Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 02/05/18 in all areas

  1. 3 points
    Temat piekielnie aktualny w moim życiu od jakichś dwóch lat, kiedy to znudziłem się do ostatniej nitki kobietami bez polotu, ambicji i samostanowienia do tego stopnia, że postanowiłem przenieść swoje dotychczasowe zainteresowanie na zupełnie nieznany teren. Innymi słowy, zachciało mi się sięgać po najlepsze, najpiękniejsze i co ważniejsze, najbardziej łebskie kobiety jakie tylko mi się spotkać uda. Pewnego pięknego dnia, po przeczytaniu kilku artykułów i po krótkim rozrachunku swojego życia, stwierdziłem, że należą mi się pierwszorzędne kobiety tego świata i tylko takie chcę mieć. Dlaczego? A dlaczego nie? Co we mnie takiego musi być, by takie kobiety mieć? Czy mi potrzebne pieniądze? Czy mi potrzebna firma i wór hajsu? A dlaczego ja w ogóle myślę, że jestem nie wystarczający jaki jestem? No właśnie, i to ostatnie to pytanie klucz w tym oto piknym dzisiejszym blogasku. Ile razy widzieliście totalne ZERA, dna, po-ostatnie popłuczyny bujające się z kobietami, na widok i słuch których trzeba zbierać żuchwę z podłogi? Co ten typ-zero w sobie takiego ma, że ta kobieta jest w nim tak zauroczona? No, ten typ, przede-że-wszystkim, patrzy w lusterko i nie widzi siebie, jako kogoś, kogo nie stać na taką kobietę. Stawiam flachę, że mu to nawet przez myśl nie przejdzie. Jak mu taka kobieta zacznie jakieś fochy strzelać, to on ostatnią rzeczą jaką zrobi, to się kajać zacznie. Bo? Bo mu przez myśl nie przeszło - i nie przejdzie, że jest gorszy od niej. Inna rzecz: Kobiety... niby wszystkie różne, ale jeszcze takiej nie poznałem, która nie wymagałaby i nie chciałaby uwagi. Znam wielu kolesi którzy myślą, że w podrywie to trzeba być mówcą milijon i nawijać rzeczy niestworzone do pułci pięknej. Otóż więcej idzie zyskać, szybciej relację można stworzyć, kiedy się kobiet słucha. Dla zobrazowania weźmy sobie najdebilniejszy przykład, jakim jest nasz przełożony. Którego bardziej lubicie? Tego co z wami rozmawia, słucha i pamięta o czym rozmawialiście, czy tego, dla którego monolog jest formą komunikacji? No właśnie Tak samo jest z kobietami. No, może teraz trochę uprzedmiotowie kobiety (wybaczcie), ale kobiety LUBIĄ być czyjeś. Kropka. Mogą wam tego nigdy nie powiedzieć, mogą chcieć prędzej wyciąć sobie punkt G i obciąć cycki na płasko, niż się do tego przyznać. Ale tak jest. A jeżeli one tak lubią być czyjeś, to oznacza, że lubią, jak się o nie dba. (Stąd porównanie do szefa). Do tego nie trzeba mieć urody kij wie kogo, z resztą facet nie jest od tego, by był kurwa ładny. Do dbania o kobietę też nie trzeba mieć szkatułek złota. Więc w czym problem? No z tym, że niektórzy boją się takich kobiet, więc z nimi nie rozmawiają, a jak już, to zesztywnieni po całości i miękcy w galotach No. Nie tak. Dobra, bo się rozpisuję. Niektórzy chcą też na starcie imponować takim kobietom, pokazywać, co to nie oni. Śledzą ją jak chmara czekając na jej uwagę(!), zamiast powiedzieć, że dawno z nikim tak się nie rozmawiało / miło spędzało czas / wspólnymi siłami rozpalało grilla, jak z nią. Więcej idzie zyskać, jak się obróci obrazek. Lepiej pokazać, że się takie kobiety lubi (nie mylić z wieszaniem na szyję). Nie macie zielonego pojęcia, jak takie kobiety potrafią być samotne. Znam kilka takich kobiet, które aż czekają na szpilach, aż ktoś je wreszcie weźmie. Ale nie bierze, bo gra, kombinuje, JAK SPRAWIĆ BY MNIE WRESZCIE POLUBIŁA!. Jeszcze inne, zazdrość. Ten element powinien w ogóle nie istnieć podczas budowania takiej relacji. Ona jest z wami, lub dopiero jesteście sobą zainteresowani i to nie dzieje się bez powodu. Czasami, kobiety mnie uwielbiały za coś, czego w ogóle nie byłem świadomy. Na mniejszą zazdrość pomaga dobre troszczenie się o swoją wybrankę, tu nie ma w ogóle miejsca na powiedzonka w stylu "miej wyjebane to będzie ci dane!" .Bo tak, to mówią leszcze z gimnazjum. Z takimi kobietami można też otwarciej rozmawiać, tu nie należy bać się tematów typu "co planujesz zrobić w życiu?", "czym się lubisz zajmować?", "Ile chciałbyś mieć dzieci w przyszłości?", "Jak według Ciebie wygląda dobry związek?". Słowem, trzeba mieć swoje poglądy. Potrzeby, jeszcze raz o nich, kobietom się nie daje tego, co chce im się dać. Trzeba im dać to, czego one potrzebują. To zupełnie dwie różne rzeczy. O tym się czasami rozmawia, a czasami trzeba wyczuć, więc kapka doświadczenia jak najbardziej się przyda. Nie ma co patrzeć na piękno i powodzenie kobiety z myślami "Nooo, ta to na pewno potrzebuję mężczyzny kutego na cztery łapy, wysportowanego i z prężną firmą!!". To są moim zdaniem bujdy. Jeżeli mężczyzna potrafi na siebie zarobić i sobie do przodu iść, jest w porządku. Tęsknota i niepewność. Te dwie są niejako w gratisie z takimi uroczymi damami . Po pierwsze, są zarobione, więc czas ich posiadania jest ograniczony, po drugie, są bardzo piękne, więc można być pewnym, że cieszą się wciąż zainteresowaniem. Najlepszą obroną przed tą szarą parą, jest natychmiastowe ruszenie się z miejsca i oddanie się jakiemuś zajęciu (nie, nie polerowaniu berła ). A jak to nie pomaga, to wyobrażenie sobie, że ta kobieta odeszła i trzeba wrócić do rzeczywistości i nadać mu barwy. No i ostatnie, to spokój. Tu nie ma miejsca na nerwowe ruchy, nie ma czegoś takiego jak już-teraz-zaraz-natychmiast muszę do niej zadzwonić!! . W życiu jest wystarczająco stresowych sytuacji, nie trzeba ich dokładać swoją impulsywnością. W ewentualnych potyczkach słownych z takimi kobietami jest on na wagę złota. Puenta jest króciutka, wystarczy czasami zmienić perspektywę, by coś, co jest niemożliwe, stało się możliwe.
  2. 2 points
    Legendarne istoty! Ci wspaniali mężczyźni w swych latających maszynach! Bohaterowie forów traktujących o relacjach damsko męskich-bo to o nich mowa! Są w stanie uwieść najpiękniejsze kobiety tego świata w ilościach hurtowych. Bez trudu prześcigają pociąg relacji Gdynia-Kraków już na wysokości Włoszczowej. Piją trzystuprocentowy spirytus. Walczyli w wojnie stuletniej. Za każdym razem otwierają pudełko tabletek w ten sposób, że nie muszą wyjmować ulotki dołączonej do opakowania, z którą powinieneś zapoznać się przed ich użyciem bądź skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu. Wreszcie po kilkunastu minutach rozmowy odprowadzają do domu dziewczynę, którą próbowałeś poderwać od czwartej klasy podstawówk. Pewnie zawsze zastanawiałeś się jak poderwać koleżankę z klasy. Nic dziwnego, że masz duży problem z uwierzeniem w te wszystkie historie, raporty i opowieści... Przyznaj się, że tak myślisz. Że nie przekonują Cię te relacje i wkładasz je między bajki. Biorąc to wszystko na tak zwany chłopski rozum, takie rzeczy nie dzieją się w przyrodzie. Nikt nie wie jak poderwać koleżankę. Tobie nie wychodzi, twoim znajomym nie wchodzi i jak doskonale wiesz panowie, którzy chwalą się znajomym, ilu to kobiet nie zdobyli, często mają w rzeczywistości bardzo słabe wyniki. Swoimi opowieściami rekompensują sobie nieudane akcje. Ci ludzie są bardzo podobni do wędkarzy, którzy opowiadają o kolejnym ponad stukilogramowym sumie, którego z łatwością złowili w poprzedni weekend. Zapominają tylko, że nie z łatwością, nie stukilogramowego, nie suma i, że w ostatniej chwili zerwał im się z haczyka. Sam tak robisz. Ci na forum pewnie też. Tak sobie teraz myślisz. Z drugiej strony, nieczęsto spotykasz w życiu ogarniętych facetów, którzy potrafią skutecznie uwodzić dziewczyny. Panowie, którzy są prawdziwie skuteczni w podrywaniu kobiet, ekstremalnie rzadko opowiadają znajomym o swoich przygodach. Słyszałeś pewnie kiedyś powiedzenie "cicha woda brzegi rwie". Tak też jest w przypadku tych mężczyzn, a poderwanie koleżanki jest możliwe. Zastanówmy się razem czy to źle, że nie widujesz takich mężczyzn na co dzień, w szkole, uczelni, pracy, siłowni itp. Dla Ciebie to źle, ponieważ nie wiesz, jak działają. Nie możesz się od nich uczyć skutecznych metod na rozbrojenie damskiego systemu obrony antyrakietowej. Przez to trudniej pojąć Ci i zrozumieć pewne mechanizmy, którymi rządzą się relacje damsko męskie i niestety często powielasz negatywne wzorce od kolegów ze swojego otoczenia. Dla tych mężczyzn jest odwrotnie. Między innymi dzięki temu mogą oni skutecznie poznawać i zdobywać nowe kobiety