Dobrodziej z Północy

Dobrodziej z Północy

Opowiem Ci historię pewnej znajomości. Przelotna relacja z przed przeszło czterech lat. Dawne dzieje. Był to okres w którym, wierzcie lub nie, nie udzielałem się aktywnie w żadnej społeczności typu naszej. Był to rok gdy postanowiłem zrobić sobie detoks od wszelkiego rozwoju osobistego, sekretnych stowarzyszeń uwodzicieli oraz wszelkiej maści złotych biznesów z zerowym wkładem własnym. Tak działałem wtedy na własną rękę, bez wsparcia. Jeśli uważasz, że celowo przybieram pewną pozę czy maskę, to nie mam takiego zamiaru. Zwalmy to na mój siermiężny styl pisania. Tyle słowem wstępu.

Pasja - obalamy mit

Pewnie spotkaliście się ze stwierdzeniem, że posiadanie pasji jest lekiem na całe zło i problemy tego świata. Często gdy ktoś pyta o poradę, jak ogarnąć swoje życie lub jak podrywać słyszy złotą radę: znajdź sobie pasję! Wtedy wszystko się ułoży... Czyżby?

Ale od początku, jak określić że to co robimy to pasja? Powinno być to zajęcie które pozwala nam odreagować stres dnia codziennego oraz czerpać radość z oddawania się mu w wolnej chwili. Co za tym idzie, niespecjalnie przejmowałbym się tym, czy nasza pasja jest ciekawa z perspektywy osób trzecich. Pasja jest dla nas, nie dla innych. Przede wszystkim ma sprawiać przyjemność nam, nie innym. Wynika to z prostego założenia - jesteś dla siebie najważniejszą osobą na świecie, wszystko co robisz rób żeby przede wszystkim Tobie było dobrze, bo jeśli sam nie pomyślisz o sobie to mało prawdopodobne jest, że ktoś zrobi to za Ciebie.

Tak więc gdy ktoś radzi znalezienie pasji w sytuacji gdy chcesz ogarnąć swoje życie, radzi Ci dobrze. Jednak pasja sama w sobie nie ułoży Ci życia, nie rozwiąże też wszystkich Twoich problemów, ale stanowić będzie świetną odskocznię od trudnej sytuacji.

No dobra, a teraz temat wykorzystania pasji w podrywie, czyli coś co interesuje znaczną większość odbiorców tej witryny. Będzie ostrzej.

Gdy ktoś radzi Ci żebyś znalazł sobie pasję, a wtedy w podrywie wszystko Ci się ułoży, to trochę wali w chuja. I nie wiem czy wynika to z lenistwa, czy nieświadomości doradzającego. Slogan o zbawiennym wpływie hobby na relacje damsko - męskie, obrósł do tej pory taką legendą, że mało kto śmie z tym polemizować. Ktoś kiedyś opisał na swoim przykładzie jak podrywa opisując swoje przygody na motorze, paralotni czy innym ciągniku, u niego działało, następnie rzesza gości to podchwyciła i zaczęli szukać sobie pasji na siłę, w myśl zasady:

-Chodzę na siłownie, to przecież moja pasja i na pewno na to wyrwę.

-Lubię traktory, na pewno podymam jeśli będę długo i ciekawie o tym opowiadał.

-Smaruję chleb masłem, ogarnę na tym miliony kobiet, bo to taka oryginalna pasja.

I zaczęły się wyścigi zbrojeń, kto ma lepszą, fajniejszą ciekawszą pasję, o której może się pochwalić i opowiadać dziewczynom. Bez refleksji, bez zrozumienia w myśl zasady, że pasja sama w sobie zapewnia powodzenie bo emocje, zaangażowanie, ciekawy lajfstajl itp. Punkt ze świętej księgi podrywów odhaczony. Niby powinno działać, niestety nie zawsze działa. Czemu?

Główną motywacją było tu, nie posiadanie pasji, która faktycznie nas kręci i rajcuje, a posiadanie pasji, żeby komuś zaimponować. Więc musiała być modna, ciekawa i podobać się kobietom. No i co, chęć penetracji wzięła górę i przebiła się na pierwszy plan. Łapiesz się na tym, że nie robisz czegoś dla siebie, ale dla kogoś żeby się przypodobać.

