Jump to content
  • entries
    7
  • comments
    9
  • views
    1252

Gdy wali Ci się świat, miej już gotowe wyjście awaryjne!

Zastanawiałeś się kiedyś, co jeśli Twoje dotychczasowe życie z dnia na dzień pójdzie w rozsypkę? Ja też nad tym nie myślałem, do momentu, w którym się to wydarzyło. Miejscami będzie dość lakonicznie, ponieważ piszę o sprawach, które osobiście mocno na mnie wpłynęły.

 

W przeciągu dwóch góra trzech miesięcy wpadłem w bardzo głęboki dołek. I muszę zaczynać wszystko od początku.  Co się wydarzyło? Seria niefortunnych zdarzeń. Tak najprościej bym to opisał. Nie wdając się w zbędne szczegóły:

  • Praca, którą uwielbiałem, stała się udręką. Padłem ofiarą mobbingu.
  • Zdrowie, którym się cieszyłem, załamało się. Długotrwały stres wywołał kilka chorób.
  • Kobieta, z którą wiązałem swoją przyszłość, zawiodła mnie. Byłem zmuszony zerwać zaręczyny na równy rok przed planowaną datą ślubu.
  •  

Pewnie dla Ciebie jedna z tych rzeczy wystarczyłaby, żeby się nie podnieść. Poddać się i odpuścić sobie życie.  Ale nie mnie, nie Dobrodzieja. Zimny chów praktykowany na północy opłacił się.

 

Oczywiście nie zacząłem działać od razu, załamanie nerwowe rządzi się swoimi prawami. Niemniej w chwili najgłębszego doła zacząłem zbierać się do kupy, analizować możliwości i korzystać z nich. Świadomie bądź też nie, byłem gotowy. Miałem wszystko by zacząć nowe życie.

 

Praca

W poprzednich latach pracowałem w wielu miejscach i wiedziałem, że różnie w życiu bywa. Szczerze chciałem zostać w poprzedniej pracy, jednak okoliczności zmusiły mnie do złożenia wypowiedzenia. Czy jestem bezrobotny? Nie. Obecnie mam niemal trzykrotnie lepiej płatną posadę niż poprzednia. Jak do tego doszło? Nigdy nie przestałem rozsyłać CV-w chwili kryzysu odezwał się do mnie łowca głów-nie po raz pierwszy zresztą. Po prostu tym razem przyjąłem jego ofertę.

 

Zdrowie

Tu, pewnych rzeczy nie przewidzisz, należy regularnie się badać. Ja mam to "szczęście", że już od kilku lat choruję na serce i swojego lekarza rodzinnego widuję najrzadziej raz na 3 miesiące i nie ukrywam przed nim żadnych faktów. Nie chcę po raz kolejny wylądować na pogotowiu z "angor animi" (lęk przed śmiercią-jeden z subiektywnych objawów zawału-nikomu nie życzę) nie wiedząc, co mi jest i czekając na kolejne wyniki narkotestów, zanim lekarze zdecydują się działać, bo chłop przed 30 nie może mieć zawału. Lekarz rodzinny od razu wyczuł, co się dzieje i skierował mnie na odpowiednie badania (na NFZ i wiecie co, nie narzekam). W ciągu 2 tygodni od pierwszych objawów miałem diagnozę, leki, zalecenie, aby więcej ćwiczyć i restrykcyjną dietę. Łatwiej wymienić rzeczy, które mogę jeść niż te, których nie mogę. Jest szansa na pełne wyzdrowienie. Są też inne profity, schudłem, wyglądam teraz świetnie i wyeliminowałem niezdrowe nawyki żywieniowe.

 

Związek

No tu temat boli najbardziej. Nie chcę opisywać okoliczności i szczegółów rozstania na forum publicznym.  Na szczęście nie zdążyliśmy zainwestować zbyt wiele kasy w wesele i ślub. Na straty poszedł tylko pierścionek zaręczynowy i 4 lata wspólnego życia. Lepiej niż całe przyszłe życie i to mówię z czystym sumieniem. Miałem na koncie odłożoną pewną sumkę pieniędzy-zbieraną na ślub. Wystarczyło akurat na to, żeby spłacić wszelkie zobowiązania umowne na starym, wynajmowanym wspólnie mieszkaniu, ogarnąć sobie z miejsca nowe lokum i urządzić się tam.

