Jump to content

Wakacje od życia

Sign in to follow this  
but_mil

254 views

Ok, podążę za modą, też coś wstawię o swoim życiu.

Ostatni rok (bo może i tyle się nie udzielałam) minął mi pod znakiem emocjonalnej nudy.

Wiecie - tak to już bywa na prerii, że w życiu niemal każdego dorosłego osobnika gatunku Homo Sapiens Sapiens, przychodzi taki smutny moment, w którym osobnik ten doświadcza problemu o nazwie brak problemów. Człowiek taki, wiodąc spokojny i poukładany żywot, osiągając pewien poziom, zaczyna się nudzić. Uzależniony od adrenaliny, ciągłego podążania naprzód, przeżywania śmiesznych akcji na imprezach i poza nimi – kiedy zwalnia, traci blask w oku i poszukuje nowej zajawki, która choć na chwilę mogłaby pobudzić jego zmysły; czasem ucieka się również do problemów z kategorii gówno-problemy lub cudzych problemów.

Wynikało to trochę z tego, że zbyt dobrze nauczyłam się tłumić emocje, a potem odczułam tego wady. A poniekąd z czegoś kompletnie odwrotnego – byłam w trakcie najmocniejszego zauroczenia w swoim życiu, natomiast później się z niego leczyłam.

Nie jestem na medycynie i nie znam się na tym – za to znam kogoś, kto jest. Cały czas utrzymuję, że hormony wytwarzane w organizmie zakochanego człowieka są jak niezłe narkotyki. Więc kiedy chciałam z tego wyjść, byłam jak narkoman na głodzie. Cały czas potrzebowałam jakichś chociażby słabych strzałów tych hormonów, które towarzyszyły mi przez ładnych kilka miesięcy.

By pokonać nudę, wzięłam się za sporty ekstremalne, takie jak lotniarstwo, czy wspinaczka po rusztowaniach, a także pranie brudnych pieniędzy. Utrzymywało mnie to przy życiu, lecz emocje związane z niebezpieczeństwem towarzyszącym tym działaniom, starczały zaledwie na chwilę.

Wciąż potrzebowałam czegoś mocniejszego, czegoś, czego jeszcze nigdy nie przerabiałam – nieszablonowego scenariusza na dalszą fabułę mojego życia.

Tym samym odwaliłam kilka grubych akcji, z których jestem nawet całkiem dumna, bo miały polot i finezję, a także klasę. Z niektórych jestem trochę mniej dumna – wiecie jak to jest, gdy człowiek na siłę szuka emocji, czy czegokolwiek; właśnie wtedy nie ma to polotu i finezji (a tym bardziej klasy).

Na szczęście umiem zgrabnie kreować swoją rzeczywistość, a wynika to ze sposobu w jaki ją odbieram. Dzięki pozytywnemu podejściu potrafię uznawać sytuacje, które dla wielu podchodziłyby pod kategorię „przypał”, za przygody życia (chociaż wiadomo, nie zawsze się tak da); wiele takich było w tym roku.

Kontynuacja mojego cyklu opowiadań o perypetiach związanych z ogarniaczem Idzim* przybrała niemal rozmiary powieści; żeby nie było, Idzi nie był jedynym tematem fabuły – historia przy okazji splątała się losami najlepszej grupy przestępczej uwodzicieli Starożytnej Grecji (RSD Inner Circle Athens) i kilkoma innymi ciekawymi postaciami. Ostatecznie – ponieważ cykl moich opowiadań był osadzony w antyku – historia z Idzim zakończyła się w zaiste tragikomicznych okolicznościach (coby nie wgłębiać się w szczegóły).

Grafomanię twórczą musiałam przerobić na działalność naukową. Miałam szczęście do promotora (który był prawdziwym ogarniaczem), a inżynierkę pisałam na temat związany z moim hobby. Wyszło nad wyraz dobrze, w drodze jest też jakiś artykulik. Teraz pozostaje tylko nie zejść z poziomu – a to ciężko, bo moja inteligencja przypomina wykres sinusoidy.

Jak już mówiłam, moje losy skrzyżowały się z ugrupowaniem RSD i to w sumie przez przypadek. Super chłopaki, co jakiś czas ich spotykam na mieście. Raz nawet próbowałam im wingować w klubie, ale moja inteligencja osiągała wtedy swoje minimum; kiedy więc podeszliśmy z kolegą do targetów, wykrzyknęłam:

- Cześć dziewczyny, bo on chce was poderwać!

