Jump to content
Sign in to follow this  
  • entries
    3
  • comments
    5
  • views
    549

About this blog

Ahoj! 

Tym razem mam ochotę na pisankę o temacie który mało kto porusza, a który osobiście niemożebnie chętnie poruszę. Mianowicie temat pieruńsko pięknych, obrotnych i ambitnych kobiet.

Entries in this blog

 

Dziewczyna z drugiego krańca świata

Tak się mi złożyło, że jestem w dosyć satysfakcjonującym związku od kilku miesięcy i kompletnie nic nie zapowiada, by to się zmieniło.
W związku na odległość, rzecz jasna. Funkcjonujemy sobie dzięki takim technologiom jak whatsapp i samoloty. 
Pozwólcie, że sobie o tym popiszę, i spojrzę na to jeszcze raz z lekkiego dystansu.
  No to od początku )

Poznaliśmy się na jednym z najlepszych i największych wakeparków w europie, na urlopie, zasłużonym. 
Niestety w pierwszy dzień się trochę poturbowałem, więc odwiedziłem szpital na kilka prześwietleń. Kiedy już wróciłem, szedłem do swojej paczki, by zachlać się w trupa, zauważyłem jednak po drodze faceta i dosyć ładną kobietę, grających w pokera na hajse. Skorzystałem więc z okazji, by się rozerwać i podnieść się na duchu, dosiadłem się do nich (z worem lodu na kolanie) i zacząłem grać z nimi. 
Gadka szmatka, i wyszło - że są z rosji, w sensie ziomek już mieszka w germanii, a ona wciąż mieszka w byłym związku rUdzieckim. Myślałem, że są razem (nie byli).
Rozmawialiśmy po rosyjsku (cieszę się, że trochę go podłapałem jak byłem mały, po niemiecku (z ziomkiem) i ostatecznie po angielsku (jak nie dawałem rady z rosyjskim - z dziewczyną)). I tak sobie leciało.
Bawiłem się przednio (choć hajse przewaliłem), następnie poszliśmy się wszyscy w trójkę napierdolić łychą. I tak też się stało.
A mi wyszło : że dziewczyna jest interesująca i jest jedną z czołowych sportsmenek w swoim kraju. Ładna też jest, i to bardzo, ale po moich ostatnich relacjach ustawiłem sobie regułę, że twarz to rzecz drugorzędna, ważniejszy jest charakter. Możecie mi wierzyć, tak jest. Uroda powszednieje prędzej niż postanowienie, że chlać się już wincyj nie byndzie. A po za tym, co to kurwa jest, dobry talerz z niczym ?

No więc, obserwowałem kim ona jest. Tak minęło mi dwa dni, na olewaniu swojej paczki (kilkanaście osób) i spędzaniu czasu z nowymi znajomymi. (Od siebie powiem, że ciekawie jest nawijać przy jednym stole w trzech językach).

W ostatni dzień, okazało się, że jednak nie są razem... A że użyłem całej swej magicznej mocy, by zainteresować sobą, przez ten czas, ową damę. Pozostało mi tylko zdecydować, czy tego chcę. 
I jak na złość. Nawinęła się jeszcze po drodze brazyljka, z którą, od samego początku weszliśmy na konkretne tory (kurwa, panowie, u mnie zawsze jak się pojawi jedna ciekawa kobieta to od razu liczę godziny do momentu jak się pojawi druga). I zawsze obie są stuprocentówami, czyli na bank siądzie. Tak jest już N-ty raz. Zawsze wybieram, a potem po wyborze rozmyślam, jakby to było z tą drugą. Co jest wkurwiające.

Ostatecznie leżałem sobie w ostatni dzień, na plaży, smażąc plecki z rosjanką. Tym razem sami. 
Patrzałem na nią i się zastanawiałem, czy jej chcę, czy nie. (Od jakiegoś czasu jestem ostrożny, nie mam ochoty znowu brać sobie dziewczyny na miesiąc by potem jej rzucać). 
Rozmyślałem o tym, jak by z nią było i z czym to się wiąże, wyszło mi, że będzie nietrywialnie, ciekawie i trudno, ALE, jak to siądzie, to znaczy, że wszystko jest możliwe i że nie należy szanować systemu (jakoś tak sobie pomyślałem).