Kolejny mit, który wokół tego obrósł jest taki, że o swojej pasji trzeba opowiadać godzinami, zabierając dziewczynę do swojego świata. Niby wszystko pięknie, ale co wtedy kiedy jej ten świat nie obchodzi?

Przykład z teraz:

Moja Luba - Dobrodziej co robisz?

Dobrodziej - Piszę artykuł o roli pasji w podrywie na manosferę...

Moja Luba - Łeeee ale nudy...

No właśnie, możesz się świetnie na czymś znać, jarać się tym jak cholera, ale nie ma gwarancji, że kogoś, nawet Twoją kobietę to obejdzie, czy to źle? A skąd. Pasja ma być przede wszystkim Twoją odskocznią. Odskocznią od pracy, problemów, ...związku. Nie ma więc co na randce godzinami pierniczyć o wpływie hiszpańskiej inkwizycji na rozwój machiny tortur, czy o wpływie siewu rzepaku na jakość zbiorów. Po czasie orientujesz się, że jedyną osobą w jakiej wzbudziłeś emocje jesteś Ty, to prosta droga by zanudzić kogoś na śmierć. Ludzie najbardziej lubią słuchać o rzeczach, które ich dotyczą, i ich interesują. Ich, nie Ciebie. Smutne ale prawdziwe.

Nie chcę was zostawiać jedynie z takimi wnioskami. Jeśli was nie przekonałem i musicie koniecznie wpleść swoje pasje w podryw nowopoznanej osoby, sprzedam wam dwa fajne sposoby, o których już gdzieś kiedyś pisałem.

  1. Gdy zaczynasz temat pasji, wspominasz najpierw o swojej, a potem pytasz o to Panią Rozmówczynię: "a czym ty się interesujesz?/Jak spędzasz wolny czas?". W tym momencie jesteś w stanie ocenić ile, jest ona w stanie zainwestować. Ludzie lubią opowiadać o sobie, więc jest duża szansa, że dziewczyna się rozgada, zainwestuje trochę czasu, otworzy się przed Tobą. Profit jest taki, że trochę ją poznasz. Gdy dziewczyna nie ma nic ciekawego do opowiedzenia, albo zbywa pytanie. Wtedy wiesz na czym stoisz - jest nudna bądź niezainteresowana. Możesz też dorzucić tu kwalifikację: "Bardzo lubię osoby, które wiodą ciekawe życie, można się od nich wiele nauczyć. Czym się zajmujesz." W tej sytuacji rozmówca powinien poczuć się zobowiązany udowodnić Ci że też ma ciekawe życie i inwestuje. Jeśli nie, patrz wyżej.
  1. Druga opcja polega na zbudowaniu historyjki DHV. Chodzi o taką historyjkę, która ma pokazać Ciebie w określonym świetle, uwidocznić cechę którą chcesz zaakcentować, ale nie wprost, taki wytrych do jej zdania na Twój temat. Zawsze lepiej opowiadać jest w oparciu o fakty niż wymyślać z głowy, więc tu temat pasji pasuje jak ulał. Miłośnicy sportów ekstremalnych mogą ukazać swoją skłonność do ryzyka i odwagę. Sportowcy, determinację i upór w dążeniu do celów. Filateliści dokładność i umiejętności negocjacyjne itd. itp. Sam najlepiej wiesz z czym chcesz być kojarzony. Jeśli chcecie sprawdzić czy wasze historyjki są ok, zapraszam do zakładania tematów na forum, zawsze możemy zweryfikować i doradzić.

Złota rada na sam koniec: Nie zanudzać kobiet!

Pozdrawiam!

Dobrodziej

Dziś Dzień kobiet, kolejna "wyjątkowa data" w kalendarzu każdego szanującego się mężczyzny. Staropolskim ludowym obyczajem dziś powinniśmy, drodzy panowie, wręczać kobietom naręcza tulipanów, bukiety goździków i pudła pończoch, rajstop czy innych czekoladek. Nosić nasze damy na rękach i prawić setki komplementów, ale czy aby na pewno? Czy to przypadkiem nie jest komercja? Albo co gorsza "Pieskowanie". Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć poniższym, okolicznościowym wpisem.

Cześć dzieciaczki!