bez obaw o to, że zostaną "spaleni" w swoim środowisku. Dyskrecja jest cnotą bardzo ważną z punktu widzenia kobiety. Pozwala jej mieć pewność, że znajomość z Tobą nie skończy się dla niej źle. Twoja umiejętność zachowania dyskrecji często decyduje o tym, czy kobieta wejdzie z tobą do łóżka. Gdy masz reputację mężczyzny przebierającego w kobietach niczym w rękawiczkach, ciężej będzie Ci wdać się w romans. Sprzyja temu przede wszystkim postawa społeczeństwa. Przypomnę tylko sławną przypowieść o zamku i kluczu: Klucz który, otwiera wiele zamków, jest dobrym kluczem. Zamek, który jest otwierany przez wiele kluczy, jest do niczego. Bardziej szkodliwego ze względu na uwodzenie kobiet stwierdzenia nie słyszałem nigdy w życiu! No dobrze... Prawie nigdy. Są jeszcze ananasy lansujące mądrości, o tym jakoby jedna jedyna twoja cecha (wybrana przez nich) zapewniała bądź wykluczała Twoje szanse u kobiet. O tym, jak to widzę, napiszę może innym razem. Mężczyzna opowiadający o swoich podbojach to tylko opowiadający o swoich podbojach mężczyzna, ale już konkretna dziewczyna, o której opowiada ten mężczyzna w kontekście swoich podbojów, jest już towarzysko skreślona. Przypina się jej łatkę łatwej. Inteligentna kobieta raz tak potraktowana lub znająca opowieści swoich koleżanek na ten temat, następnym razem zastanowi się siedemnaście razy, nim pójdzie do mieszkania z nowopoznanym mężczyzną. W skali globalnej znacznie utrudnia to proces skutecznego uwodzenia kobiet. Mnie i mi podobnym wyższa poprzeczka nie przeszkadza, lubimy wyzwania. Załóżmy jednak, że na taką źle potraktowaną kobietę trafi młody przepełniony ideałami adept relacji damsko męskich. W najlepszym razie się zniechęci. W najgorszym zacznie w niedługim czasie, po kilku podobnych doświadczeniach zacznie przejawiać cechy mizogina - mężczyzny nienawidzącego kobiet i unikającego koleżanek. Tak oto zaklęte koło się zamyka. Proszę Cię więc, abyś przyswoił sobie zasadę dyskrecji w relacjach damsko męskich. Twoi znajomi i rodzina wcale nie muszą wiedzieć, że wczorajszej nocy "przeleciałeś zajebistą dupę w klubie". Ułatwisz w ten sposób życie sobie, nam mężczyznom i kobietom też. Oczywiście rozumiem, że korci Cię, żeby pochwalić się swoją zdobyczą znajomym i "dowieść swojej wartości jako mężczyzny". To normalna reakcja, ale uważam, że są na to lepsze sposoby niż chwalenie się. Podobnie jest z czymkolwiek innym. Inną nieoczekiwaną zaletą zachowywania dyskrecji jest unikanie kwasów. Kwasów po rozstaniu, gdy mieliście wspólne środowisko, w którym się obracaliście. Przykładowo szkoła czy praca, gdy chwalisz się na lewo i prawo, że kręcisz z koleżanką, lub robisz to w taki sposób, że widzą to współpracownicy to: masz nikłą szansę na podryw, musisz liczyć się z presją otoczenia na to, że jeśli coś z tego będzie, to będziecie parą, i wreszcie faktem, że gdy przestaniecie być parą, to w miejscu pracy pojawią się dymy. Doskonałą receptą na to, jest właśnie zachowanie dyskrecji. Tak, z czystym sumieniem obalam tu sztampową zasadę "nie bierz dupy ze swojej grupy". Owszem bierz dupę ze swojej grupy, ale rób to umiejętnie. Bądź dyskretny i nie afiszuj się z życiem prywatnym w miejscu pracy. Po pierwsze, przynosi to więcej szkody niż pożytku w razie rozstania, a po drugie wygląda cholernie nieprofesjonalnie. Współpracownicy będą Cię nienawidzić, dzięki temu prostemu rozwiązaniu unikniesz niepotrzebnych dramatów i nie dasz powodów do plotek znajomym twarzom, żyjącym z okazjonalnych dram. Nie muszę wspominać, jak bardzo zyskasz na atrakcyjności w oczach koleżanek, będąc ponad tym wszystkim. Będziesz inny niż wszyscy, a wasza znajomość będzie tylko wasza - intymna i inna niż wszystko, czego do tej pory doświadczyliście. Dzięki tej wiedzy możesz poderwać koleżankę. Nie musisz dziękować. Jak sam widzisz to, że ogarnięty uwodziciel, do tej pory był w twoich oczach niemal mityczną kryptydą porównywalną do Yeti, Potwora z Loch Ness, El Chupacabry i Uczciwego Polityka, a poderwanie koleżanki wydawało Ci się niemożliwe. ma swoje logiczne uzasadnienie. Dobra, z tym politykiem znów przegiąłem. To miejsce i kilka innych powstały właśnie po to, byś drogi czytelniku mógł zaspokoić swoją naturalną potrzebę podzielenia się z innymi epicką historią, która przydarzyła Ci się zeszłej nocy. Bez obaw, że temat rozniesie się pośród Twoich znajomych i zepsuje Twoją reputację. Możesz podzielić się swoimi przemyśleniami i spostrzeżeniami z innymi mniej lub bardziej doświadczonymi użytkownikami forum. Gorąco namawiam Cię do takiej aktywności. Pozdrawiam. Dobrodziej z Północy
  3. 2 points
    Wyobraźmy sobie sytuację, w której mamy dwóch mężczyzn. Dla jednego z nich sensem życia jest przenoszenie kamieni z jednego końca miasta na drugi koniec. Robi to codziennie od rana, do późnego popołudnia. Drugi z nich obserwuje przez okno, jak ten pierwszy taszczy kamienie każdego dnia i jest sfrustrowany. Zastanawia się po co on to właściwie robi? Dlaczego chodzi z kamieniami z jednego końca miasta na drugi i jest przy tym taki radosny? Przecież tu nie ma nic do śmiechu. „Ja na pewno bym nie nosił jak baran kamieni w te i we wte, no ewentualnie jakbym coś z tego miał” – myśli sobie ten mężczyzna zza okna i po chwili rozsiada się przed telewizorem. Niestety on nie ma tak radosnej miny. Jest pełen nihilizmu, złości i pogardy dla samego siebie. Obserwuje otoczenie i nie widzi sensu w tym co się dzieje. Bo jeśli już coś robić, to najpierw muszę mieć z tego jakieś korzyści. Bo jeśli już coś mam od siebie dać, to muszę natychmiast zostać za to nagrodzony. W innym przypadku mam to gdzieś i będę tutaj nadal siedział pełen pogardy dla siebie samego nic nie robiąc. To co odróżnia tych dwóch mężczyzn od siebie, to odpowiedzialność. Odpowiedzialność nadaje życiu sens. Ten pierwszy facet widocznie jest za coś odpowiedzialny. Być może nie jest mistrzem inteligencji, ale jest silny i przenosi kamienie z jednego końca mapy na drugi. Być może nie jest bystry i błyskotliwy, ale jest szczęśliwy. Widzi w życiu sens, bo jest coś, co sobie wymyślił i teraz to robi. Ten drugi nie ma natomiast po co żyć, ponieważ niczego sobie nie wymyślił. Nie szanuje przez to samego siebie, bo jak można szanować kogoś, kto tylko egzystuje i niczego w życiu nie osiąga, nawet celów prozaicznych? Staje codziennie przed lustrem i widzi sfrustrowanego człowieka, który po prostu żyje od rana do wieczora, nie mając w życiu żadnego sensu. W tych czasach taki problem narasta w ekspresowym tempie. Mężczyźni pragną odpowiedzialności, bo bez niej nie potrafią normalnie funkcjonować. Muszą sobie coś wymyślić i potem to stopniowo osiągać, gdyż inaczej będą wegetować. Problem pojawia się też w momencie, gdy nauczeni wszystko otrzymywać natychmiast, za naciśnięciem odpowiedniego guzika, panowie nie chcą nawet przez moment robić czegoś za przysłowiową pietruszkę. Na smartfonie naciskam kilka razy i otrzymuję odpowiedź. Nie muszę nawet zdobywać kobiet, bo przecież mam dostęp do pornografii. Nie muszę czytać książek, bo jak coś chcę to wpisuję w Google i od zaraz mam odpowiedź. Niestety to też nie jest tak, że ktoś przychodzi do faceta, mówi mu – słuchaj, zostaniesz muzykiem, tu masz gitarę i graj. A ja nie chcę, po co mi to dajesz? No właśnie, skoro nie chcesz tego, to czego chcesz? Co chcesz robić, co wymyśliłeś? Musisz sam wykombinować co chcesz robić, ponieważ inaczej nie będziesz niósł tego na plecach. Pamiętam nie raz ktoś mnie namawiał, żebym zaczął coś robić. Na przykład żebym zaczął chodzić na siłownię, zaczął lepiej się odżywiać, czy robić częściej porządki. Ale ja tego wtedy nie chciałem. Nie chciałem nieść ciężaru, którego nie chciałem, bo to przecież masochizm. Dopiero jak sam postanowiłem wybrać, co wygląda mniej więcej jak wybór samochodu w Gran Turismo 2 na PSX, wziąłem na plecy pewien ciężar i zrobiłem to z pełną premedytacją. I teraz go niosę. Bo gdy ktoś przychodzi i mówi ci, ej stary, zacznij biegać, od jutra zaczynasz, robisz to, nie masz wyboru. To tego nie zrobisz. To ty musisz tego chcieć, inaczej nie wytrwasz. To ty musisz być niezadowolony ze swojego życia, musisz być czasami na dnie, żeby coś podnieść. I dopiero jak to coś niesiesz, masz w życiu jakiś sens. Jest cała masa przypadków, gdzie ludzie na emeryturze nie mają żadnych zajęć i po prostu