David Durden

David Durden

„Chłopak 27 lat ,raczej brzydki, chudy,zawsze wesoły i uśmiechnięty,z reguły cichy i spokojny szuka towarzyszki do wspólnych spacerów ,wyjść do kina czy klubu,spotkań przy kawie lub po prostu do pogadania”„Chłopak 27 lat ,raczej brzydki, chudy,zawsze wesoły i uśmiechnięty,z reguły cichy i spokojny szuka towarzyszki do wspólnych spacerów ,wyjść do kina czy klubu,spotkań przy kawie lub po prostu do pogadania”

Ciekaw jestem ilu ludzi czerpie swoją wartość z wewnątrz siebie, a ilu z zewnątrz. Czerpanie wartości z wewnątrz, to wpojona zasada w głowie – jestem super niezależnie od zdania innych. Jestem super niezależnie od tego czy kogoś mam, czy nie mam. Czerpanie wartości z zewnątrz to ciągłe patrzenie w lustra i szukanie akceptacji innych ludzi.

Nawet gdybym chciał poświęcać całą uwagę kobietom, czy ogólnie ludziom, którzy są w moim życiu, jest to niemożliwe. Stos pasji i zainteresowań napierdala do mnie drzwiami i oknami zaraz po tym jak się żegnamy. Plan na dzień dzisiejszy jest następujący:

– wstaję rano, jem śniadanie
– zabieram plecak i jadę na boisko
– po około dwóch godzinach wracam do domu
– odpisuję na maile
– przychodzi do mnie kumpel, odpalimy mikrofon i będziemy próbować coś nagrywać
– na koniec dnia jeszcze czeka mnie siłownia

I gdzieś jeszcze między tym wszystkim piszę ten tekst.

Staram się czerpać wartość z wewnątrz siebie, a nie z zewnątrz. Ktoś mnie lubi – spoko, ktoś mnie nie lubi – też spoko. Ktoś chce się ze mną widywać – fajnie, ktoś nie chce – też fajnie. Nie uzależniam swojego szczęścia od innych ludzi.

Istnieje wiele związków, w których partnerzy zatracają samych siebie. Związek ich wciąga, a potem robi z nich kompletną siekę i wypluwa na zewnątrz. Takie sytuacje biorą się właśnie z braku poczucia własnej wartości. Ciężko z kimś takim stworzyć zdrową relację. W tych kwestiach jestem egoistą. Liczy się moje dobro i moja wartość. Jeśli ktoś przyjdzie z siekierą mi ją zajebać, to wyciągnę spluwę i strzelę mu w między oczy, zanim się na mnie zamachnie.

Kto buduje swoje poczucie własnej wartości na związku, wchodzi na niepewny grunt, zaczyna być jak narkoman. Gdy zostaje na chwilę sam bez partnera / partnerki – zaczyna mu brakować tego narkotyku. Zaczyna się rozjebywanie relacji na kawałki. Trzeba być niezależnym. To czy Anka, Monika, Julia lub Krystyna będzie dalej z wami przemierzała zakamarki tego świata i czy będzie dogłębnie dała się wam poznawać od wszystkich stron w świetle księżyca – nie powinno mieć na was żadnego większego wpływu.

Chcecie brać udział w tym zajebistym filmie który tworzę? Zapraszam, ale na wasze miejsca czeka wielu aktorów, więc nikt was tu na siłę trzymał nie będzie. Tak jest z filmami, które celują w Oskary. Mój jest jednym z nich.

Szczęście to ja czuję jak stoję przy mikrofonie z gitarą. Szczęście to ja czuję jak idę z piłką na boisko, albo jak wygrywam kolejny złoty medal. A czy ktoś jest czy nie? Chuj w to kładę. Nie jest to ode mnie zależne.

Wiele kobiet przewinęło się przez moje życie i najczęściej odrzucało mnie całkowite osaczanie od samego początku. Z iloma byłeś, ile miałeś związków, a z kim piszesz, a to, czy tamto. A co to ma za znaczenie? Ja ci kobieto nie dam szczęścia i ty mi też szczęścia nie dasz. Albo wjebiesz się na tę karuzelę szczęścia sama i sama zaczniesz się na niej kręcić, albo nikt ci tego nie da.

Oczywiście niektórych chciałbym mieć w swoim życiu i nie widzę nic złego w tym, by oni o tym wiedzieli. Jednak nic na siłę, trzeba mieć do tego zdrowy dystans.

Mogę kogoś ciągnąć w górę, ale ten ktoś musi próbować wskoczyć na wyższy „level”, bo nie da się nikogo wciągać na klif, jeśli tylko trzyma się twojej ręki i bezczynnie wisi.

Wtedy to ma sens. Gdy spotyka się dwoje ludzi, którzy czerpią szczęście z wewnątrz siebie, a nie nerwowo napierdalają oczami po horyzoncie, czy jest jakiś delikwent z którym można stworzyć BIG LOVE. To mi się właśnie podoba. Zawsze jestem gotowy na zabranie gwarantowanych 40 tysięcy i spierdolenie z miejsca zbrodni, bo droga do miliona może nie być warta tego wszystkiego.