 

Z racji tego, że mało ostatnio tak zwanych raportów polowych, postanowiłem zamieścić krótki opis moich trzech przygód z kobietami. Czemu tylko trzy? Jestem leniwym człowiekiem... Tak na poważnie to nie lubię DG jako częstej formy podrywu, czasem co prawda jakaś akcja wyjdzie sama, ale zdecydowanie unikam wychodzenia w przestrzeń publiczną tylko i wyłącznie w celu poderwania dziewczyny której jeszcze nie widziałem na oczy. Nie mam też skrzydłowego, nie lubię skrzydłowych, peszę się przy nich. Jest tylko jeden kumpel z którym jestem w stanie skutecznie coś zdziałać w terenie, ale że nie ma on tu konta tyle o nim. Podejrzewam, że co najmniej dwie z niżej opisanych akcji zostaną też uznane za wyssane z palca, nie mam na to wpływu, nie możecie też tego zweryfikować. Macie tylko moje słowo. Wiem też, że swego czasu krytykowałem tego typu wpisy, cóż pora posypać głowę popiołem.  Zapraszam do lektury.

 

 

Miejsce: Biblioteka

Wraz z koleżanką udałem się do biblioteki w celu... poszukania informacji na jej prezentację. Prawda jest taka, że ruszyłem tam z nią bez większego zaangażowania. Ot tak, dla zabicia czasu, bo mieliśmy akurat okienko a pogoda zachęcała do spacerów, jak to wiosną. Już po odbębnieniu tej nudniejszej części, czyli szukania informacji, ruszyliśmy odłożyć literaturę fachową na regał z którego ją zabraliśmy. I tu pojawił się problem. Koleżanka zapomniała skąd brała książki, ja też uwagi do tego nie przykładałem.  Idąc tak w labiryncie półek zauważyłem dziewczynę, którą widziałem też gdy znajoma szukała książki. Znajoma szepcze mi że nie wie gdzie to było, a ja olśniony widokiem czytelniczki rzekę teatralnym szeptem: to musi być tu, bo kojarzę tą śliczną dziewczynę. Za to zdanie zostałem wynagrodzony bardzo uroczym uśmiechem ciemnookiej brunetki, który oczywiście odwzajemniłem i tu ta historia niestety się kończy.

 

Miejsce: Sklep spożywczy

Zmierzając z kolejnym piwem do kasy, zauważyłem sympatycznie wyglądającą rudą dziewczynę z lodem w ręku. Zapytałem grzecznie czy potrzyma mi chwilę piwo gdyż musiałem zawiązać but, zgodziła się. Gdy wstając zobaczyłem kolejno: loda, prawą pierś, lewą pierś i browar nie wytrzymałem i wypaliłem porozumiewawczo "Fantastyczna czwórka", w odpowiedzi otrzymałem spontaniczny wybuch śmiechu owej dziewczyny, potem uśmiech i krótką, miłą rozmowę. Nie żebym był tak kreatywny na tą chwilę. Tekst zaczerpnąłem z jakiegoś obrazka w Internecie, ale jakimś cudem udało mi się go wypowiedzieć w odpowiedniej sytuacji. Chociaż obawiałem się że zarwę liścia w twarz, być może uratowało mnie to że miała zajęte ręce...

 

Miejsce: Ulica

Na początku muszę zaznaczyć, że sytuacja miała miejsce w Juwenalia podczas pochodu studentów i studentek. Jak każdy wie imprezy tego typu mają swój specyficzny klimat. Tamtego dnia postanowiłem świętować jak na studenta przystało, w stanie nieważkości. Co za tym idzie do głowy wpadały mi coraz to głupsze pomysły: tańczenie na ulicy, picie piwa z leja, zagadywanie do nieznajomych dziewcząt, całowanie tychże dziewcząt... Jednym słowem: rozpusta. W pewnym momencie wraz z moim kumplem postanowiliśmy się udać w czeluście innych wydziałów, w myśl zasady że po drugiej stronie płotu trawa jest bardziej zielona. Beztroski marsz trwał do chwili gdy drogę zagrodziła mi zjawiskowa blondynka w kusym stroju policjantki. Taki klimat! Oznajmiła, że wyłamując się ze swojego wydziału stwarzamy zagrożenie dla ruchu drogowego i porządku publicznego, w związku z tym musi mnie zrewidować... Napiszę tylko, że była dość skrupulatna w poszukiwaniu "gnata". Skończyło się na soczystym pocałunku i zezwoleniu na dalsze uczestnictwo w paradzie. Jak dotąd najlepsza moja akcja z ulicy, ale trzeba brać poprawkę na ówczesny stan umysłu oraz panującą atmosferę festiwalu. Gdyby ktoś obcy mi to opowiedział, nie uwierzyłbym łgarzowi w ani jedno słowo!