umierają. Wiem, że to śmieszny przykład, ale coś w tym jest. Ktoś zbudował dom, posadził drzewo, spłodził syna, skończył pracować, dzieci wyfrunęły z domu i nie było już co robić, więc nastąpił koniec, nie było już żadnej odpowiedzialności, żadnego czynnika motywującego – więc po co żyć? Organizm się katapultował. No, a kim są dla przykładu osoby najbardziej sfrustrowane? Najczęściej są to osoby, które nic nie robią tylko siedzą w domu i nie mają celu. Po paru dniach, miesiącach takiego siedzenia wymyślają problemy. Okazuje się potem, że mają oni więcej problemów niż ludzie, którzy chodzą do pracy każdego dnia i mają rodziny na utrzymaniu. Tamci nawet tego nie muszą, wstają kiedy chcą, jedzą kiedy chcą, śpią kiedy chcą – a są strasznie nieszczęśliwi. Dlaczego? Ponieważ nie niosą żadnej odpowiedzialności. Śmiejesz się z babć, które lecą do kościoła w beretach prawie codziennie. Ale one mają taki cel, to jest dla nich sens życia, odpowiedzialność. Śmiejesz się z dziadków, którzy co chwilę coś naprawiają, wymieniają, szukają sobie pracy – oni też chcą mieć jakąś odpowiedzialność. Ci ludzie, którzy nie podjęli się próby taszczenia jakiegoś ciężaru, po jakimś czasie zaczynają z nudów katować samych siebie. Ich życie przypomina odcinek White Christmas serialu Black Mirror, gdzie są zamknięci w małym pomieszczeniu, z którego nie mogą wyjść i są tam sami. Po czasie wariują, mają ochotę odgryź sobie palce, byle tylko coś zrobić. Bohaterka tamtego odcinka po roku spędzonym w takim „ciasteczku” wręcz nalega, żeby dać jej jakąś pracę, bo już nie wytrzymuje psychicznie. Szczególnie problem ten dotyczy młodych pokoleń, które są strasznie zagubione. Nie wiedzą o co właściwie tutaj chodzi. Wszyscy tylko zabierają z nich odpowiedzialność i potem dziwią się, dlaczego sobie nie radzą. Kobiety wychowują mężczyzn, którym brakuje męskich wzorców. Nikt nie mówi im, że pewnego dnia trzeba wziąć siekierę i pójść do lasu rąbać drewno. Mówi im się tylko, żeby nie dotykali siekiery, bo jeszcze sobie coś zrobią. Zdecydowaną większość bezdomnych stanowią mężczyźni. To mężczyźni dużo częściej odchodzą od normy w porównaniu do kobiet. Mało jest kobiet rebeliantek, które mają gdzieś opinię otoczenia, wybierają własną ścieżkę i postanawiają przeciwstawić się zasadom. Z reguły kobiety za tymi zasadami będą podążać, ponieważ są bardziej ugodowe. Mężczyźni częściej się buntują, co skutkuje tym, że stanowią dużą większość osób wykolejonych. „To mi nie pasuje, więc nie będę tego robił, nie zmusicie mnie, a co sobie inni pomyślą? Wali mnie to.” U mężczyzn obserwuje się zdecydowanie częściej odchylenia od normy negatywne (patologie), ale również zdecydowanie częściej odchylenia od normy w drugą stronę (geniusze, wielcy wynalazcy), w przypadku kobiet ten współczynnik jest raczej unormowany, rzadko zdarzają się odchylenia od normy – czy to w jedną, czy drugą stronę. Gdy mężczyzna opuszcza rodzinę, ponieważ znalazł sobie inną kobietę, wewnętrznie przegrał. Najpierw wziął odpowiedzialność na swoje barki, a potem zamiast nią nieść, odpuścił. Po jakimś czasie będzie coraz bardziej wypalony wewnętrznie, to będzie jego życiowa porażka – nie sprawdził się jako mężczyzna, głowa rodziny. Często po rozwodzie taki facet nawet nie potrafi wyprowadzić się z domu, nie stać go na taki gest, więc odnosi kolejne porażki, wciąż ucieka od odpowiedzialności, jednocześnie tracąc jakikolwiek sens życia i poczucie własnej wartości. Bo kolejny raz – jak mogę szanować siebie, skoro jestem takim słabym człowiekiem? Jak mogę szanować siebie, człowieka, który zamiast wypić piwo, które sam sobie wlał do kufla, wolał uciec z pola walki jak tchórz. Czasami ktoś mi pisze, że mu się nie układa w życiu, że nie idzie mu z kobietami. Potem okazuje się, że ta osoba nie ma w życiu żadnego sensu. Nie ma pojęcia po co właściwie żyje, ale chce żeby jeszcze inni zwrócili na niego uwagę. To jest prawie zawsze taka sama sytuacja. Ktoś próbuje zwalczać skutki, a nie przyczyny problemu. Najczęściej przyczyną twoich problemów jest to, że nie wiesz co chcesz robić. Niby tu jesteś, ale nie wymyśliłeś sobie zajęcia. Nie masz żadnego sensu w życiu. Wstajesz rano i nie wiesz po co wstajesz. Nie jesteś za nic odpowiedzialny. Dlatego podejmij odpowiedzialność. Znajdź jakiś naprawdę ciężki kamień, taki który ci się spodoba i zacznij go nieść. Złap siekierę i pójdź rąbać drewno. Zobaczysz jak nagle całkowicie zmienia się twoje życie, na niemal wszystkich płaszczyznach.
  4. 2 points
    Bardzo profesjonalny materiał, ciekawi mnie jak takie się robi
  5. 2 points
    +++ Jest to wpis z przed około dwóch lat, podpisuję się pod nim także dzisiaj, miłej lektury+++ Niejako od urodzenia, matka natura oczekuje od każdego nowego stworzenia tego, by to dziergnęło mieczyk z ziemi i wywalczyło sobie co zechce. Tak działa ewolucja, i tego nie przeskoczycie. Ckliwie patrząc się na własną osobę nie posuniecie się nawet o mikrometr. Zacząłem od ostatniego wątasku - niech będzie. Zamiast wciąż czegoś oczekiwać od świata i tupać infantylnie nóżką w przypadku niepowodzeń, zadajcie sobie ten niebywały trud odpowiedzi na te pytanka. CO JA, mam do zaoferowania? CZYM mogę podbudować tych, których mam dookoła siebie? Moim zdaniem to powinno być jedną z definicji dojrzałego emocjonalnie faceta. Zamiast chcieć takiej i siakiej kobiety warto się zastanowić co Wy macie do zaoferowania. I wierzcie mi, pieniądze to naprawdę nie wszystko. Chociażby po ostatnią swoją kobietę wyciągnąłem rękę mieszkając w wynajętym pokoju, jeżdżąc obrdzewiałym autem prawie tak starym jak ja. A to była autentyczna Modelka, jak to się teraz modnie tu pisze, wyższa ode mnie, piękne włosy do pasa, ułożona, nie głupia, logicznie można było z nią rozmawiać i ustalać. Dałem jej to, czego żaden typ z wypchanym portfelem nie potrafił jej zapewnić. Poczucie bezpieczeństwa, pogodę ducha, uwagę, akceptację i mega wspierające podejście. Wracając, bo zaraz niepotrzebnego raporta tu wcisnę. Zamiast jechać autostradą do kresu nocy, rozejrzyjcie się jak poprawić własny stan. Jak można stać się chociażby małą, ale pozytywną zmianą na tym świecie, żeby rozsiać pozytywny wibe nawet tylko dla swoich bliskich. I tak dochodzimy do kolejnego wątku, jakim jest autodefinicja. To jest podporą stabilności emocjonalnej, a taka stabilność to swoiste mury trzymające poczucie bezpieczeństwa, które można zapewnić sobie i swoim bliskim. To jest to, że wiecie kim jesteście BEZ konieczności odbijania się w krzywym zwierciadle cudzych oczu. W pytkę ważne moim zdaniem, bo bez tego nie da się zbudować stabilności emocjonalnej. To niejako znajomość siebie, umiejętności dostrzeżenia swych zalet i wad, mocnych stron i słabości, własnych aspiracji i siły wewnętrznej. A jak się patrzy w lustro, to się widzi wszystko co należy poprawić i się nie zasłania materiałem ani człowiekiem. Obraz siebie to też kwestia dialogu wewnętrznego którego ton należy sobie samemu wypracować. Jak dziesięć osób mi mówi, że jestem nic nie warty to sobie nie buduje na tym natychmiastowo obrazu siebie, jasne, sprawdzam, odnoszę do swych działań i ich motywów. Ale mam świadomość, że nie jestem cudzą opinią. Dzięki temu się nie szarpię, nie drę szat, bo ktoś mnie nie lubi / nie akceptuje. To jest podporą stabilności emocjonalnej, a taka stabilność to swoiste mury trzymające poczucie bezpieczeństwa, które można zapewnić sobie i swoim bliskim. Jestem przekonany, że piszę do ludzi inteligentnych i tyle wystarczy.
  6. 2 points
    Równie dobrze tytuł może brzmieć - gdzie i jak dobrze zjeść?, każdy powie, banał, przecież to proste - tam gdzie lubisz/stać Cię/lub masz ochotę... to dlaczego trywializujesz jedzenie a gloryfikujesz i utrudniasz sobie poznawanie kobiet??? przecież i to i to powinno być naturalne - czy zamawiając pizzę silisz się na bycie tajemniczym?, raczej nie... to dlaczego do poznania kobiet, tak, do poznania a nie podrywu nieustającego, z góry zakładasz i wdrażasz te wszystkie lepsze lub gorsze techniki, grasz a nie kreujesz, wcielasz się w szaty nie do końca wygodnymi i pod pachami uwierającymi... otwórz oczy i spójrz, chodniki/ulice/promenady pełne są kształtów kobiecych, mniej lub bardziej chętnych, samotnych i zajętych, a i na wylocie z związków - rany Boga - tylko korzystać... będąc SOBĄ...
