Jump to content

val

Members
  • Content count

    9
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

val last won the day on June 4

val had the most liked content!

Community Reputation

7 Poziom 1

About val

  • Rank
    Poziom 1

Personal Information

  • About Me
    Lubię placki
  • Sex
    Mężczyzna
  • City
    Polska
  • Age
    25

Recent Profile Visitors

127 profile views
  1. Gdzie napisałem, że kobiety mają TYLKO I WYŁĄCZNIE seks do zaoferowania? Drugie pytanie - co musisz pokazać kobiecie, by ona zaczęła coś dawać od siebie (chciała przy Tobie być, wspierać itp.)? Nawet nie napisałeś ani jednego argumentu. Nie próbujesz nawet choć trochę zrozumieć to chcę dokładnie napisać. Przeczytałeś zwrot "Brak szacunku do kobiet" i tyle - traktujesz to, jako coś złego, okrutnego, nieczłowieczego. To wymaga pewnej otwartości, chęci zrozumienia. Tutaj nie ma nic, zatem szkoda czasu każdego - mojego i waszego. Ograniczę się tylko do swojego dziennika, tą dyskusję też kończę, bo widzę pewne zniechęcenie wobec mojej osoby. Zdrówka
  2. Wcześniej napisałem "Co to jest? Ogólnie można to ująć jako ogar psychiczny względem kobiet. Jeszcze dokładniej - "brak szacunku". Ten zwrot jest bardzo ogólny, gdyż za zestawieniem tych dwóch słów kryje się coś, co jest bardzo abstrakcyjne do wytłumaczenia podczas zwyczajnej rozmowy z kimś, a co dopiero poprzez zestawienie słów w wyniku klepania w klawiaturę. Jeśli miałbym choć trochę nakreślić o co chodzi, to jest to wewnętrzna kompatybilność (głównie emocji) ze swoimi działaniami, których celem jest przespanie się z daną kobietą. Przekonanie, które jest całkowite spójne z działaniami nie na poziomie logicznym, ale na poziomie emocjonalnym. Przekonanie, które ogólnie można ująć "kobieta służy do ruchania"." Jeśli miałbym to jeszcze rozwinąć, to mógłbym ująć to tak, że jest to wewnętrzne przyzwolenie na to, że można zrobić wszystko wobec kobiety bez jakiegokolwiek ładunku emocjonalnego, ale bazując na odpowiednim doświadczeniu robi się te rzeczy, które są skuteczne i umożliwią szybsze przespanie się z daną kobietą. Za stwierdzeniem "Szacunek do kobiet" stoi pojęcie BARDZO rozległe. Brzmi wymownie, aczkolwiek nie ma ono na celu do nawoływania, by je poniżać, gardzić nimi, czy im w jakikolwiek sposób uprzykrzać. Ok, spoko - Ty miałeś wiele kobiet i może podświadomie czujesz, że są one łatwe, kochają seks nawet bardziej niż faceci i mimo pięknego wyglądu też robią kupę Wielu początkujących może to wie, ale tego NIE CZUJĄ. Występuje zgrzyt emocjonalny ze względu na niespójność sfery emocjonalnej z logiką. Kobieta żywi do mnie szacunek mimo tego, że ja niespecjalnie mam szacunek do kobiety. Opisując to wkraczam już raczej na sferę techniczną, ale delikatnie można o to zahaczyć. Ja uważam, że kobieta jest pode mną. Przespanie się z nią jest z mojej strony pewną formą charytatywną - to ja jej robię przysługę, gdyż mogę mieć inną. Ja to wiem i ona to wie. Mam nad nią CAŁKOWITĄ dominację - ona to czuje. Relacja na zasadzie Pan - Suczka. Można to zakwalifikować pod klimat BDSM, ale nie tylko w łóżku. To, co dzieje się w sypialni jest jedynie uzewnętrznieniem jej stosunku do mnie oraz mojego stosunku do kobiety. Miałeś może kiedyś tak, że po przespaniu się z laską miała ona oczy jak po narkotykach, nie mogłeś się od niej odkleić oraz nieustannie mówiła rzeczy typu "Co Ty ze mną zrobiłeś", "Nigdy tak nie miałam", "Tyle się o sobie przy