 

Przesłanie tego wpisu jest następujące: shit happens. Nie ważne jak optymistyczne scenariusze zakładasz, nieważne jak bardzo unikasz katastrof, nieważne ile punktów honoru nabijesz sobie na jakimś głupim forum w Internecie. Katastrofy czasem się zdarzają i od Ciebie zależy, jak się wywiniesz porażce. Podejmuj działania, które zminimalizują ryzyko upadku i gromadź środki, które pomogą Ci podnieść się po kolapsie. 

 

Teraz będę udzielał się częściej i będą to niestety moje "życiowe mądrości"



7 Comments


Recommended Comments

O Cie Panie, nie zazdroszczę. Czasem tak w życiu bywa, że wszystko się wali. Ciekawe czy miałeś jakieś sygnały?

Share this comment


Link to comment

Oczywiście, że były sygnały, zarówno w domu jak i w pracy. Ale człowiek pewny siebie, świadom faktu, że jest pro ogarnięty i przecież doskonale umie w życie, ignorował je. Tak zwane ryzyko moralne (ang. Moral Hazard) gdy czujesz się bezpiecznie, to zaczynasz odruchowo olewać środki ostrożności. 

Share this comment


Link to comment

Czyli Dobrodzieju komfort jest wyznacznikiem złej drogi w życiu? Pytam, bo sam szczerze mam stresujące ostatnie miesiące, ale wiąze się to raczej z przesuwaniem swoich granic. I napięcie stało się codziennością mojego życia. Po prostu jest i ja je akcpetuje. Czy jest inna droga? Mniej szkodliwa dla zdrowia?  

Share this comment


Link to comment

Nie, komfort nie jest wyznacznikiem złej drogi. Usypia tylko czujność. Stres sam w sobie potrafi fajne motywować do działania i zebrać się do kupy - takie zresztą jest jego ewolucyjne uzasadnienie. Jednak w dużych dawkach i dłuższej perspektywie wyniszcza organizm. Jak we wszystkim, trzeba znać umiar i wiedzieć gdzie przebiega nieprzesuwalna granica, po przekroczeniu której już tylko tracisz. Ja do takiej granicy doszedłem i musiałem obrać inną - nową śceżkę. 

Share this comment


Link to comment

Panie, daj pan wincyj szczegółów z tą Twoją pikną.

Edited by Dobrodziej z Północy

Share this comment


Link to comment

Co tu dużo opowiadać, po oświadczynach panna poczuła się na tyle pewnie by temat ślubu obgadywać nie tyle ze mną co ze swoimi starszymi za moimi plecami, to była pierwsza rysa na szkle. Nasza relacja mocno przez to podupadła, druga rysa na szkle. W momencie gdy miałem największe problemy w pracy, panna postanowiła wybrać sobie urlop w pracy i... ruszyć w odwiedziny po znajomych i rodzinie po Polsce, mocny zgrzyt na szkle. Na koniec sierpnia podjąłem próbę wyłożenia wszystkiego co mi leży na wątrobie, nie pomogło, pęknięcie idzie dalej. Na początku września dowiedziałem się, że mogę brać udział w rykowisku. Szkło trzasnęło z hukiem. Cała wielowątkowa historia może trafi do działu dla zaawansowanych, gdy ochłonę i jeśli zdecydujemy się takowy reaktywować. Będzie to na tyle epicka opowieść, że tylko wybrani powinni mieć do niej dostęp. ;)

 

PS. Edytowałem Twój komentarz Mendoza, bo wstawiłeś zbędną ramkę na komentarz ;)

Share this comment


Link to comment

Jak to mówią - trudne sytuacje sprawdzają siłę charakteru. Dobrze, że teraz sprawa się rozwiązała, niż gdyby jakieś akcje zaczęły się świeżo po ślubie. Nie ma tego złego ;) 

Ostatnio w moim otoczeniu także było kilka rozłamów par, które były tuż przed weselem. Zaręczeni i w związkach kilka lat. Cieszę się (paradoksalnie), że takie sytuacje mają miejsce, ponieważ dawniej presja rodziny zrobiła by swoje i para pobrała by się "na siłę" i "mimo wszystko". A tak ludzie trochę pocierpią, ale nie zniszczą sobie doszczętnie życia. 

Share this comment


Link to comment
Guest
You are commenting as a guest. If you have an account, please sign in.
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.