  7. 2 points
    Kobiety od zawsze próbują zmieniać swoich facetów. Wydaje im się, że na lepsze i robią im przysługę. Jednak taka zmiana nigdy nie kończy się happy endem. Często same nawet nie są świadome dlaczego to robią. Słabsi mężczyźni ulegają naciskom i po kilku miesiącach są kompletnie innymi ludźmi, niż byli przed związkiem. Pewnie znasz dobrze to uczucie, gdy spotykasz kumpla, którego widziałeś ostatnio pół roku temu, a on przypomina ci bardziej Sheldona Coopera, niż Harveya Spectera. Przede wszystkim trzeba tu zwrócić uwagę na fakt, iż kobiety nie robią tego świadomie. Ich podświadomość nakazuje im zmieniać swojego faceta, żeby mieć nad nim większa kontrolę. Bardzo często taki mechanizm zachodzi wtedy, gdy kobieta poznaje mężczyznę niemal perfekcyjnego. Mam na myśli kogoś, kto posiada szereg wyostrzonych cech męskich i jest odbierany jako osobnik alfa. Takie cechy to: pewność siebie brawura męskość duży spokój i opanowanie cierpliwosć ogromny potencjał do osiągania wielkich rzeczy atrakcyjność zewnętrzna – umięśnione ciało zaradność finansowa duża inteligencja Kobiety z jednej strony pragną kogoś takiego, ale z drugiej strony podświadomość podpowiada im, że samiec alfa jest bardzo trudny w utrzymaniu przy sobie. Bo skoro ja się nim zainteresowałam, to pewnie inne kobiety również dostrzegają w nim to coś. Jak więc można przy sobie zatrzymać kogoś takiego? Próbując go zmienić. Zmienić wcale nie oznacza tutaj zmienić na lepsze. Dla wszystkich mężczyzn czytających bloga stworzyłem dodatkową kategorię – The Red Pill. Tematy czerwonej pigułki będą częściej poruszane na blogu. Jednocześnie zapraszam do zapisania się na newsletter (wcześniejszy nie działał) – jeśli korzystasz z komputera, to znajdziesz go po prawej stronie, wpisz e-mail i kliknij subscribe. Jeśli korzystasz z telefonu, zjedź niżej i tam zrób dokładnie to samo. Od czasu do czasu będę wysyłał ci maile. DLACZEGO KOBIETA ODCHODZI I TRACI ZAINTERESOWANIE? Podstawa kwestia jest taka, że kobieta zakochuje się w tobie ponieważ jesteś tym, kim właśnie jesteś w momencie poznania. Podoba jej się twoja męskość, odwaga i nieuparta chęć dążenia do osiągania swoich celów. Kobieta więc będzie próbowała kawałek po kawałku odbierać ci cechy samca alfa. Dzięki temu, będzie mogła mieć nad tobą większą kontrolę i nie będzie musiała się martwić, że inne kobiety będą tobą zainteresowane. Dlaczego? Ponieważ po przejściu tego procesu stracisz niemal całą swoją atrakcyjność i staniesz się bezpieczną przystanią, o którą nie trzeba się już martwić. To właśnie ten legendarny proces, który przechodzi wielu facetów w związku. Kobieta zmienia ich z samców alfa w samców beta i po jakimś czasie coś zaczyna jej nie grać. Powyższy demotywator mówi w tej kwestii wszystko. Jak masz już trochę lat na karku to pewnie zdarzyło ci się taki błąd popełnić i wiesz doskonale o czym piszę. To bardzo częsta przyczyna końca związków. Kobieta najpierw zmienia swojego męskiego faceta w kogoś kompletnie innego, a potem stwierdza, że on się zmienił i musi od niego odejść. Co najlepsze pokrętna logika kobiety każe jej myśleć, że to wina tego mężczyzny. I po części tak jest, bo facet wyłożył się na złotej tacy i cała atrakcyjność spadła do zera. Nie był wystarczająco silny, aby zachować swoją tożsamość. Rozpoczyna się więc od nowa proces szukania samca alfa, a potem ponownie próba zmiany w samca beta. *Typologia samców jest w tym wpisie stosowana głównie aby uprościć pewne rzeczy. ZMIENIAJ SIĘ TYLKO DLA SIEBIE Jeśli kobieta próbuje cię zmienić i mówi ci, że widziała by cię bardziej w innym wydaniu, to ona wręcz nie chce żebyś jej słuchał. Oczywiście wydaje jej się, że wręcz przeciwnie. Jednak na tej logicznej płaszczyźnie, to jest ostatnia rzecz jaką kobieta chce żebyś zrobił. Dzieje się tak dlatego, że jeśli zaczniesz jej słuchać, to ona straci ciebie, a ty stracisz ją. Przypomina to trochę podarowanie wymarzonej lalki dziecku. Najpierw ogromny zachwyt, a potem eksperymentowanie, zmienianie tej lalce ubrania i malowanie na swój sposób. Po czasie dziecko stwierdza, że ta lalka jest już „be” i chce nową, lepszą, bo ta została przez nie zniszczona. Kolejny raz wszystko rozbija się o aspekt biologiczny. Pamiętam, że mieliśmy kiedyś kumpla, który był naprawdę świetnym gościem. Wygadany, uśmiechnięty, dobry sportowiec. Często razem chodziliśmy na małe pogawędki o życiu. Potem poznał swoją dziewczynę i zniknął z powierzchni ziemi. Gdy ponownie zawitał na naszej planecie, wciąż był w związku. Niestety nie przypominał nawet w dziesięciu procentach osoby, którą był wcześniej. Na lekkie sugestie zmiany reagował w stylu – „ona wie co dla mnie dobre, bez obaw, jestem szczęśliwy” – sposób w jaki to mówił jasno sugerował, że absolutnie nie jest szczęśliwy. I po jakimś czasie bajka się skończyła. Usłyszał magiczne – „wcześniej byłeś inny, to koniec”. KOBIECY TEST, KTÓRY SPRAWDZA SIŁĘ MĘŻCZYZNY Dochodzimy do kolejnej kwestii, która odpowiada na pytanie, dlaczego kobieta odchodzi? Kobiety w ten sposób mogą sprawdzić, czy mężczyzna faktycznie jest tak silny i pewny siebie, za jakiego uchodzi. Bo jeśli nie jest – to ona pomaluje go jak będzie chciała, a potem pójdzie szukać dobrych genów gdzie indziej. Jeśli to faktycznie osobnik alfa o bardzo silnej osobowości – to choćby nie wiadomo jakie sztuczki były stosowane – nie ma szans, żeby na niego wpłynąć. Kobieta otrzymuje wtedy potwierdzenie – tak, to jest dobry wybór, to jest prawdziwy mężczyzna, który może mnie poprowadzić. Kobieta nie chce słabego mężczyzny, bo do niczego jej się ona nie przyda. Nie będzie go szanowała, nie będzie liczyła się z jego zdaniem i pewnie po czasie go zostawi. Ważne jest to, że kobieta powinna pożądać swojego faceta. Po takiej zmianie w „Nice Guy’a”, kobieta przestaje czuć do niego emocje, jakie czuła wcześniej. Kim są ci wszyscy mili i uczynni faceci? Czy kobiety czują do nich pociąg, atrakcyjność? Marzą o tym, żeby się z nimi przespać? Nic z tych rzeczy. One ich po prostu lubią. Niekoniecznie od razu nie szanują, ale lubią, a w najlepszym przypadku kochają jak brata. Niestety ich nie pożądają, nie czują mięty. Mężczyzna o cechach alfa to nie burak cukrowy, który tylko szuka solówki i kreski na stole, żeby ją wciągnąć swoim banknotem stu złotowym. Mężczyzna o cechach alfa jest inteligentny. To ktoś kto nie podąża za normami społecznymi, ktoś nie do końca grzeczny. Kobiety ich pożądają chociaż same nie wiedzą dlaczego. Odpowiedź jest banalnie prosta – bo to świetny materiał genetyczny. Kobieta chce silnego faceta, który będzie umiał sobie w życiu poradzić. Oczywiście zdarza się, że kobieta rezygnuje z silnego osobnika, bo woli kogoś kogo będzie mogła kontrolować i kogoś, kto nigdy jej nigdzie nie ucieknie – nawet, jeśli ona nie będzie miała do niego grosza szacunku. Zastanawiasz się pewnie czasami dlaczego na ślubnym kobiercu staje piękna kobieta i gościu, który przypomina ci Alana z Kac Vegas. Masz już odpowiedź. Jedyne co trzyma tego Alana na tamtym miejscu są jego zasoby. Kobieta może nawet go nie kocha, ale jej kalkulacja robi swoją robotę. Link do dyskusji na wykopie: https://www.wykop.pl/link/4143461/o-tym-jak-kobieta-zmienia-faceta-a-potem-od-niego-odchodzi/
  8. 2 points
    „Chłopak 27 lat ,raczej brzydki, chudy,zawsze wesoły i uśmiechnięty,z reguły cichy i spokojny szuka towarzyszki do wspólnych spacerów ,wyjść do kina czy klubu,spotkań przy kawie lub po prostu do pogadania” Czytam i oczom nie wierzę w to, co dzieje się na serwisach typu Spotted. Hordy frajerów szukają desperacko drugich połówek albo przynajmniej „towarzyszki” do pogadania i spędzenia wspólnie czasu, chociaż tak naprawdę to nie, po prostu brakuje im seksu, ale nie napiszą tego wprost. Chociażby powyższy wpis, znajdźcie wszystkie przesłanki. Chłopak, który sam o sobie myśli, że jest brzydki, w dodatku cichy i spokojny – czytaj nieśmiały i brakuje mu jaj, żeby wyjść poza strefę komfortu, szuka dziewczyny do wszystkiego oprócz seksu, bo to w końcu normalne, że mając 27 lat, dalej jest człowiekiem bez znajomych, bez kobiet i na samym dole społecznej drabinki. Lepiej zrobiłby, gdyby zastanowił się, dlaczego jest w tym miejscu, w którym jest i przez tyle lat nic z tym nie zrobił. Być może wtedy nie musiałby pisać na Spotted, bo jakieś chętne niewiasty znalazłyby się od ręki. Lepiej jednak być leniem, stać w miejscu i liczyć na cud. To tak jakbym poszedł do najlepszej kancelarii prawniczej w Nowym Jorku i powiedział: „jestem chujowym prawnikiem, cichym, spokojnym i prawdopodobnie nie nadaję się do pracy w waszej kancelarii” po czym liczył na to, że usłyszę: „świetnie! ma pan tę robotę”. Nie, to tak nie działa i nigdy nie będzie. Zauważyłem, że wielu ludzi cechuje zwalczanie skutków, a nie przyczyny problemów. Wolą obejść problem i go rozwiązać, bo tak łatwiej. Tak samo, gdy ktoś otyły próbuje zrzucić zbędne kilogramy i kupuje Calominal, po czym idzie na najlepszą pizzę do DaGrasso. No kurwa, halo! Przestań żyć w Matriksie! Problemy rozwiązuje się u źródła. Nie masz kobiet, jesteś niepewny siebie – wybywasz z domu i idziesz poprawiać swoje relacje z kobietami od podstaw, idziesz budować swoją pewność siebie na twardych fundamentach, bo budowanie czegokolwiek przez Spotted albo jakiegoś Tindera – to budowanie na piasku, twój zamek zniknie, gdy tylko ustawisz łuczników na wieżach. Kolejny wpis brzmi następująco: „Jestem siedemnastolatką i mam dużo wolnego czasu. Miło byłoby poznać jakiegoś chłopaka, z którym mogłabym wyjść na spacer czy do kina. Szukam kogoś w wieku 16-19 lat „ Dwie rzeczy. Po pierwsze szansa, że ta dziewczyna jest piękną długonogą blondynką o niebieskich oczach i świetnym tyłku jest jak możliwość wygrania przez polski klub Ligi Mistrzów – czyli jej nie ma. A po drugie, zgadnijcie, jaki jest odzew pod tym wpisem w komentarzach? Ponad 100 komentarzy napalonych kolesi w przedziale 16-19 lat, którzy piszą, że są chętni. Desperacją od strony facetów w XXI wieku wieje tak, jak chyba jeszcze nigdy nie wiało. Wywieszone jęzory i adoracja kobiety, której na oczy w życiu nie widzieli, a potem się dziwicie, że macie rozpieszczone panienki w kraju, które wyżej srają, niż mają dupę – ciekawe dlaczego? Kto je tak wychowuje? A no wy. I na marginesie, jeśli ktoś jeszcze się zastanawia, komu jest łatwiej znaleźć seks i dlaczego kobietę nazywa się szmatą, a faceta macho, o czym już pisałem, tutaj macie kolejny przykład. Kobieta