Tobie dowiedziałam". To jest aspekt trafiający BARDZO MOCNO w atrakcyjne kobiety, gdzie każdy traktuje je, jakby były niczym z porcelany. Rozwiń dokładnie co pisząc to miałeś na myśli. Nie zahaczam o mizoginię i nie żywię nienawiści do kobiet, nie mam ku temu powodów. Kiedyś posiadałem skłonność racjonalizowania sobie wszystkiego - szczególnie względem konkretnych zachowań u osób trzecich, ale jest to czas przeszły. Mam pełną świadomość, że inni oprócz bliskich mi osób nic nie znaczą w moim życiu, gdyż nie mam z nich ani hajsu, ani seksu, a wszystko inne jest drugorzędne Jaką Ty proponujesz zatem szybszą formę rozwoju, aniżeli pozbycie się "szacunku wobec kobiet", który już niejako jaśniej przedstawiłem? Dlaczego moja forma "odczłowiecza" i jakie są jej negatywne skutki? Czym kieruje się filozofia "PUA" według Ciebie? Twoje życie i Twoje zasady, nie mam zamiaru wciskać się na czyjś grunt ze swoimi buciorami. Mogę jedynie prowadzić dyskusję na zasadzie wymiany poglądów i tez bądź stwierdzeń potwierdzając je odpowiednimi argumentami - tego też oczekuję od rozmówcy. Póki co widzę tylko stwierdzenia kierowane w kierunku mojej osoby. Pisz DLACZEGO tak uważasz Nie oczekuję nieustannego poklepywania po plecach, poklasku i nie szukam potwierdzenia tego, że mam rację, gdyż już nabyłem odpowiednich doświadczeń w moim życiu potwierdzających sens i autentyczność owych nazwijmy to "reguł". Ostatnia wiadomość była pisana dość z biegu bez głębszego przemyślunku i "na luzie", aczkolwiek forma ta nie była odpowiednia. Przybiorę bardziej formalny ton wypowiedzi. Czekam na odpowiedzi na pytania, chociaż wciąż czuję, że rozwinięcie mojej definicji "braku szacunku do kobiet" wywołuje u Ciebie negatywną reakcję emocjonalną ze względu na brak dokładnego zrozumienia o co mi chodzi. Pozdro
  3. @Dobrodziej z Północy To, co opisałem powyżej nie tyczy się tylko i wyłącznie czystego seksu bez zobowiązań (aczkolwiek mogło to tak zabrzmieć). To promieniuje na wszystkie aspekty relacji damsko-męskich, tj: - szacunek kobiety do Twojej osoby, - połączenie emocjonalne, - posłuszeństwo i wiele, wiele innych. Może to zabrzmi dość drastycznie. Być może wywoła to negatywne nastawienie pewnych użytkowników jak i adminów czy moderatorów względem mojej osoby, aczkolwiek przedmiotowe traktowanie kobiet jest JEDYNYM RACJONALNYM sposobem postępowania wobec nich. Przekonałem się o tym ja i kilka bliskich mi osób względnie dobrych z kobietami. W środowisku "PUA" jest to jednak zachwianie pewnego dogmatu. Zresztą ... cała ta społeczność to spierdolina umysłowa, od której oddzielam się grubą kreską. Jednak dokładne wytłumaczenie tego jest stosunkowo trudne, ale możliwe. Wiele osób słysząc ode mnie o "przedmiotowym nastawieniu do kobiet" myśli, że żywię do nich jakąś nienawiść ... nic bardziej mylnego. Tutaj bardziej chodzi o realną świadomość, wartość i rolę kobiety w życiu mężczyzny, a nie jakąś "cukierkową" wpojoną przez media, kulturę czy społeczeństwo. Btw. Ile miałeś mniej więcej kobiet w swoim życiu, hmm? @Mendoza - jest to moim zdaniem sedno problemu z kobietami. Bez tego ciężko brać się za inne rzeczy. Można to porównać do biegu, w którym masz ciężary w plecaku. Można wyciągać pojedyńczo każdy kamień z osobna, ale po co, gdy można zdjąć cały plecak? Sam się paprałem w jakimś gównie typu Demonic Confidence, podchodzenie do kobiet tylko dla podejścia, czy "zostawienie ich lepszych, aniżeli się je zastało przed poznaniem". Na myśl o osobach, które wciskają takie gówno osobom początkującym - mam ochotę im dosłownie sprzedać luja na mordę. To jest robienie im w głowie jeszcze większego rozpierdolu, niż mieli przed natrafieniem na materiały tego typu. Jakie jest Twoje spojrzenie na temat swoją drogą? Przytakujesz mi tylko, a myślisz co innego? Czy może sam zauważyłeś jak wielki stanowi to problem i jak sama zmiana nastawienia sprawia, że wszystko inne skacze kilka poziomów wyżej?