 

 

Opisy anegdot nie są ułożone chronologicznie, lecz wedle stopnia epickości zajść w moim odczuciu. Nie wykluczam, że jeżeli uzbiera się kolejne 3 warte opisania, albo po prostu coś sobie przypomnę i będę w stanie ubrać to w taką formę powstaną kolejne wpisy w tym klimacie, jednak nie wyczekiwałbym ich z niecierpliwością, ponieważ mimo wszystko nie często zdarzają mi się takie sytuacje.

 

Pozdrawiam Dobrodziej z Północy.

 

(tekst mojego autorstwa, pierwotnie ukazał się na podrywaj.org)

Siedzę w knajpce czekając na panini nr 5 (kurczak, pomidor, sałata, sos gyros). Dochodzi godzina dwunasta, a ja niedługo zjem śniadanie. Wczoraj trochę wypiłem i zastanawiam się co boli bardziej wątroba, czy może głowa. Wstałem w przed dziesiątą, nie miałem nawet ochoty się ogolić, tak na prawdę nie miałem na to ochoty od kilku tygodni... Obrazu nędzy i rozpaczy dopełnia styrana bluza z kapturem i podkrążone oczy. Właścicielka lokalu patrzy na mnie badawczo "Dobrodzieju gdzie balowałeś tym razem?". Po krótkiej wymianie uprzejmości biorę pierwszy łyk kawy...

Cześć Dzieciaczki!

 

Nieudane randki. Każdy, kto chodzi na randki trafił kiedyś na taką, która jeży włos na głowie. Nie jestem tu wyjątkiem, byłem na wielu spotkaniach, o których chciałem jak najszybciej zapomnieć, jedne powodowały koszmary, po których budziłem się z krzykiem, inne były tak nudne, że praktycznie ich nie pamiętam. Lecz specjalnie dla was postaram się przypomnieć sobie motywy, które przesądziły o niepowodzeniu tych znajomości. Lecimy:

 

Dziewczyna nie zjawiła się.

Raz miałem sytuację, że umówiłem się z dziewczyną a ona najzwyczajniej w świecie nie przyszła. Cieszą się niech panowie, którzy dostają wyjaśniającego smsa o treści: „sorry skarbie coś mi wypadło…”. Ja nie dostałem i czekałem na delikwentkę dobre pół godziny zanim się poddałem. Nie ma chyba lepszego sposobu żeby spłukać kogoś w kiblu jak takim właśnie zachowaniem. Moja męska duma bardzo na tym incydencie ucierpiała. Niemniej Ja żadnej kobiety nie wystawiłem, chociaż nie raz nie dziesięć miałem ochotę uciec.

 

Umówiłem się przez Internet i…

Kobieta okazała się: brzydka, nawiedzona, gruba, niezadbana, spocona, straszna, nudna. Niepotrzebne skreślić, ewentualnie dopisać więcej epitetów. Internet to miejsce gdzie szerzą się najstraszniejsze potwory we wszechświecie. Nie ma tu, co zwalać winy tylko na kobiety. Mężczyźni też często koloryzują. Często nawet bardziej od dziewczyn. Poza tym, dałem złapać się w pułapkę łatwych randek w zasięgu ręki to mam za swoje. W życiu trzeba wszystkiego spróbować. Moja partnerka okazała się po prostu z 20 kilo starsza niż na zdjęciu, które zamieściła, cóż. Przyszedłem to zostanę. Okazała się dość sympatyczną osobą, więc spędziliśmy na rozmowie z dwie godziny, po czym w pokojowej atmosferze rozstaliśmy się. Drugiego spotkania nie było, czułem się oszukany. Koloryzowanie rzeczywistości zawsze wyjdzie na jaw i pozostanie niesmak.

 

Opowiadała o swoim ex.