Wiecie, tak to jest, jak nadrabia się niedobory alkoholu po wakacjach...
W każdym razie, już więcej im nie wingowałam. Zresztą, ze względu na, jak się wkrótce okazało, zaskakujące koneksje – musiałam zrezygnować z roszczenia sobie praw do oficjalnej współpracy z ugrupowaniem RSD.

Natomiast w ramach prezentu urodzinowego poderwałam sobie chłopaka; wiecie, wypatrzyłam sobie – przystojny był, wysportowany był, podeszłam, ogarnęłam – zna się w końcu te PUA zasady, co nie. Spotykaliśmy się chwilę, miło było, fajnie się gadało, oglądało filmy, mogłam mu wyrzucić każdy przeterminowany sos. Ale fal, nie było fal, nie było f-a-a-a-l.

Dobra, jaka jest puenta z tego bałaganu?

Jestem pewna, że ten rok mnie wymądrzył – nawet bardzo. Nie znaczy to, że spoważnieję (bo raczej nie). Znaczy to jedynie tyle, że pogubiłam się, potem składałam do kupy i tak kilka razy. Jako, że mam umysł analityczny – wyciągnęłam wiele ciekawych wniosków po, emocjonalnych dla mnie, wydarzeniach. Jak to bywa po przyswojeniu zbyt dużej ilości wiedzy jednak, nie jest ona jeszcze wystarczająco uporządkowana – mam w głowie chaos, taki przerost formy nad treścią.

Teraz siedzę sobie 800km od mojej kochanej uczelni, odpoczywam sobie od życia – wiecie, tego życia tam (trochę za nim tęsknię). Karmię sobie swoją introwertyczną stronę, bo ta ekstrawertyczna stała ostatnio na piedestale. I tak jak sobie odpoczywam, wszystko mi się układa, wszystko zaczynam rozumieć. I czuję satysfakcję, jakbym była na finiszu rozwiązania szóstkowego zadania na sprawdzianie z matmy.

 

*jest tu nawet takie jedno opowiadanko na stronie, jakby ktoś nie wiedział

 

Sign in to follow this  


7 Comments


Recommended Comments

Hmm, a  ja ciekaw jestem jak  Twoje losy skrzyzowaly się  z RSD (które i mi jest dość dobrze znane) ??

Share this comment


Link to comment

Dobrodzieju, to zależy co Cię interesuje. Przyznam, że może mi być trudno spełnić Twoją prośbę;)

@TeTris Ponad rok temu spotkałam "Znachorusa" w galerii handlowej. Ponieważ doceniam piękno DG, obdarzyłam go najcieplejszym uśmiechem na jaki mogłam się zdobyć (40oC) i pochwaliłam jego odważne poczynania, tym samym zyskując jego dozgonną przychylność i zgadując się na temat naszego wspólnego hobby. Ponieważ tego dnia wyjeżdżałam z miasta na czas wakacji, nawet nie było sensu wymieniać się numerami. Ale po miesiącu wróciłam - na weekend. Na imprezie ktoś wziął mnie do tańca i ogarniał - nawet nieźle. Po chwili uświadomiłam sobie, że to nikt inny, a kolega z galerii.  No to mówie: "halo, my się znamy". Już chwilę po tym, jak skończyliśmy tańczyć, wszyscy obecni w klubie działacze z RSD podchodzili do mnie, pytając: "ej, to ty jesteś tą laską co się zna na technikach uwodzenia?". No i tak to się zaczęło. Później było jeszcze kilka przygod i zaskakujących zwrotów akcji. I tak to się kula, że się czasem widujemy;)

@Pers Zaiste, nie mylisz się. Ale co tu zgadywać? ;) 

Share this comment


Link to comment

Z doświadczenia wiem, że fajne kobiety lubią okazje by się wykazać. Interesują mnie wszystkie ciekawe anegdoty. Lubię słuchać opowieści :) 

Share this comment


Link to comment

@Dobrodziej z Północy A ja cały czas myślałam, że to taka ogólna cecha, nie tylko tych fajnych :) Umówmy się tak – jak coś poskładam do kupy i uznam za choć trochę wartościowe dla portalu, to wstawię na bloga.

@TeTris Z zewnątrz byłoby mi łatwiej ocenić, ale mnie nie podrywają:( A od środka? Bardzo głęboko w struktury RSD to ja nie wchłonęłam :D Dla mnie to jest zwykła grupka znajomych, najczęściej z totalnie innych bajek, barwne charaktery, różne motywacje. Jak mówiłam – lubię ich, niektórych bardzo. Jak to bywa wszędzie, jedni sobie radzą lepiej, inni gorzej. Oko się cieszy, jak widać u kogoś postępy.

Share this comment


Link to comment
Guest
You are commenting as a guest. If you have an account, please sign in.
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.