Koniec końców zdecydowałem, że mi ona całkiem w sumie leży, oboje mamy dużo wspólnego i mamy podobne charaktery.
No więc pocałowałem ją. 
Tak z niczego. 
Spojrzała na mnie. I widziałem jakby cały światopogląd sobie od nowa z przyjemnością ustawiała. Jakby coś odkryła, jakieś tajne przejście czy coś.



I tak się to zaczęło.

  Genaralnie, oboje mamy ludzi gdzieś, co jest bardzo fajne i  dobrze służy związkowi, cieszymy się sobą i nie obnosimy się swoją miłością.
Gdy wychodzimy gdzieś na miasto, to ludzie jakby przestawali istnieć, nie widzimy ich, a po za tym te kilka miesięcy minęły nam spokojnie i szczęśliwie. Związek się dobrze trzyma.
Czasami zapomniałem o balansie praca/zainteresowania/rozwój/moja połowina, ale w porę to zauważam i równoważę, więc się nie chwiejemy.

Latamy do siebie tylko samolotami, inaczej się nie pyli. Przeloty w dwie strony można wyrwać już za 160 ojro, raz się udało za 50 (sic!). Więc tragedii nie ma. Ja uczę się rosyjskiego, a ona niemieckiego. Językiem urzędowym w naszej relacji jest rosyjski. Mi się to podoba, bo z natury wymaga od nas obu czegoś nowego. Więc się nie nudzimy. Planujemy razem zamieszkać maksymalnie za rok. Oboje ni musimy przed sobą nikogo udawać (no, przynajmniej ja - bo mi się już zwyczajnie nie chce grać, a mimo to wszystko gra, po prostu się siebie nie wstydzę, o!).

Właśnie (przed godziną), wróciłem z Estonii (tam się teraz spotkaliśmy na weekend). Popijam sobie Jagermeistra i kończę tego bloga. I tak to się to właśnie kula.

Mendoza

Mendoza

 

Mieć/Chcieć/Być

+++ Jest to wpis z przed około dwóch lat, podpisuję się pod nim także dzisiaj, miłej lektury+++ Niejako od urodzenia, matka natura oczekuje od każdego nowego stworzenia tego, by to dziergnęło mieczyk z ziemi i wywalczyło sobie co zechce. Tak działa ewolucja, i tego nie przeskoczycie.
Ckliwie patrząc się na własną osobę nie posuniecie się nawet o mikrometr. Zacząłem od ostatniego wątasku - niech będzie. Zamiast wciąż czegoś oczekiwać od świata i tupać infantylnie nóżką w przypadku niepowodzeń, zadajcie sobie ten niebywały trud odpowiedzi na te pytanka. CO JA, mam do zaoferowania? CZYM mogę podbudować tych, których mam dookoła siebie? Moim zdaniem to powinno być jedną z definicji dojrzałego emocjonalnie faceta. Zamiast chcieć takiej i siakiej kobiety warto się zastanowić co Wy macie do zaoferowania. I wierzcie mi, pieniądze to naprawdę nie wszystko. Chociażby po ostatnią swoją kobietę wyciągnąłem rękę mieszkając w wynajętym pokoju, jeżdżąc obrdzewiałym autem prawie tak starym jak ja. A to była autentyczna Modelka, jak to się teraz modnie tu pisze, wyższa ode mnie, piękne włosy do pasa, ułożona, nie głupia, logicznie można było z nią rozmawiać i ustalać. Dałem jej to, czego żaden typ z wypchanym portfelem nie potrafił jej zapewnić. Poczucie bezpieczeństwa, pogodę ducha, uwagę, akceptację i mega wspierające podejście. Wracając, bo zaraz niepotrzebnego raporta tu wcisnę. Zamiast jechać autostradą do kresu nocy, rozejrzyjcie się jak poprawić własny stan. Jak można stać się chociażby małą, ale pozytywną zmianą na tym świecie, żeby rozsiać pozytywny wibe nawet tylko dla swoich bliskich. I tak dochodzimy do kolejnego wątku, jakim jest autodefinicja. To jest podporą stabilności emocjonalnej, a taka stabilność to swoiste mury trzymające poczucie bezpieczeństwa, które można zapewnić sobie i swoim bliskim.
  To jest to, że wiecie kim jesteście BEZ konieczności odbijania się w krzywym zwierciadle cudzych oczu. W pytkę ważne moim zdaniem, bo bez tego nie da się zbudować stabilności emocjonalnej. To niejako znajomość siebie, umiejętności dostrzeżenia swych zalet i wad, mocnych stron i słabości, własnych aspiracji i siły wewnętrznej.
A jak się patrzy w lustro, to się widzi wszystko co należy poprawić i się nie zasłania materiałem ani człowiekiem. Obraz siebie to też kwestia dialogu wewnętrznego którego ton należy sobie samemu wypracować. Jak dziesięć osób mi mówi, że jestem nic nie warty to sobie nie buduje na tym natychmiastowo obrazu siebie, jasne, sprawdzam, odnoszę do swych działań i ich motywów. Ale mam świadomość, że nie jestem cudzą opinią. Dzięki temu się nie szarpię, nie drę szat, bo ktoś mnie nie lubi / nie akceptuje. To jest podporą stabilności emocjonalnej, a taka stabilność to swoiste mury trzymające poczucie bezpieczeństwa, które można zapewnić sobie i swoim bliskim. Jestem przekonany, że piszę do ludzi inteligentnych i tyle wystarczy.