wystarczy, że jest, a nawet się nie pokaże i już ma ponad stu typów z kutasami w ręku, gotowych ją zerżnąć. Komizm prawie na poziomie polskich Stand Uperów, inaczej mówiąc – dramat. Na podstawie Spotted obserwujemy, jak bardzo zamknięte jest nasze społeczeństwo. Ludzi, którzy potrafią podejść i zagadać jak człowiek do człowieka jest jak na lekarstwo. Ostatnio ktoś wrzucił zdjęcie dziewczyny (od tyłu), która stała przy kasie w McDonaldzie i dodał komentarz: „jeśli ktoś zna tę dziewczynę, to prosiłbym o informację, jak się nazywa”. Panowie to jest żenua. Żeby srajfona wyciągać i robić jakieś zdjęcia niczym paparazzi, bo się gęby otworzyć boicie? Jak tak dalej pójdzie, to cofniemy się do epoki kamienia łupanego. Wstyd. „Pozdrawiam, i chetnie dowiem się kim jest blondynka która pracuje w rejestracji naprzeciw pokoju badań spirometrii, w przychodni na byłych więźniów… Ładna jestes, odezwij się!” Byłeś tam i napisałeś na Spotted? Ktoś zamknął ci dziób na kłódkę czy może brałeś udział w pewnej grze, w której Jigsaw zszył ci obie wargi? Na pewno się odezwie, na pewno będzie z tego wielka miłość. To bardzo atrakcyjne, gdy facet jest w pobliżu kobiety w odległości 5 metrów, zapamiętuję jak najwięcej szczegółów i jeszcze będąc te 5 metrów od niej, wysyła wiadomość na Spotted. „Szukam dziewczyny w wieku 18-25 lat, która wybrałaby się dziś do kina na film pt.”Logan: Wolverine” (18:40) albo „Piękna i Bestia” (18:00). Od siebie gwarantuję bilet na seans, oraz miłą atmosferę. Wiem, wiem… Desperacko brzmi, ale samemu nie chce mi się iść. Coś o sobie, wysoki szatyn, 22 latek No ale jak to tak? Popcornu nie kupujesz, nachosów też nie? A co ma ta kobieta pić przez cały seans? A podwózka do kina i pod sam dom? Oczywiście wymuszony dopisek: „wiem, wiem… desperacko brzmi, ale samemu nie chce mi się iść” – to chłopie mam radę dla ciebie. Nie idź! Jeśli nie potrafiłeś sobie po ludzku zorganizować panny do kina, to kim jesteś jak nie desperatem pisząc takie wypociny na Spotted? Podejdziesz, czy zrobisz jej darmową fotę na Spotted? Osobiście wykorzystałem Spotted dwa razy. Pierwszy raz – pozdrowiłem wszystkie dziewczyny, które zagadałem jednego dnia na mieście (razem z kumplem), a było ich z pięć. Natomiast drugi raz podszedłem do dziewczyny w centrum handlowym i ustaliliśmy, że zgadamy się przez Spotted – nie pamiętam już nawet ale był jakiś śmieszny powód dla którego to zaproponowałem. Wchodzę na drugi dzień, a w komentarzach „i znalazłeś!”. Więc tak, jestem obiektywny i stwierdzam, że Spotted ma swoje zastosowanie. „poznam mila i sympatyczna kobiete z XXXX lub okolic lubisz spacery kino itp jestes wolna i chcialabys kogos poznac na dluzej Ja 31 letni facet niebieskie oczy ciemny blondyn 176cm wzrostu mieszkajacy sam w oko XXXX na codzien pracujacy lubie dobre filmy spacery kregle basen itp a najbardziej lubie gotowac to jest moja passa jesli masz ochote poznac sie zostaw cos po sobie” I zapomniał dodać, że mega inteligentny, bo znajomość przecinków i ortografię opanował do perfekcji. Ciekawe czy jak pisze CV, to też tak bardzo mu zależy na dobrym odbiorze, że ma wyjebane. Zresztą co ja tu będę pisał, robi się z tego jeden wielki kabaret. A potem wszyscy się dziwią, że teraz to już nie ma prawdziwych facetów i że kobiety są takie rozpieszczone i uważają się za księżniczki. Twórzcie więcej podobnych „idei”, które są w obecnych czasach niezbędne dla funkcjonowania naszego społeczeństwa. Następnym razem też zacznę robić zdjęcia ładnym dziewczynom, a potem wrzucę cały album, ciekawe czy coś wyrwę? Słowem końca, gdybym miał nazwać Spotted nieco inaczej, to nazwałbym: „Ogłoszenia matrymonialne największych frajerów XXI wieku”. Link do dyskusji na wykopie: https://www.wykop.pl/link/3830221/frajerzy-ze-spotted-czas-na-gorzka-prawde-dd/
  9. 2 points
    Cześć Dzieciaczki! Dziś skupimy się na "regułach Cialdiniego". Cialdini - profesor psychologii z Arizona State University, opracował swego czasu 6 zmyślnych zasad, szumne słowo opracował, po prostu sklasyfikował zjawiska już istniejące w przyrodzie... Zasady te dotyczą wywierania wpływu na innych. Już widzę jak wam się oczy cieszą na samą myśl o możliwościach, jakie one dają. Prawda jest taka, że każdy człowiek świadomie bądź nie podlega tym regułom i korzysta z nich. W tym miejscu chciałem podziękować dla użytkownika o nicku Arcanum, który to zwrócił moją uwagę na to, że sam stosuję jedną z tych zasad. Ja o tym wtedy nie wiedziałem. Poczytałem trochę i... faktycznie! Reguła lubienia pasuje jak znalazł. Co da Ci poznanie tych zasad? Sprawa jest prosta, będziesz mógł z nich świadomie korzystać, w jakim celu to już zależy od Ciebie. Możesz Podrywać, Negocjować, Nakłaniać innych do swojej woli i w końcu Podbić cały świat, rzucając tych nędznych śmiertelników na kolana! Yyyy, chyba się zagalopowałem w marzeniach... Bardziej humanitarnym zastosowaniem wydaje się możliwość wyłapania i obrony przed takimi zachowaniami ze strony innych. Tak, wierzę w to, że w gruncie rzeczy dobre z was chłopaki (i dziewczyny) i tą zabawką będziecie bawić się rozsądnie. Dość tego przydługiego wstępu, ruszam do lodówki po piwko i możemy pisać dalej, gdybym nie mieszkał na parterze, chłodziłbym je na oknie, a tak to się boję, ale parter w akademiku ma taką zaletę, że każdy może "wpaść" nocą... I od razu wyjaśnienie dla abstynentów: Zdrowy mężczyzna może wypić dziennie bez uszczerbku na zdrowiu, a nawet dla kurażu. Następujące ilości alkoholu (jest to równoważnik, więc wybieraj mądrze): 2 piwa, 200ml wina lub jeden drink Np Szkocka z lodem. (podparte jakimiś tam brytyjskimi badaniami, w Polsce pewnie można więcej...). Teraz zwracam się do osób, które znają owe reguły, niniejszy artykuł, powstaje z myślą o laikach i będzie to moja łopatologiczna wersja tych zasad, zainteresowanych szerzej odsyłam do źródeł. Na stronie zamieszczam go, ponieważ nie znalazłem tu tego zebranego w 1 artykuł. Reguła Wzajemności. Dobrze wszystkim znana, polega mniej więcej na tym, że człowiek czuje się zobowiązany przysługą wobec osoby, która mu coś podarowała. Zasada ta jest bardzo silna i popularna, opiera się na niej lobbing. Człowiek uczciwy, bo niemal każdy się za takiego ma, czuje wewnętrzną potrzebę wywiązania się ze zobowiązań, przysługa za przysługę, towar za towar, towar za pieniądz i mamy handel. Można wykorzystywać ją w bardzo prosty sposób, dajemy komuś coś i zyskujemy stronnika, który chce "spłacić dług", więc skuteczne są tu wszelkie działania wyprzedzające. Dodatkową zaletą może okazać się to, że nie raz wdzięczność przewyższa nasz wcześniejszy wkład. Kobieta dająca prezenty to Femme Fatale. Reguła Konsekwencji. Określę to jako wykorzystanie czyjegoś uporu przeciw niemu. Załóżmy, że delikwent ma jakieś poglądy na dany temat i upiera się przy nich. Jest to świetny moment, żeby to wykorzystać. Posłuchajcie czasem debat w telewizji, zazwyczaj upór jednego polityka wykorzystywany jest przez oponenta w celu ośmieszenia go (skojarzcie to z wujaszkiem negiem). Inna taktyka polega na poprowadzeniu rozmowy w taki sposób, żeby decyzja rozmówcy, często sprzeczna z jego poglądami i interesami, wynikała bezpośrednio z jego wcześniejszego stanowiska "Co? Jesteś niekonsekwentny w tym, co robisz?". Reguła Społecznego Dowodu Słuszności. Czym jest dowód społeczny, nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, jeśli jednak uchował się ktoś niedoinformowany, jest to po prostu presja otoczenia, "Czarne jest białe a białe jest..." WRÓĆ! "Czarne jest czarne, a białe to białe". Często spotykamy się z krytyką dowodu społecznego i presją "Musisz być ponad to wszystko!" no ok, racja. Ale czemu by nie wykorzystać dowodu do własnych niecnych celów. Przykładowa kobieta będzie bardziej przekonana co do sugestii udania się gdzieś, jeżeli usłyszy uzasadnienie w postaci rekomendacji tego miejsca przez osoby trzecie. Im "fajniejsze" osoby trzecie, tym lepiej. Jest to nieoceniona wskazówka dla skrzydłowych, żeby grać do wspólnej bramki wspierając komplementem kolegę. Pisał o tym niegdyś Tical, w jednym ze swoich wpisów przytoczył postać kumpla zachwalającego drinki wykonane ręką Ticala. Reguła Lubienia. Moja ulubiona. Zauważyliście pewnie, że częściej mówicie tak osobom w stosunku, do których czujecie sympatię. To samo tyczy się osób pociągających fizycznie, tworzą one wokół siebie "Aurę Zajebistości" do której inni lgną jak ćmy do lampy. Mechanizm jest prosty, fajnie ci się z kimś gada, lubisz go, no po prostu to twój kumpel, jak możesz nie pomóc dla kolegi? No właśnie jak nie pomożesz koledze to, co z ciebie za kumpel. Słynne: "Co? Ze mną się nie napijesz?" też pasuje. Jeśli dziewczyna Cię lubi to chętniej da się na coś namówić. Reguła Autorytetu. W Polsce różnie z tym bywa, taka historia, ale na świecie ludzie czują respekt przed Autorytetami, Policja, Politycy, Profesorowie, Justin Bieber (WTF?!)... można by wymieniać długo. Łatwiej się zgodzisz na danie grosza do puszki, jeśli akcję charytatywną popiera twój idol. Prędzej kupisz "Calgon" od Pana Józka, który od 15 lat naprawia pralki niż od Zygmusia Chajzera, bo ten pierwszy się na tym zna. Tworzenie wokół siebie aury eksperta, powoływanie się na niego, czy też wykorzystanie szacunku, jakim darzy Cię otoczenie, daje piorunujący efekt. Warto napomknąć o symbolach autorytetu: samochód, mundur, zegarek, praca, mieszkanie... to pomaga. Reguła Niedostępności. Gdy czegoś brakuje, lub może zabraknąć, towar jest atrakcyjniejszy. Cukier drożeje => babcie robią zapasy, "tylko jeśli zadzwonisz w ciągu 15 minut, to dostaniesz szczoteczkę do polerowania chomika gratis!", albo słynne okazje w sklepach, "końcówka serii 20% Taniej!" w domu zrywasz starą cenę, a tam albo taka sama, albo nawet niższa. Tworzenie wokół siebie atmosfery niedostępności, zegarynki, wszelkiego rodzaju kręcenia się na pięcie podczas DG to nic innego jak wykorzystanie tej reguły w praktyce. Po drugiej stronie płotu trawa zawsze wydaje się bardziej zielona, bo jej nie mamy. To by było na tyle. Mam nadzieję, że komuś to się przyda. Na koniec prośba do "Naturali" i "NLP-owców": Nie spierajcie się, wszelkiej maści regułki, to tylko spisane przez mądre głowy (takie jak ojcowie założyciele NLP) informacje uzyskane metodą prób i błędów przez naturali, żeby inni mogli korzystać z ich doświadczeń, eliminując błędy. Każda droga jest dobrą drogą, pod warunkiem, że jest twoją drogą. Pozdrawiam Dobrodziej z Północy!