Dziewczę rozstało się niedawno ze swoim wymarzonym lub beznadziejnym misiem. Postanawia, więc zabić klin klinem i udaje się na randkę. Ale na miłość boską nie musi trajkotać o nim przez pół spotkania. Rekordzistka gadała o swoich byłych chłopakach przez 70% czasu. To było straszne, z nudów musiałem iść się odlać. Jeżeli idzie się na randkę to nie traktuje się tego, jako terapii. No, ale lata temu dokładnie jakieś trzy, nie byłem wcale lepszy. Rzuciła mnie wtedy moja przecudowna była dziewczyna pierwsza, z którą zamieszkałem. Wtedy też miałem fazę depresyjną i każdemu gadałem o niej, nawet na randkach (jakieś biczowanko w ramach pokuty?). Na szczęście mi przeszło. Przepraszam z tego miejsca wszystkie dziewczyny, które zanudzałem tym tematem. To była dla was męka.

 

Przyszła z koleżanką.

Zauważyłem, że nie wszyscy dwudziestokilkulatkowie są dojrzali. Otóż umówiłem się z taką jedną a o na po pół godzinie oznajmiła mi, że za chwile wpadnie taka jej koleżanka (przyzwoitka). Pół biedy jak chodziłoby o to, że po prostu jestem nie tym, na kogo liczyła i chce się kulturalnie zmyć. Niczym w amerykańskim filmie. Dopuszczam opcje, gdy dziewczyna przychodzi ze znajomą i ma ją pod ręką przez jakiś czas żeby uciec w razie awarii. Niestety, ona uznała to za całkiem naturalny element randki i resztę czasu spędziliśmy w trójkącie (nie, nie erotycznym! Taki bym jeszcze zniósł). Następnie dobijała się do mnie z pełnym wyrzutu pytaniem, czemu nie odzywam się po randce. Skwitowałem to tak: To była randka? Ja kumpla na randkę nie przyprowadzam…

 

Dziewczyna była po prostu nudna.

Jest grupa kobiet, i mężczyzn zresztą też, które uważają, że wystarczy, że będą leżeć i ładnie pachnieć. Otóż nie! Przychodzisz na spotkanie to daj, że coś od siebie. Wykaż się, zainteresuj mnie. Jeżeli tego nie potrafisz trudno…

 

Bonus!

Randki gdzie jedna ze stron nie wie, że jest na randce. Poezja. Byłem na takim spotkaniu w obu wariantach. I ta myśl... "O co chodzi tej drugiej osobie". Nieporozumienia są bezcenne.

 

Teraz czytam cały ten tekst i straszny wał ze mnie wyszedł… Promienieje stąd złe feng szui. To smutne, bo na każde z tych spotkań byłem nastawiony pozytywnie. Niestety wola Allacha.

 

No niestety tak było. Zaraz wyskoczy jakaś puła z tekstem, że to były ST czy inne coś tam i że trzeba to odbijać. Możliwe, ale jakbym chciał poodbijać poszedłbym na ping ponga a nie randkę. Na randkę idę żeby dobrze się bawić. Ciekawe czy zawarłem tu wszystkie możliwe złe scenariusze czy czeka mnie w życiu jeszcze jakaś przygoda. Zapewne, człowiek uczy się całe życie. Większość randek w moim wydaniu to te nieudane. Niemniej warto chodzić, bo jeszcze któraś wyjdzie. Czasem wychodzą.

 

Pozdrawiam

Dobrodziej z Północy

(tekst mojego autorstwa, pierwotnie ukazał się na podrywaj.org)

 

 

 

 

 

Cześć dzieciaczki!

 

Dziś będzie o trochę o wywieraniu wpływu i warunkowaniu. Poszperałem w źródłach, pomyślałem, potrenowałem i postanowiłem rozpisać to dla potomnych. Możliwe, że miejscami będę się powtarzał. Zwłaszcza, że tekst jest dość stary, a ja aktualizuję go na potrzeby nowego forum. Śmieszna sprawa, bo moja dziewczyna wykorzystuje podobne rzeczy jako psycholog w pracy z dziećmi i działa.

 

Każdy czasem chciałby nakłonić inną osobę do zmiany pewnych jej nawyków. Wszystko jest do zrobienia. Wymaga jednak od nas trochę cierpliwości. Trzeba poświęcić wiele czasu i energii, żeby pożądany efekt otrzymać. Należy mieć jednak w głowie jasną wizję celu, do którego dążymy, wiedzieć czego oczekujemy, tak po prostu będzie nam łatwiej zachować konsekwencję w działaniu. Warto zapamiętać, że najbardziej skuteczną karą jest ignorowanie niepożądanego zachowania. Jakakolwiek reakcja powoduje "wzmocnienie" czyli potwierdzenie, że dane zachowanie działa i przynosi jakiś efekt. Przykład płaczu dziecka czy też focha. Jeśli chodzi o nagradzanie, to na samym początku dobrze jest zawiesić poprzeczkę nisko i w miarę postępów podnosić ją coraz wyżej. Nie należy jednak przestać nagradzać, gdyż może to spowodować zanik motywacji u osoby nagradzanej. Ważne jest też aby nagradzać nawet wtedy gdy "zadanie" jest wykonane nie do końca w sposób w jaki sobie tego życzyliśmy, ale nadal poprawnie. Każdy postęp należy nagrodzić. Każdy brak postępu "ukarać", czyli zignorować, żeby przypadkiem go nie zakotwiczyć.