Mendoza

Mendoza

 

Kobiety z górnej półki - czyli jak po nie sięgać

Temat piekielnie aktualny w moim życiu od jakichś dwóch lat, kiedy to znudziłem się do ostatniej nitki kobietami bez polotu, ambicji i samostanowienia do tego stopnia, że postanowiłem przenieść swoje dotychczasowe zainteresowanie na zupełnie nieznany teren. Innymi słowy, zachciało mi się sięgać po najlepsze, najpiękniejsze i co ważniejsze, najbardziej łebskie kobiety jakie tylko mi się spotkać uda.

Pewnego pięknego dnia, po przeczytaniu kilku artykułów i po krótkim rozrachunku swojego życia, stwierdziłem, że należą mi się pierwszorzędne kobiety tego świata i tylko takie chcę mieć.
Dlaczego? 
A dlaczego nie?

Co we mnie takiego musi być, by takie kobiety mieć?
Czy mi potrzebne pieniądze?
Czy mi potrzebna firma i wór hajsu?
A dlaczego ja w ogóle myślę, że jestem nie wystarczający jaki jestem?

No właśnie, i to ostatnie to pytanie klucz w tym oto piknym dzisiejszym blogasku.

Ile razy widzieliście totalne ZERA, dna, po-ostatnie popłuczyny bujające się z kobietami, na widok i słuch których trzeba zbierać żuchwę z podłogi?

Co ten typ-zero w sobie takiego ma, że ta kobieta jest w nim tak zauroczona?
No, ten typ, przede-że-wszystkim, patrzy w lusterko i nie widzi siebie, jako kogoś, kogo nie stać na taką kobietę. Stawiam flachę, że mu to nawet przez myśl nie przejdzie.
Jak mu taka kobieta zacznie jakieś fochy strzelać, to on ostatnią rzeczą jaką zrobi, to się kajać zacznie. Bo?

Bo mu przez myśl nie przeszło - i nie przejdzie, że jest gorszy od niej.


Inna rzecz:

Kobiety... niby wszystkie różne, ale jeszcze takiej nie poznałem, która nie wymagałaby i nie chciałaby uwagi.
Znam wielu kolesi którzy myślą, że w podrywie to trzeba być mówcą milijon i nawijać rzeczy niestworzone do pułci pięknej. 
Otóż więcej idzie zyskać, szybciej relację można stworzyć, kiedy się kobiet słucha.

Dla zobrazowania weźmy sobie najdebilniejszy przykład, jakim jest nasz przełożony. Którego bardziej lubicie? Tego co z wami rozmawia, słucha i pamięta o czym rozmawialiście, czy tego, dla którego monolog jest formą komunikacji?
No właśnie  Tak samo jest z kobietami. No, może teraz trochę uprzedmiotowie kobiety (wybaczcie), ale kobiety LUBIĄ być czyjeś. Kropka. Mogą wam tego nigdy nie powiedzieć, mogą chcieć prędzej wyciąć sobie punkt G i obciąć cycki na płasko, niż się do tego przyznać. Ale tak jest. 
A jeżeli one tak lubią być czyjeś, to oznacza, że lubią, jak się o nie dba. (Stąd porównanie do szefa).
Do tego nie trzeba mieć urody kij wie kogo, z resztą facet nie jest od tego, by był kurwa ładny.
Do dbania o kobietę też nie trzeba mieć szkatułek złota. 
Więc w czym problem?
No z tym, że niektórzy boją się takich kobiet, więc z nimi nie rozmawiają, a jak już, to zesztywnieni po całości i miękcy w galotach

No.