  10. 1 point
    Jest też inne powiedzenie: W przypadku podrywania kobiet podbijam się pod tym obiema dłońmi. Dobry art. Piona!
  11. 1 point
  12. 1 point
    Osobowość narcystyczna jest traktowana jako zaburzenie osobowości. Osoby narcystyczne pragną być podziwiane, nie mają empatii i nie potrafią przyjąć stanowiska innych ludzi. Przekonanie o własnej wyjątkowości bardzo często przyczynia się do faktu, iż narcyz osiąga w życiu więcej niż inni, co tylko utwierdza go w swoich przekonaniach. Stworzenie zdrowego związku z narcyzem graniczy z cudem. Osoby z tą osobowością bardzo rzadko budują trwałe relacje, nie mówiąc o relacjach "zdrowych", a więc przeciwieństwie relacji toksycznych. Macie w swoim otoczeniu jakichś narcyzów? Może sami jesteście narcyzami? Podzielcie się opiniami
  13. 1 point
    @but_mil - zastanawiałem się, czy go tu dodawać, bo najmniej znam tą postać. Wtopa W sumie pisze najlepsze listy, więc faktycznie, pewnie ma więcej empatii niż pozostali w zestawieniu.
  14. 1 point
    I właśnie sobie uświadomiłem, że mam z sobie trochę narcyza
  15. 1 point
    @Dobrodziej z Północy A ja cały czas myślałam, że to taka ogólna cecha, nie tylko tych fajnych Umówmy się tak – jak coś poskładam do kupy i uznam za choć trochę wartościowe dla portalu, to wstawię na bloga. @TeTris Z zewnątrz byłoby mi łatwiej ocenić, ale mnie nie podrywają:( A od środka? Bardzo głęboko w struktury RSD to ja nie wchłonęłam Dla mnie to jest zwykła grupka znajomych, najczęściej z totalnie innych bajek, barwne charaktery, różne motywacje. Jak mówiłam – lubię ich, niektórych bardzo. Jak to bywa wszędzie, jedni sobie radzą lepiej, inni gorzej. Oko się cieszy, jak widać u kogoś postępy.
  16. 1 point
    Ok, podążę za modą, też coś wstawię o swoim życiu. Ostatni rok (bo może i tyle się nie udzielałam) minął mi pod znakiem emocjonalnej nudy. Wiecie - tak to już bywa na prerii, że w życiu niemal każdego dorosłego osobnika gatunku Homo Sapiens Sapiens, przychodzi taki smutny moment, w którym osobnik ten doświadcza problemu o nazwie brak problemów. Człowiek taki, wiodąc spokojny i poukładany żywot, osiągając pewien poziom, zaczyna się nudzić. Uzależniony od adrenaliny, ciągłego podążania naprzód, przeżywania śmiesznych akcji na imprezach i poza nimi – kiedy zwalnia, traci blask w oku i poszukuje nowej zajawki, która choć na chwilę mogłaby pobudzić jego zmysły; czasem ucieka się również do problemów z kategorii gówno-problemy lub cudzych problemów. Wynikało to trochę z tego, że zbyt dobrze nauczyłam się tłumić emocje, a potem odczułam tego wady. A poniekąd z czegoś kompletnie odwrotnego – byłam w trakcie najmocniejszego zauroczenia w swoim życiu, natomiast później się z niego leczyłam. Nie jestem na medycynie i nie znam się na tym – za to znam kogoś, kto jest. Cały czas utrzymuję, że hormony wytwarzane w organizmie zakochanego człowieka są jak niezłe narkotyki. Więc kiedy chciałam z tego wyjść, byłam jak narkoman na głodzie. Cały czas potrzebowałam jakichś chociażby słabych strzałów tych hormonów, które towarzyszyły mi przez ładnych kilka miesięcy. By pokonać nudę, wzięłam się za sporty ekstremalne, takie jak lotniarstwo, czy wspinaczka po rusztowaniach, a także pranie brudnych pieniędzy. Utrzymywało mnie to przy życiu, lecz emocje związane z niebezpieczeństwem towarzyszącym tym działaniom, starczały zaledwie na chwilę. Wciąż potrzebowałam czegoś mocniejszego, czegoś, czego jeszcze nigdy nie przerabiałam – nieszablonowego scenariusza na dalszą fabułę mojego życia. Tym samym odwaliłam kilka grubych akcji, z których jestem nawet całkiem dumna, bo miały polot i finezję, a także klasę. Z niektórych jestem trochę mniej dumna – wiecie jak to jest, gdy człowiek na siłę szuka emocji, czy czegokolwiek; właśnie wtedy nie ma to polotu i finezji (a tym bardziej klasy). Na szczęście umiem zgrabnie kreować swoją rzeczywistość, a wynika to ze sposobu w jaki ją odbieram. Dzięki pozytywnemu podejściu potrafię uznawać sytuacje, które dla wielu podchodziłyby pod kategorię „przypał”, za przygody życia (chociaż wiadomo, nie zawsze się tak da); wiele takich było w tym roku. Kontynuacja mojego cyklu opowiadań o perypetiach związanych z ogarniaczem Idzim* przybrała niemal rozmiary powieści; żeby nie było, Idzi nie był jedynym tematem fabuły – historia przy okazji splątała się losami najlepszej grupy przestępczej uwodzicieli Starożytnej Grecji (RSD Inner Circle Athens) i kilkoma innymi ciekawymi postaciami. Ostatecznie – ponieważ cykl moich opowiadań był osadzony w antyku – historia z Idzim zakończyła się w zaiste tragikomicznych okolicznościach (coby nie wgłębiać się w szczegóły). Grafomanię twórczą musiałam przerobić na działalność naukową. Miałam szczęście do promotora (który był prawdziwym ogarniaczem), a inżynierkę pisałam na temat związany z moim hobby. Wyszło nad wyraz dobrze, w drodze jest też jakiś artykulik. Teraz pozostaje tylko nie zejść z poziomu – a to ciężko, bo moja inteligencja przypomina wykres sinusoidy. Jak już mówiłam, moje losy skrzyżowały się z ugrupowaniem RSD i to w sumie przez przypadek. Super chłopaki, co jakiś czas ich spotykam na mieście. Raz nawet próbowałam im wingować w klubie, ale moja inteligencja osiągała wtedy swoje minimum; kiedy więc podeszliśmy z kolegą do targetów, wykrzyknęłam: - Cześć dziewczyny, bo on chce was poderwać! Wiecie, tak to jest, jak nadrabia się niedobory alkoholu po wakacjach... W każdym razie, już więcej im nie wingowałam. Zresztą, ze względu na, jak się wkrótce okazało, zaskakujące koneksje – musiałam zrezygnować z roszczenia sobie praw do oficjalnej współpracy z ugrupowaniem RSD. Natomiast w ramach prezentu urodzinowego poderwałam sobie chłopaka; wiecie, wypatrzyłam sobie – przystojny był, wysportowany był, podeszłam, ogarnęłam – zna się w końcu te PUA zasady, co nie. Spotykaliśmy się chwilę, miło było, fajnie się gadało, oglądało filmy, mogłam mu wyrzucić każdy przeterminowany sos. Ale fal, nie było fal, nie było f-a-a-a-l. Dobra, jaka jest puenta z tego bałaganu? Jestem pewna, że ten rok mnie wymądrzył – nawet bardzo. Nie znaczy to, że spoważnieję (bo raczej nie). Znaczy to jedynie tyle, że pogubiłam się, potem składałam do kupy i tak kilka razy. Jako, że mam umysł analityczny – wyciągnęłam wiele ciekawych wniosków po, emocjonalnych dla mnie, wydarzeniach. Jak to bywa po przyswojeniu zbyt dużej ilości wiedzy jednak, nie jest ona jeszcze wystarczająco uporządkowana – mam w głowie chaos, taki przerost formy nad treścią. Teraz siedzę sobie 800km od mojej kochanej uczelni, odpoczywam sobie od życia – wiecie, tego życia tam (trochę za nim tęsknię). Karmię sobie swoją introwertyczną stronę, bo ta ekstrawertyczna stała ostatnio na piedestale. I tak jak sobie odpoczywam, wszystko mi się układa, wszystko zaczynam rozumieć. I czuję satysfakcję, jakbym była na finiszu rozwiązania szóstkowego zadania na sprawdzianie z matmy. *jest tu nawet takie jedno opowiadanko na stronie, jakby ktoś nie wiedział
  17. 1 point
    Zastanawiałeś się kiedyś, co jeśli Twoje dotychczasowe życie z dnia na dzień pójdzie w rozsypkę? Ja też nad tym nie myślałem, do momentu, w którym się to wydarzyło. Miejscami będzie dość lakonicznie, ponieważ piszę o sprawach, które osobiście mocno na mnie wpłynęły. W przeciągu dwóch góra trzech miesięcy wpadłem w bardzo głęboki dołek. I muszę zaczynać wszystko od początku. Co się wydarzyło? Seria niefortunnych zdarzeń. Tak najprościej bym to opisał. Nie wdając się w zbędne szczegóły: Praca, którą uwielbiałem, stała się udręką. Padłem ofiarą mobbingu. Zdrowie, którym się cieszyłem, załamało się. Długotrwały stres wywołał kilka chorób. Kobieta, z którą wiązałem swoją przyszłość, zawiodła mnie. Byłem zmuszony zerwać zaręczyny na równy rok przed planowaną datą ślubu. Pewnie dla Ciebie jedna z tych rzeczy wystarczyłaby, żeby się nie podnieść. Poddać się i odpuścić sobie życie. Ale nie mnie, nie Dobrodzieja. Zimny chów praktykowany na północy opłacił się. Oczywiście nie zacząłem działać od razu, załamanie nerwowe rządzi się swoimi prawami. Niemniej w chwili najgłębszego doła zacząłem zbierać się do kupy, analizować możliwości i korzystać z nich. Świadomie bądź też nie, byłem gotowy. Miałem wszystko by zacząć nowe życie. Praca W poprzednich latach pracowałem w wielu miejscach i wiedziałem, że różnie w życiu bywa. Szczerze chciałem zostać w poprzedniej pracy, jednak okoliczności zmusiły mnie do złożenia wypowiedzenia. Czy jestem bezrobotny? Nie. Obecnie mam niemal trzykrotnie lepiej płatną posadę niż poprzednia. Jak do tego doszło? Nigdy nie przestałem rozsyłać CV-w chwili kryzysu odezwał się do mnie łowca głów-nie po raz pierwszy zresztą. Po prostu tym razem przyjąłem jego ofertę. Zdrowie Tu, pewnych rzeczy nie przewidzisz, należy regularnie się badać. Ja mam to "szczęście", że już od kilku lat choruję na serce i swojego lekarza rodzinnego widuję najrzadziej raz na 3 miesiące i nie ukrywam przed nim żadnych faktów. Nie chcę po raz kolejny wylądować na pogotowiu z "angor animi" (lęk przed śmiercią-jeden z subiektywnych objawów zawału-nikomu nie życzę) nie wiedząc, co mi jest i czekając na kolejne wyniki narkotestów, zanim lekarze zdecydują się działać, bo chłop przed 30 nie może mieć zawału. Lekarz rodzinny od razu wyczuł, co się dzieje i skierował mnie na odpowiednie badania (na NFZ i wiecie co, nie narzekam). W ciągu 2 tygodni od pierwszych objawów miałem diagnozę, leki, zalecenie, aby więcej ćwiczyć i restrykcyjną dietę. Łatwiej wymienić rzeczy, które mogę jeść niż te, których nie mogę. Jest szansa na pełne wyzdrowienie. Są też inne profity, schudłem, wyglądam teraz świetnie i wyeliminowałem niezdrowe nawyki żywieniowe. Związek No tu temat boli najbardziej. Nie chcę opisywać okoliczności i szczegółów rozstania na forum publicznym. Na szczęście nie zdążyliśmy zainwestować zbyt wiele kasy w wesele i ślub. Na straty poszedł tylko pierścionek zaręczynowy i 4 lata wspólnego życia. Lepiej niż całe przyszłe życie i to mówię z czystym sumieniem. Miałem na koncie odłożoną pewną sumkę pieniędzy-zbieraną na ślub. Wystarczyło akurat na to, żeby spłacić wszelkie zobowiązania umowne na starym, wynajmowanym wspólnie mieszkaniu, ogarnąć sobie z miejsca nowe lokum i urządzić się tam. Przesłanie tego wpisu jest następujące: shit happens. Nie ważne jak optymistyczne scenariusze zakładasz, nieważne jak bardzo unikasz katastrof, nieważne ile punktów honoru nabijesz sobie na jakimś głupim forum w Internecie. Katastrofy czasem się zdarzają i od Ciebie zależy, jak się wywiniesz porażce. Podejmuj działania, które zminimalizują ryzyko upadku i gromadź środki, które pomogą Ci podnieść się po kolapsie. Teraz będę udzielał się częściej i będą to niestety moje "życiowe mądrości"