  4. Nie jest to nic wygórowanego ani skomplikowanego. Napiszę to bardzo ogólnikowo z tego względu, gdyż zostało to już niemalże rozłożone na części pierwsze na innym blogu. Niemniej jednak z tego względu, że nie można reklamować ani linkować innych stron, forów czy blogów - niestety, nie mogę podać linka. W każdym razie ... Zakładając, że ktoś posiada takie rzeczy jak dobry wygląd, ubiera się bardzo dobrze oraz posiada jakąś tam ilość hajsu - jest jedna fundamentalna rzecz, która niejako pozwala korzystać z potencjału owych "narzędzi". Co to jest? Ogólnie można to ująć jako ogar psychiczny względem kobiet. Jeszcze dokładniej - "brak szacunku". Ten zwrot jest bardzo ogólny, gdyż za zestawieniem tych dwóch słów kryje się coś, co jest bardzo abstrakcyjne do wytłumaczenia podczas zwyczajnej rozmowy z kimś, a co dopiero poprzez zestawienie słów w wyniku klepania w klawiaturę. Jeśli miałbym choć trochę nakreślić o co chodzi, to jest to wewnętrzna kompatybilność (głównie emocji) ze swoimi działaniami, których celem jest przespanie się z daną kobietą. Przekonanie, które jest całkowite spójne z działaniami nie na poziomie logicznym, ale na poziomie emocjonalnym. Przekonanie, które ogólnie można ująć "kobieta służy do ruchania". Pewnie po tych słowach nasuwa się na myśl stwierdzenie "przecież jest to oczywiste". Może i tak ... wiele osób jest tego mniej bądź bardziej świadoma, aczkolwiek mimo tego na poziomie emocjonalnym występuje wciąż zgrzyt w sytuacji czysto uwodzeniowej, np. widzisz, że kobieta ma "ten" rodzaj spojrzenia. Ten, tzn. jej oczy mówią mniej więcej "ale mam na Ciebie ochotę, ściągnij ze mnie te ciuszki i mnie zerżnij". Jest wręcz idealny moment, który pozwoli pociągnąć interakcję do przodu, ALE ... mimo świadomości tego, a może nawet i pewnego "wyczucia" tego momentu wciąż masz opory przed ... dajmy na to złapaniem jej za podbródek, przyciągnięciu jej do siebie i wgryzieniu się w jej dolną wargę. Dlaczego? Bo traktujesz to jako coś wielkiego. Pocałowanie się z laską traktujesz jako coś wielkiego, a jak się ma do tego przeruchanie tej konkretnej kobiety? Wyzwanie porównywalne do zdobycia Mount Everest. Jest MNÓSTWO facetów, którzy mogą się podcierać banknotami stuzłotowymi. Mają twarz niczym model, ciało rzeźbione niczym przez Michała Anioła, a ich życie seksualne jest tak spierdolone, że to głowa mała. Także truistyczne pierdolenie, że trzeba mieć hajs, wygląd, dobre relacje z bliskimi, a kobiety przyjdą same jest nic nie warte. Nawet w sytuacji, gdy modelka stoi przed nimi naga i mówi "wejdź we mnie" ... Ci palą buraka, dostają drgawek i mdleją. Dlaczego tak jest? Bo na poziomie emocjonalnym jest to coś nierealnego, nieosiągalnego. Świadomość natury kobiet to jedno, ale brak zgrzytu na poziomie emocjonalnym na myśl o realnej próbie przeruchania danej laski to drugie. Według mnie to FUNDAMENTALNA CECHA, bo ani wygląd, ani hajs, ani ubiór nic Ci nie dadzą, kiedy dosłownie mdlejesz i zalewają