 

Pora na przykład.

Zadanie: Chcemy sprawić aby nasza kobieta była mniej zazdrosna.

Zaczynamy od znalezienia punktu w którym możemy się zaczepić. Punktem takim może być sytuacja, w której rozmawiamy z atrakcyjną kobietą w obecności swojej, a ta nie wykazuje negatywnych zachowań, grymasów itp. Wtedy zostawiamy kobietę z którą rozmawialiśmy, podchodzimy do naszej i dajemy jej odczuć że jest dla nas najważniejsza, gestem lub słowem. W jej głowie rodzi się myśl, że mimo tego iż mogliśmy sobie flirtować, woleliśmy wrócić do niej. Gdy jednak okaże zazdrość  należy zignorować ten fakt i zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Dlaczego tak? Bo wtedy przekaz jest jasny: nie ulegliśmy, nie lecimy do naszej pani bo jest zazdrosna i jej gniew nas przy niej trzyma. Nie kotwiczymy zachowania negatywnego, traci ono użyteczność, finalnie wygasa. A co jeżeli nasza kobieta już nie reaguje histerycznie na każdą napotkaną przez nas laskę? Wtedy możemy sobie odpuścić? Nie. Nadal okazujemy jej zainteresowanie, należy o tym pamiętać. Możemy sami się do niej uśmiechnąć, ona zapewne odpowie tym samym. W pewnym momencie osiągamy stan, w którym nasza kobieta wie, że jeśli rozmawiamy z inną to w niedługim czasie nasza kobieta zostanie za to nagrodzona. Może to trwać kilka tygodni lub nawet miesięcy.Co osiągamy? Znika problem z przesadną zazdrością ze strony kobiety. My możemy natomiast okazać jej nasze zainteresowanie, przez co czuje się ona pewniej i atrakcyjniej.

 

Mam nadzieję, że takie rozpisanie sprawy chociaż paru osobom pomoże coś zmienić. Metodę tą można przenosić na różne sfery życia: Uwodzenie, związki, pracę, seks... Pozostawiam to waszej kreatywności.

 

Pozdrawiam

Dobrodziej z Północy

(Tekst mojego autorstwa napisany pod pseudonimem Vimes, pierwotnie ukazał się na podrywaj.org, obecnie został zaktualizowany)

 

 

Cześć Dzieciaczki!

Tym razem postaram się wyłożyć problem i coś na niego zaradzić. Problem ten odpowiada za lwią część nieudanych na starcie akcji i wiele spieprzonych relacji.
Tradycyjnie proszę o zgłaszanie mi w wiadomościach błędów ortograficznych, interpunkcyjnych i stylistycznych. Zostaną one poprawione.

Cześć Dzieciaczki!

 

Dziś skupimy się na "regułach Cialdiniego". Cialdini - profesor psychologii z Arizona State University, opracował swego czasu 6 zmyślnych zasad, szumne słowo opracował, po prostu sklasyfikował zjawiska już istniejące w przyrodzie... Zasady te dotyczą wywierania wpływu na innych. Już widzę jak wam się oczy cieszą na samą myśl o możliwościach jakie one dają. Prawda jest taka, że każdy człowiek świadomie bądź nie podlega tym regułom i korzysta z nich. W tym miejscu chciałem podziękować dla użytkownika o nicku Arcanum, który to zwrócił moją uwagę  na to, że sam stosuję jedną z tych zasad. Ja o tym wtedy nie wiedziałem. Poczytałem trochę i... faktycznie! Reguła lubienia pasuje jak znalazł.

Nowe w zaawansowanych

Panel Użytkownika

Ankieta

Szybkość działania witryny oceniam na:
JSN Epic template designed by JoomlaShine.com