokoju, jeżdżąc obrdzewiałym autem prawie tak starym jak ja. A to była autentyczna Modelka, jak to się teraz modnie tu pisze, wyższa ode mnie, piękne włosy do pasa, ułożona, nie głupia, logicznie można było z nią rozmawiać i ustalać. Dałem jej to, czego żaden typ z wypchanym portfelem nie potrafił jej zapewnić. Poczucie bezpieczeństwa, pogodę ducha, uwagę, akceptację i mega wspierające podejście. Wracając, bo zaraz niepotrzebnego raporta tu wcisnę. Zamiast jechać autostradą do kresu nocy, rozejrzyjcie się jak poprawić własny stan. Jak można stać się chociażby małą, ale pozytywną zmianą na tym świecie, żeby rozsiać pozytywny wibe nawet tylko dla swoich bliskich. I tak dochodzimy do kolejnego wątku, jakim jest autodefinicja. To jest podporą stabilności emocjonalnej, a taka stabilność to swoiste mury trzymające poczucie bezpieczeństwa, które można zapewnić sobie i swoim bliskim. To jest to, że wiecie kim jesteście BEZ konieczności odbijania się w krzywym zwierciadle cudzych oczu. W pytkę ważne moim zdaniem, bo bez tego nie da się zbudować stabilności emocjonalnej. To niejako znajomość siebie, umiejętności dostrzeżenia swych zalet i wad, mocnych stron i słabości, własnych aspiracji i siły wewnętrznej. A jak się patrzy w lustro, to się widzi wszystko co należy poprawić i się nie zasłania materiałem ani człowiekiem. Obraz siebie to też kwestia dialogu wewnętrznego którego ton należy sobie samemu wypracować. Jak dziesięć osób mi mówi, że jestem nic nie warty to sobie nie buduje na tym natychmiastowo obrazu siebie, jasne, sprawdzam, odnoszę do swych działań i ich motywów. Ale mam świadomość, że nie jestem cudzą opinią. Dzięki temu się nie szarpię, nie drę szat, bo ktoś mnie nie lubi / nie akceptuje. To jest podporą stabilności emocjonalnej, a taka stabilność to swoiste mury trzymające poczucie bezpieczeństwa, które można zapewnić sobie i swoim bliskim. Jestem przekonany, że piszę do ludzi inteligentnych i tyle wystarczy.
  21. PU to dopiero początek drogi, to tak jakby kierunkowskaz, im dalej w tym się jest, tym bardziej trzeba już samemu myśleć. Ciężko ci będzie być takim niereaktywnym skoro widać jak na dłoni, że swoją pewność siebie opierasz na tym, że "wyrywasz dupy". Przecież stać Ciebie na więcej, na lepsze jakościowo relacje. Nauczyłeś się budować szałasy z patyków (por. Do relacji z tym szałasem). Postaw sobie na cel zbudować zajebisty, stabilny i ciepły dom. Może zamiast "podrywu", postaw sobie poprzeczke wyżej i buduj satysfakcjonujące relacje z kobietami. Żeby Ci np ufały a jednocześnie byś ich nigdy nie oszukał. Żeby czuły się przy Tobie bezpiecznie i żebyś jednocześnie nigdy ich świadomie nie zranił. To też wymaga, byś sam siebie szanował, byś nie szukał wyższości nad innymi a raczej zgody z samym sobą. Odejdź od wszystkich zawistnych ludzi. O tym jak to zrobić można by napisać książkę. Nie mam niestetu tyle czasu Powiem Ci za to, że dobrze kombinujesz, jak tak dalej będziesz kminił to coś dobrego z Ciebie będzie.
  22. Mendoza

    Imprezowiczka

    Mi chodzi głównie o to, żeby kobieta nie była jedynym słoneczkiem (sensem) w życiu. Bo. Po pierwsze, stawia to Ciebie w bardzo zależnej pozycji względem kobiety i tracisz przez to również swoją atrakcyjność (o równowadze emocjonalnej nawet nie wspomnę). Po drugie, stawia to kobietę w niezręcznej sytuacji, w której poczuwa się niejako odpowiedzialna za Twoje szczęście, a ona nie jest Twoją mamą. Więc jest dysosnans. Wrzucasz kobietę w rolę, która jej nie leży. A jak nie leży, to oddala się od przyczyny tego dyskomfortu (Ciebie).
  23. Mendoza

    Imprezowiczka

    Może żeś się jej uwiesił. Jezeli nie jesteś w stanie ani sekundy pomyśleć, jakby to było bez niej, to jest lipa. Moim zdaniem zawsze jest granica, można być z kimś razem, ale zawsze, prze-zawsze musi być pod ręką samotna ścieżka. Kobieta musi w to w tajemniczy sposób czuć, i to ją motywuje. Jeżeli tego zabraknie to związek się wypala. To jest moje zdanie. Są w życiu chujowe momenty, nie przeczę, ale jeśli się zdarzy moment w którym partnerka jest ostatnią ostoją. To trzeba ten bilans jak najszybciej rozłożyć na więcej przystani. Inaczej system się przeciąży i to jebnie. Takie jest moje, bardzo subiektywne i stronnicze zdanie.
×

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.