Cię zimne poty na myśl o przespaniu się z naprawdę atrakcyjną kobietą. To jest tak, jakby silnik od malucha włożyć do Ferrari. No ok, wygląd niby jest, ale nadal widząc jak to się porusza, słysząc ten dźwięk silnika masz pewne zniechęcenie. Niby coś, a jednak cały ch**. Można się tylko mentalnie masturbować, że jest się fajnym, a rezultatów wciąż brak Pełen luz, pełna akceptacja natury kobiet na poziomie emocjonalnym - tego, że są łatwe. Tego, że ich jedyną walutą wymienną jest wygląd oraz tego, że poza nim nie ma Ci nic innego do zaoferowania i póki nie sypia z Tobą - NIC dla Ciebie nie znaczy ... stanowi sedno. Po adaptacji tego można mówić dopiero o jakichś tam narzędziach ułatwiających/zwiększających skuteczność oraz kaliber lasek, z którymi przyszło Nam sypiać. Problem jednak jest taki, że bardzo duża część osób nie ma w swoim towarzystwie osób dobrych z kobietami, stąd jedynie mogą sobie wyobrazić jak to jest czuć pełen luz wewnętrzny. Są to jedynie próby, które finalnie wychodzą żałośnie, np. usilne kozaczenie czy pokazywanie, że uważamy, iż kobieta jest pod Nami poprzez dziecinne docinanie, besztanie czy wręcz gnojenie, gdy nie ma ku temu podstaw.
  5. Przeszło, aczkolwiek oceniając kobietę robię to po jej wyglądzie, bo początkowo nie znam jej charakteru czy inteligencji - to po pierwsze. Po drugie - jest pewien pułap urody, powyżej którego KAŻDY SZCZERY facet powie "Mhm, jest jak najbardziej ok". Nie mówimy o związkach długoterminowych, tylko o tym czy masz chęć przespać się z daną kobietą czy też nie, a do tego nie jest potrzebny charakter czy inteligencja. Po trzecie - jest kilka FUNDAMENTALNYCH rzeczy łączących osoby dobre i bardzo dobre z kobietami I mam pytanie ... gdzie napisałem, że jest jakiś sposób działający na WSZYSTKIE kobiety, hm?
  6. Topowe kobiety = BARDZO ATRAKCYJNE kobiety. Laski z naturalnie bardzo ładną cerą, której makijaż jest jedynie malutkim, zbędnym dopełnieniem + bardzo atrakcyjna figura. Spuszczasz się w mózg kobiety i z tego powodu, że ma porządek w pokoju? Podchodząc do każdej kobiety patrzyłeś na to, czy choć trochę wpasowuje się w rolę Twoich dzieci? Jeśli tak, to okłamujesz siebie. Ogółem widzę po Twojej pisowni, że lawirujesz w obłokach ... wciąż nie podałeś żadnych konkretów. Ps. Wygooglowałem nazwiska, którymi rzuciłeś. Nie jestem pewien, czy trafiłem na zdjęcia, dlatego też proszę o podanie linków do zdjęć Pani Wassermann czy choćby Strażyńskiej.
  7. Wszystko ładnie się czyta i brzmi to też całkiem sensownie. Aczkolwiek ja osobiście znam sporo osób, które ogarniają świetnie płaszczyznę finansową, społeczną, mają "fajne życie", a z topowymi kobietami wciąż nie sypiają co gorsza - znam też osoby, których byt to jedno wielkie nieporozumienie ... ochlejmordy, patologiczne relacje z rodziną, malutkie grono znajomych, praca w której wyciągają max po 2,5k i co? Sypiają z naprawdę atrakcyjnymi kobietami. Podajcie Panowie KONKRETNĄ RZECZ, bądź zespół cech lub przekonań odpowiadających za to, że ktoś rucha świetne kobiety, a inni mają przerodzenie służące jedynie do sikania. Moim celem w żadnym wypadku nie jest pociśnięcie nikomu, ani prezentowanie się na nie wiadomo kogo, lecz takie teksty są jak truizmy ... Pierd***ne ogólniki, które nie prowadzą w ŻADNYM KONKRETNYM KIERUNKU. Moja reakcja emocjonalna jest spowodowana tym, że takie rzępolenie pokierowało mnie w niesamowite gówno. To raczej krzywdzi aniżeli pomaga.
  8. val