  18. 1 point
    Jak to mówią - trudne sytuacje sprawdzają siłę charakteru. Dobrze, że teraz sprawa się rozwiązała, niż gdyby jakieś akcje zaczęły się świeżo po ślubie. Nie ma tego złego Ostatnio w moim otoczeniu także było kilka rozłamów par, które były tuż przed weselem. Zaręczeni i w związkach kilka lat. Cieszę się (paradoksalnie), że takie sytuacje mają miejsce, ponieważ dawniej presja rodziny zrobiła by swoje i para pobrała by się "na siłę" i "mimo wszystko". A tak ludzie trochę pocierpią, ale nie zniszczą sobie doszczętnie życia.
  19. 1 point
    Tak się mi złożyło, że jestem w dosyć satysfakcjonującym związku od kilku miesięcy i kompletnie nic nie zapowiada, by to się zmieniło. W związku na odległość, rzecz jasna. Funkcjonujemy sobie dzięki takim technologiom jak whatsapp i samoloty. Pozwólcie, że sobie o tym popiszę, i spojrzę na to jeszcze raz z lekkiego dystansu. No to od początku ) Poznaliśmy się na jednym z najlepszych i największych wakeparków w europie, na urlopie, zasłużonym. Niestety w pierwszy dzień się trochę poturbowałem, więc odwiedziłem szpital na kilka prześwietleń. Kiedy już wróciłem, szedłem do swojej paczki, by zachlać się w trupa, zauważyłem jednak po drodze faceta i dosyć ładną kobietę, grających w pokera na hajse. Skorzystałem więc z okazji, by się rozerwać i podnieść się na duchu, dosiadłem się do nich (z worem lodu na kolanie) i zacząłem grać z nimi. Gadka szmatka, i wyszło - że są z rosji, w sensie ziomek już mieszka w germanii, a ona wciąż mieszka w byłym związku rUdzieckim. Myślałem, że są razem (nie byli). Rozmawialiśmy po rosyjsku (cieszę się, że trochę go podłapałem jak byłem mały, po niemiecku (z ziomkiem) i ostatecznie po angielsku (jak nie dawałem rady z rosyjskim - z dziewczyną)). I tak sobie leciało. Bawiłem się przednio (choć hajse przewaliłem), następnie poszliśmy się wszyscy w trójkę napierdolić łychą. I tak też się stało. A mi wyszło : że dziewczyna jest interesująca i jest jedną z czołowych sportsmenek w swoim kraju. Ładna też jest, i to bardzo, ale po moich ostatnich relacjach ustawiłem sobie regułę, że twarz to rzecz drugorzędna, ważniejszy jest charakter. Możecie mi wierzyć, tak jest. Uroda powszednieje prędzej niż postanowienie, że chlać się już wincyj nie byndzie. A po za tym, co to kurwa jest, dobry talerz z niczym ? No więc, obserwowałem kim ona jest. Tak minęło mi dwa dni, na olewaniu swojej paczki (kilkanaście osób) i spędzaniu czasu z nowymi znajomymi. (Od siebie powiem, że ciekawie jest nawijać przy jednym stole w trzech językach). W ostatni dzień, okazało się, że jednak nie są razem... A że użyłem całej swej magicznej mocy, by zainteresować sobą, przez ten czas, ową damę. Pozostało mi tylko zdecydować, czy tego chcę. I jak na złość. Nawinęła się jeszcze po drodze brazyljka, z którą, od samego początku weszliśmy na konkretne tory (kurwa, panowie, u mnie zawsze jak się pojawi jedna ciekawa kobieta to od razu liczę godziny do momentu jak się pojawi druga). I zawsze obie są stuprocentówami, czyli na bank siądzie. Tak jest już N-ty raz. Zawsze wybieram, a potem po wyborze rozmyślam, jakby to było z tą drugą. Co jest wkurwiające. Ostatecznie leżałem sobie w ostatni dzień, na plaży, smażąc plecki z rosjanką. Tym razem sami. Patrzałem na nią i się zastanawiałem, czy jej chcę, czy nie. (Od jakiegoś czasu jestem ostrożny, nie mam ochoty znowu brać sobie dziewczyny na miesiąc by potem jej rzucać). Rozmyślałem o tym, jak by z nią było i z czym to się wiąże, wyszło mi, że będzie nietrywialnie, ciekawie i trudno, ALE, jak to siądzie, to znaczy, że wszystko jest możliwe i że nie należy szanować systemu (jakoś tak sobie pomyślałem). Koniec końców zdecydowałem, że mi ona całkiem w sumie leży, oboje mamy dużo wspólnego i mamy podobne charaktery. No więc pocałowałem ją. Tak z niczego. Spojrzała na mnie. I widziałem jakby cały światopogląd sobie od nowa z przyjemnością ustawiała. Jakby coś odkryła, jakieś tajne przejście czy coś. I tak się to zaczęło. Genaralnie, oboje mamy ludzi gdzieś, co jest bardzo fajne i dobrze służy związkowi, cieszymy się sobą i nie obnosimy się swoją miłością. Gdy wychodzimy gdzieś na miasto, to ludzie jakby przestawali istnieć, nie widzimy ich, a po za tym te kilka miesięcy minęły nam spokojnie i szczęśliwie. Związek się dobrze trzyma. Czasami zapomniałem o balansie praca/zainteresowania/rozwój/moja połowina, ale w porę to zauważam i równoważę, więc się nie chwiejemy. Latamy do siebie tylko samolotami, inaczej się nie pyli. Przeloty w dwie strony można wyrwać już za 160 ojro, raz się udało za 50 (sic!). Więc tragedii nie ma. Ja uczę się rosyjskiego, a ona niemieckiego. Językiem urzędowym w naszej relacji jest rosyjski. Mi się to podoba, bo z natury wymaga od nas obu czegoś nowego. Więc się nie nudzimy. Planujemy razem zamieszkać maksymalnie za rok. Oboje ni musimy przed sobą nikogo udawać (no, przynajmniej ja - bo mi się już zwyczajnie nie chce grać, a mimo to wszystko gra, po prostu się siebie nie wstydzę, o!). Właśnie (przed godziną), wróciłem z Estonii (tam się teraz spotkaliśmy na weekend). Popijam sobie Jagermeistra i kończę tego bloga. I tak to się to właśnie kula.
  20. 1 point
    Nie nazwałbym tego podrywaniem. Od początku byłem nią zainteresowany, przyglądałem się jej, obserwowałem i badałem, czy ona też jest mną zainteresowana. W pierwszy dzień graliśmy z trzy godziny w pokera, potem zaprosiłem ich do siebie (przed namiot) na łychę, na co się chętnie zgodzili i ją wspólnymi siłami wyzerowaliśmy. Myślę, że cały mój pic polegał na tym, że zachowywałem się prawie od początku tak, jakby to była już moja kobieta. W ten sposób nie trzeba "podrywać kobiet". Same się podrywają. Na koniec chlania zaproponowałem, żeby jutro wspólnie zjeść jakąś kolacje albo grilla, bo w sumie fajnie się gada. Wymieniliśmy się kontami na instagramie i następnego dnia też się spotkaliśmy, pojedliśmy, pograliśmy w poksa i pochlaliśmy, w trzeci dzień poszliśmy razem na imprezę zakończeniową. Ludzi było w chuj, nie było nawet jak wejść na parkiet więc kupiłem nam wszystkim drinki (kurwa, stały po 30zł za sztukę, to akurat pamiętam) i postaliśmy chwilę przed wejściem. Ci (Rosjanka i jej przyboczny) chcieli wbić na parkiet, ja nie chciałem, więc zostałem na zewnątrz i sobie usiadłem na schodkach. 5 minut nie minęło i zagadała do mnie dziewczyna która siedziała obok mnie. Gadaliśmy z pół godziny i się baaaaardzo sobie przypadliśmy do gustu. W międzyczasie rosjanka do mnie podeszła, że jednak impreza to lipa i oni idą spać. I poszła, lekko zmieszana. Pomachałem jej ręką i gadałem dalej z brazylijką, koniec końców ona też się musiała zwijać więc ustawiliśmy się na drugi dzień, by się lepiej poznać. Zwinęła się. i... zostałem sam na imprezie. No to, długo nie myśląc, poszedłem sobie do rosjanki pod namiot wybadać teren. Chwilę pogadaliśmy (konkretnie, czyli - pytałem, czy kogoś ma, co oznacza pierścionek który ma na ręku, kim jest człowiek z którym przyjechała itd, i podobne pytania dostawałem ja.) Wszystkie odpowiedzi mi się spodobały więc powiedziałem jej, żeby mnie jutro obudziła z rana i pójdziemy razem zjeść śniadanie. Przyszła nad ranem (już sama, bez przydupasa, okazało się, że to jej kolega jest). Wszamaliśmy jadło i padł pomysł, żeby iść na plażę piec tyłki, tak więc zrobiliśmy, w międzyczasie pisała do mnie ta druga, że kiedy ma przyjechać, i że musimy się spotkać. I wtedy zdecydowałem, napisałem (tej drugiej), że przykro mi, ale poznałem kogoś fajniejszego... Może, nie za fajnie jej to napisałem, w każdym razie powrotu już nie było. No więc leżałem sobie z tą pierwszą i ją pocałowałem. Miło się zaskoczyła i potem się normalnie całowaliśmy jak para, łaziliśmy za łapkę cały boży dzień, a na koniec poszliśmy sobie do mnie, do namiotu niezbyt grzecznie spać. Na następny dzień ona wracała do siebie, ja do siebie, ale powiedziałem jej, że mi się to podoba, i że trzeba się spotkać jeszcze raz. Przyleciała do mnie więc dwa tygodnie później, kontakt sobie wspólnie trzymaliśmy. I tak już do siebie latamy dobre pół roku.