Nie tak.

Dobra, bo się rozpisuję.

Niektórzy chcą też na starcie imponować takim kobietom, pokazywać, co to nie oni. Śledzą ją jak chmara czekając na jej uwagę(!), zamiast powiedzieć, że dawno z nikim tak się nie rozmawiało / miło spędzało czas / wspólnymi siłami rozpalało grilla, jak z nią.
Więcej idzie zyskać, jak się obróci obrazek. Lepiej pokazać, że się takie kobiety lubi (nie mylić z wieszaniem na szyję). Nie macie zielonego pojęcia, jak takie kobiety potrafią być samotne. 
Znam kilka takich kobiet, które aż czekają na szpilach, aż ktoś je wreszcie weźmie. Ale nie bierze, bo gra, kombinuje, JAK SPRAWIĆ BY MNIE WRESZCIE POLUBIŁA!. 

Jeszcze inne, zazdrość. Ten element powinien w ogóle nie istnieć podczas budowania takiej relacji. Ona jest  z wami, lub dopiero jesteście sobą zainteresowani i to nie dzieje się bez powodu.
Czasami, kobiety mnie uwielbiały za coś, czego w ogóle nie byłem świadomy. Na mniejszą zazdrość pomaga dobre troszczenie się o swoją wybrankę, tu nie ma w ogóle miejsca na powiedzonka w stylu "miej wyjebane to będzie ci dane!" .Bo tak, to mówią leszcze z gimnazjum.
Z takimi kobietami można też otwarciej rozmawiać, tu nie należy bać się tematów typu "co planujesz zrobić w życiu?", "czym się lubisz zajmować?", "Ile chciałbyś mieć dzieci w przyszłości?", "Jak według Ciebie wygląda dobry związek?". Słowem, trzeba mieć swoje poglądy. 

Potrzeby, jeszcze raz o nich, kobietom się nie daje tego, co chce im się dać. Trzeba im dać to, czego one potrzebują. To zupełnie dwie różne rzeczy. O tym się czasami rozmawia, a czasami trzeba wyczuć, więc kapka doświadczenia jak najbardziej się przyda. Nie ma co patrzeć na piękno i powodzenie kobiety z myślami "Nooo, ta to na pewno potrzebuję mężczyzny kutego na cztery łapy, wysportowanego i z prężną firmą!!". To są moim zdaniem bujdy. Jeżeli mężczyzna potrafi na siebie zarobić i sobie do przodu iść, jest w porządku.

Tęsknota i niepewność. Te dwie są niejako w gratisie z takimi uroczymi damami . Po pierwsze, są zarobione, więc czas ich posiadania jest ograniczony, po drugie, są bardzo piękne, więc można być pewnym, że cieszą się wciąż zainteresowaniem. Najlepszą obroną przed tą szarą parą, jest natychmiastowe ruszenie się z miejsca i oddanie się jakiemuś zajęciu (nie, nie polerowaniu berła  ). A jak to nie pomaga, to wyobrażenie sobie, że ta kobieta odeszła i trzeba wrócić do rzeczywistości i nadać mu barwy.

No i ostatnie, to spokój. Tu nie ma miejsca na nerwowe ruchy, nie ma czegoś takiego jak już-teraz-zaraz-natychmiast muszę do niej zadzwonić!! . W życiu jest wystarczająco stresowych sytuacji, nie trzeba ich dokładać swoją impulsywnością. W ewentualnych potyczkach słownych z takimi kobietami jest on na wagę złota.

Puenta jest króciutka, wystarczy czasami zmienić perspektywę, by coś, co jest niemożliwe, stało się możliwe.




 

Mendoza

Mendoza

Sign in to follow this  
×

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.