    Spacer po gruzach

    Witam. Pisząc tego posta mam dość nostalgiczny nastrój. Jestem pełen mieszanych uczuć, w głowie mam setki myśli, mnóstwo planów. Potrzebuję mieć taki "kącik", w którym będę mógł swobodnie przelewać swoje myśli i odczucia na klawiaturę, by za jakiś czas móc na chłodno do tego wrócić i z perspektywy trzeciej osoby móc przyjrzeć się temu wszystkiemu - myślom, uczuciom i działaniom w kierunku postawionych celów. By choć trochę móc wczuć się w ten tekst, polecam odpalić muzykę, która mi towarzyszy podczas klepania w klawiaturę. [Link do muzyki] Może na początku krótko przedstawię charakterystykę mojej osoby, by móc choć trochę zrozumieć czy poczuć moje motywy działania, tok myślenia itp. Otóż jestem stosunkowo młody i chcę pozostać anonimowy, stąd też nie będę podawał konkretnych informacji na mój temat. Miałem w życiu kilka kobiet ... jak na mój wiek, jest to w skali globalnej (patrząc na osoby BARDZO DOBRE z kobietami) naprawdę mało. Szczerze mówiąc niecały rok temu przestałem być prawiczkiem. Jednak od niczego do dwóch kobiet w miesiącu jest to względnie ok. Z natury jestem dość flegmatyczny, ospały i nie tryskam energią. Stąd też lubię funkcjonować w trybie "oszczędności", co też ma swoje wady, ale o tym w dalszym ciągu posta. Słowem wstępu tyle ... Z miejsca napomknę, że w tym dzienniku będę głównie oscylował wokół tematu relacji damsko-męskich. Praca, budowanie własnego imperium finansowego czy najbliższego środowiska, które będzie moim z głównych filarów rozwoju - będą stanowić wątki poboczne, aczkolwiek również będą się od czasu do czasu przeplatać. Ostatnio miałem minimaraton - kilka dni z rzędu ostra odpinka. Dni zaczynały się od lolka, a kończyły na lolku. W międzyczasie przeplatało się spanie z moją obecną "partnerką", picie, imprezowanie oraz jakieś tam małe aktywności związane z choć minimalnym dążeniem za lepszym jutrem. Na brak bliskości emocjonalnej czy fizycznej nie mogę narzekać. Pewnie kilka osób chciałoby mieć tak jak ja, zatem w czym tkwi u mnie problem? Otóż nie chcę ilości kobiet, tylko chcę JAKOŚCI. Laska z którą sypiam obiektywnie oceniam na 7, 7,5-10. Może to nie zabrzmi skromnie, ale ja oraz bardzo bliskich mi kilka osób, z którymi łączą mnie wspólne uważają, że mam niesamowity potencjał.. Co wyjście na imprezę widzę mnóstwo oznak zainteresowania. Klub do którego obecnie uczęszczam jest "topowym miejscem" w moim mieście. Napływa tam cała śmietanka towarzyska - począwszy od randomowych ludzi, a kończywszy na laskach, które ciężko spotkać na ulicy. Sam byłem w szoku, że moja pipidówa skrywa takie okazy piękna. Długie nogi osadzone na szpilkach, obcisłe sukienki podkreślające wcięcie w talii, anielska twarz. No ... przypuszczalnie jakby już taką kobietę zaciągnęło się do łóżka, to ciężko było by ją z