  21. 1 point
  22. 1 point
  23. 1 point
    Blog fajny, ale ja to starej daty jestem i taką mam maksymę - prawdziwy kłusownik sam chadza na polowania, nie potrzebuje nagonki, audytorium ani komisji egzaminacyjnej... jest sam sobie tropicielem i egzekutorem, Bogiem i Sierotą, zależy jak wyjdzie, ma wzloty i upadki, ale są tylko jego... bo nie sztuką jest coś upolować, sztuką jest tym się nie chwalić... w myśl zasady - sukces rozleniwia, porażka motywuje...
  24. 1 point
  25. 1 point
    Witam Was, na początku zastanawiałem się czy ten blog nie jest zbytnio chaotyczny lecz potraktuje wstęp jako zachęcenie Was do zmiany na lepsze oraz jednocześnie przedstawię Wam w pigułce jak wyglądają moje obecne relacje z kobietami ,na jakim poziomie jestem, Zaczynając od początku , nie będe ukrywał że spotykam się z kobietami 35+ , nie są to żadne ochłapy , są to naprawdę atrakcyjne kobiety. Oczywiście ja zaczynając od zera czyli od swoich pierwszych randek , nie celowałem tak wysoko i oczywiście nie uważam że jestem już na tym najwyższym pułapie atrakcyjności kobiecej lecz już mogę z zażenowaniem czasem spojrzeć na sms napisanego przez kobietę która już mnie nie kręci a daje mi znak że chce sie przespać ze mną(boże jak ja tego chciałem) . To jeszcze potrwa. Słowem wstępu pragnę Wam przekazać bardzo ważną rzecz, pasja o której tak się tu mówi, Wasze przeżycia są okrutnie ważne do tego aby zachęcić , zainteresować kobietę do naszej osoby. To dzięki przeżyciom , trudnym chwilom , nawet jednodniowej nowej pracy w jakimś dziwnym miejscu potrafimy być inni dla kobiety...bardziej ciekawi . Tacy bądźmy , róbmy to dla siebie . Wiele nie rozumiałem czytając blogi na temat spójności, chciałem kobiety do związku , na seks , nie mogłem się określić więc Ty kolego który nie masz ani jednej z tych rzeczy będziesz miał na początku bardzo ciężko aby kobieta uznała że jesteś spójny w tym co robisz , spójny w swoich zamiarach .Już na tym etapie budujesz swoją atrakcyjność a bardziej zaufanie . Skoncentrowany na określonym typie znajomości będziesz mógł o wiele pewniej, swobodniej poruszać się w kręgu kobiet. Uwierz , mówienie pewnym siebie i przekonującym tonem głosu do kobiety zdania typu ,,Nie szukam nikogo na stałe,czuję że to nie mój czas na to " Ona wie że jej nie okłamujesz . Bądź jeśli chcesz tego związku...radziłbym to powiedzieć mniej czytelnie dla niej aby zbytnio nie wystraszyła się. Blog kieruje do osób które chcą poznawać kobiety , bawić sie z nimi i nie osiadając tylko na jednej aby móc budować swoje doświadczenie i piąć się co raz to wyżej w karierze atrakcyjnego faceta. To nie jest zbiór wymyślonych zdań, zachowań z innych blogów ..to wszystko zbudowane na mikrym doświadczeniu lecz bardzo intensywnie przeżywanym . NIe myśl że czytając tego bloga złapałeś Pana boga za nogi. Pisząc go leże teraz przeziębiony na łóżku , mam gile w nosie . W telefonie nr do atrakcyjnych kobiet, a nawet do po prostu fajnych. Dlaczego Ty ? Dlaczego Ciebie akurat ma polubić? Zastanawiałeś się nad tym dlaczego z Tobą ma sie przespać ? Jesteś odważny w życiu ? Spytasz jaka odwaga ...mówisz wprost kobietom to co chcesz im powiedzieć ? Mówisz na pierwszej randce do kobiety tuż po pierwszym pocałunku ,,Połóż dłoń na moim kutasie " ? szepcząc jej to na ucho. Czy będąc na randce z kobietą mówisz do niej patrząc głęboko w oczy ,,O wiele bardziej wolałbym w tym momencie Cie objąć lecz wiem że mogłoby to być dla CIebie krępujące w tym miejscu ?" Prosisz kelnera o rachunek , wychodzicie z knajpy. Czy umawiając się z kobietą jesteś na tyle szczery żeby powiedzieć jej ,,Tak interesuje mnie tylko seks ale nie ten jednorazowy " tak bez krepacji że Ona Cie zleje ? To jest odwaga..ta seksualna która jest niesamowicie potrzebna a wręcz najważniejsza dla posiadania i zdobywania fajnych kobiet. Wyprzedzę Wasze obiekcje , te negatywne . Może po przeczytaniu tego ktoś z Was pomyśli ,,Hmm brał sie za dojrzałe rozwódki które szukają tylko kutasa to nie ma sie co dziwić że mu sie udawało "No własnie ...jestem niezwykle drobnym ,szupłym facetem . NIe mam wyglądu , jestem przeciętniakiem którego taka kobieta może zlać na wejściu gdyby nie moja pewność siebie w kontaktach z nimi , to jak do niej mówie .Ona chce poczuć nowe ,inne emocje związane z zaskoczeniem jej . Dla nas ujarzmianie emocji to coś co powinniśmy umieć robić na zawołanie , z kobietami jest inaczej , One chcą je czuć , chcą być opanowane przez emocje te dobre i złe. Spotkałem 2 kobiety które powiedziały mi że to bez znaczenia czy Ona zakocha się szczęśliwie bądź nie . Z czym to się wiąże ? Z tym że nie musisz brać identycznych przykładów zachowań od swoich podrywaczy kolegów, masz być zupełnie inny .Inny to znaczy przepełniony urokiem pewności siebie względem kobiet a nie tego że jesteś w stanie skoczyć na bungee (co też jest świetnym powodem do rozmów) Seksualana pewność siebie wiąże się zawsze z dobrym samopoczuciem z samym sobą(zacznij od wyglądu) , nie musisz robić wielkich rzeczy ale zacznij być spójny na początek. Pewność siebie z zewnątrz która wchodzi w powodzenie u kobiet Czy kiedykolwiek wszedłeś na stronę na temat mody dla facetów, czy posiedziałeś nawet na wyrywki na tych stronach parę dni ?Czy dobierając spodnie Twoja nogawka kończy się w połowie łydki , pod piętą marszczyć się 12 razy czy jednak gdy założysz buty nogawka kończy się wraz z zaczęciem się języka buta ? Czy po obcięciu paznokci bierzesz szczoteczkę i pucujesz dłonie , paznokcie przez chociaż minutkę ? Czy Twoje ubrania są za luźne , za małe czy może dopasowane ? Buty...a buty , przecież w nich się tylko chodzi to mogą się pobrudzić (haha) Masz te do pracy ,do wyjścia na miasto , te na randkę i te na zmianę na randkę żeby dopasować ubranie ? Perfumy ...co raz bardziej jestem zdania żeby naprawdę nie żałować na to kasy , poczekaj i uzbieraj ze 150-200 zl na perfumy tak żeby nie wyprzedzały Twojego ciała podczas gdy Ty idziesz ,ani nie ciągnęły się smrodem. One mają być wyczuwalne przy Tobie , chodzić razem z Tobą a po Twoim odejściu zostawiać nutkę zapachu tak by kobieta chciała podejść i powąchać Cie pełniej. To jest ta pewność siebie brana z zewnątrz. Zapanuj nad tym . A i jeszcze jedno , bardzo ważne . Idąc na zakupy , weź ze sobą kogoś , On Ci lepiej doradzi czy kolory się nie gryzą itp. Kupują koszulkę na randkę np kup od razu drugą , tak samo ze spodniami , bluzami czy butami( ile to kosztuje ,no niestety coś za coś ) Nie możesz zajechać , zatrzeć swojej ,,pokazowej" pary spodni czy pojawiać się w niej na każdym spotkaniu z Panną. Kolejnym ważnym elementem jest Twoją zaradność w życiu (opisze krótko ) nie możesz po powrocie z pracy iść i się walnąć na wyro skoro dowiedziałeś się że istnieje szansa zarobku , Ty może o tym nie wiesz ale wybierając lenistwo właśnie tracisz swoją męskość. Mężczyzna musi pracować , musi czasem poczuć że jest mu ciężko (oczywiście wiedząc za co ) to nas buduje , stajemy się bardziej konkretni. Zarabianie kasy jest kurewsko męskie dla nas samych (jak jeszcze nie wiesz ) i dla kobiet . Nie mówię o własnej firmie itp bo nie każdy ma do tego mózg ,ale jeśli masz wybór iść zarobić 400 zł na kelnerowaniu przez 20 godzin zamiast przespać tą sobotę to idź i zarób, zobacz jak jest ciężko a potem miej przy sobie o 400 zł więcej w kieszeni i dziw się kolegom którzy woleli się najebać w sobotę ! Gdy wpadniesz w obroty tzn zaczniesz się kręcić za kasą to zobaczysz jak poczujesz się pewniej. Zapraszam niedługo na kontynuacje bloga/ Ps. Dalej mam pewne pytania , dalej będę się was radził na stronie. Nie pozjadałem wszystkich rozumów . Dodaj wpis Zarządzaj blogiem

Announcements

×

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.