niego wypuścić Tak jak wcześniej pisałem - "z natury jestem dość flegmatyczny, ospały i nie tryskam energią. Stąd też lubię funkcjonować w trybie "oszczędności". W klubie jest niesamowity ścisk, któremu towarzyszy kur***ki chaos. Ja wychodzę z założenia, że poznawanie kobiet powinno być czymś przyjemnym, bezstresowym, ŁATWYM. Moje doświadczenia dotychczas też na tym bazują. Zauważenie odpowiadającej mi niewiasty, względnie dobre warunki (czy to parkiet w klubie, poza nim, czy też na ulicy), podejście i w przypadku, gdy laska poświęca mi więcej jak 5/10 min, to już kończy się w łóżku prędzej czy później. Z ostatniego zdania wynika, że moim największym problemem jest podejście, stworzenie sobie możliwości poznania kobiety. Ostatnimi czasy mocno skupiałem się na luzie oraz na tym, jak się czuję z REALNĄ intencją przespania się z daną kobietą. Z ręką na sercu mogę rzec, że jest już dobrze, ale do całkowitego wyzbycia się szacunku do kobiet jeszcze daleka droga. W każdym razie - uroiłem sobie, że tłum wokół ma jakiś znaczący wpływ na moją interakcję z kobietą, co tak naprawdę jest bezpodstawne. Na chłodno szukając przyczyny owego toku myślenia nie przychodzi mi ŻADNE konkretne doświadczenie do głowy, które w jakikolwiek sposób wywołało we mnie zniechęcenie czy negatywne nastawienie do ogarniania kobiet w tłumie. Zatem skąd to cholerstwo się wzięło? Nie wiem, aczkolwiek ostatni minimaraton, jak i widok z jednej strony potencjału i możliwości jaki mam, a z drugiej strony ogromu zaprzepaszczonych szans na zrobienie kolejnego jakiegoś tam kroku do wizji swojego wymarzonego życia bardzo uświadomił mi, jak wielką to jest głupotą. Zwyczajny syf, który niejako ogranicza pole, po jakim swobodnie mogę się poruszać. Wnioski? Hmm ... nie mam żadnych, bo działań w tym kierunku póki co nie podjąłem. Po wczorajszym powrocie z klubu doznałem takiego "jeb***cia". Po zafundowaniu sobie mentalnego plaskacza oraz odpowiedzeniu sobie na kilka prostych pytań jedyną obecnie konstruktywną formą poprawy tego będzie zwyczajne podchodzenie do kobiet, które są dla mnie naprawdę OK w warunkach obiektywnie i racjonalnie odpowiadających. Ścisk na parkiecie jest tylko i wyłącznie albo jakąś formą ucieczki, albo cholernym lenistwem i marazmem, które przyjąłem za "stan absolutny". Niemniej jednak mieszane grupki już nie są dobre (nie popadając w kolejne ekstremum, gdzie będę się biczował za niewykorzystywanie nawet absurdalnych sytuacji) Na pierwszy post to było by na tyle. Na końcu napomknę tylko, iż już kilkukrotnie długoterminowo dokumentowałem swoją "drogę". Może na tym forum napisze się piękna historia? Kto wie ... Póki co tyle. W razie jakichkolwiek pytań czy rad popartych odpowiednimi argumentami - proszę pisać poniżej. Pozdro!
×

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.