Tak samo nie czuję potrzeby udowadniania komuś tego jaki jestem. Ja wiem, że jestem wystarczająco dobry. Wielu ludzi, którzy spędzają ze mną wiele czasu i tak nie ma pojęcia o przynajmniej połowie rzeczy, które robię na co dzień. To są moje klocki lego, chcę je zachować dla siebie. Nie chcę z kimś grać w Tetrisa na poziomie „legendarnym” przez cały czas i mierzyć się na kutasy czy cokolwiek innego. Nie potrzebuję tego i nie chcę. Mam uczulenie na ludzi, którzy próbują to robić, nawet jeśli bardzo ich lubię.

Jak czujesz się zajebisty bez względu na to co się dzieje – wtedy jesteś panem swojego losu. Jeśli tę zajebistość uzależniasz od kogoś innego, wtedy ktoś inny steruje twoim Titaniciem.

Wtedy jak coś się mocno spierdoliło stoisz chwilę i myślisz: „a jebać to, wracam do swoich zabawek”.

Jedyne co mogę dać drugiej osobie, to zajebiste chwile i wspomnienia, mogę ją porwać z tego czarno białego świata w kolorowe miejsca, jednak to wciąż nie ja będę odpowiedzialny za szczęście tej osoby.

Tego wam życzę panie i panowie.

Jeśli chodzi o najt gejmy jestem kompletnym amatorem. Nie przepadam za imprezami, trzeba mnie na nie długo wyciągać. Ale jak już pójdę, to jestem ostatnią osobą na parkiecie i za każdym razem nie chcę wracać do domu. Więc może jest we mnie jakiś ukryty imprezowicz kto wie. 

Chyba każdy chciałby zarabiać więcej pieniędzy, a już na pewno każdy, kto czyta ten tekst. Jeszcze lepiej, gdyby istniała magiczna pigułka, która rozwiązałaby problem. Niestety magicznej pigułki, póki co nie ma, za to pieniądze jak najbardziej istnieją. Warto więc skupić się na monetach, niż przetrzepywać internet w poszukiwaniu poradników pt. "zostań milionerem w dwa tygodnie!".

Do pewnego czasu jesteś jak Ragnar Lothbrok. Chcesz płynąć w nieznane. Jesteś żądny przygód. Lista twoich marzeń nie ma końca. Jesteś szalony. Jesteś wariatem. A potem zasypiasz na swojej łodzi i stwierdzasz, że w sumie to po co gdzieś płynąć? Przecież tu jest fajnie i bezpiecznie! Dlaczego nic się nie zmienia w twoim życiu? No więc.

Pewnego mroźnego styczniowego wieczora w Aberdeen, pewien starszy facet, wszedł do parku z łopatą, wbił ją w ziemię i zaczął kopać. Ludzie byli nieco zdziwieni, przechodzili obok, niektórzy obracali głowy, siedząc na ławkach. Bill kopał i kopał. Minęła godzina, gdy schylił się i wyciągnął z ziemi złotą sztabkę, przetarł ją szmatką, uniósł w górę i z dumą oznajmił „tu jest złoto!”. W parku zrobiło się pusto. Bill został sam. Nie na długo. Po kilku minutach do parku biegł tłum ludzi. Nie wszyscy mieli łopaty, niektórzy biegli z różnymi przyrządami podobnymi do łopat, mieli szufelki, a nawet szpatułki do tortu. Inny nieco młodszy mężczyzna – John, usłyszał o tej sytuacji, gdy był w swoim domu. Wszedł do piwnicy i spojrzał na łopatę. Chciał ją zabrać i spędzić noc w parku, w końcu całe miasto trąbiło o tym, że jest tam złoto i można zostać bogaczem w kilka sekund. John zabrał łopatę, jednak zamiast pójść do parku, poszedł do swojego pokoju i położył ją obok łóżka. Położył się i rozmyślał. Nazajutrz tuż przy parku gdzie panował istny chaos, John otworzył mini sklep z łopatami. Sprzedał wszystkie jednego dnia i zaczął otwierać filie w innych miastach.

Po jakimś czasie okazało się, że sztabki złota znalazł jedynie Bill oraz dwóch facetów, którzy zaczęli kopać zaraz po nim. Reszta przekopała cały park i zmarnowała swój czas. John również został bogaczem, sprzedał tyle łopat, że wartość jego majątku była równa tym, którzy znaleźli sztabki.

Morał z tej historii – gdy zaczyna się gorączka złota, idź sprzedawać łopaty. Być może ktoś się wzbogacił w kilka sekund, jednak był to odkrywca, osoba, która pierwsza dotarła do mety. Bill znalazł żyłę złota i skorzystał z okazji. Jednak Bill był tam pierwszy, był pomysłodawcą i zabrał to, co do niego należało. Gdy inni zauważyli, co robi Bill, zaczęli robić to samo, jednak zapasy złota były minimalne i ostatecznie praktycznie nikt, kto zaczął kopać za Billem, nie wzbogacił się.

NA IDIOTACH ZARABIA SIĘ NAJWIĘCEJ

Gdy ktoś wpada na genialny pomysł i jest pierwszy, to faktycznie może osiągnąć bogactwo. Wszyscy ci, którzy po nim papugują, mają coraz mniejsze szanse na sukces. Ktoś dawno temu wpadł na pomysł, by otworzyć Allegro. Nagle zaczęło powstawać multum podobnych serwisów, jednak praktycznie żaden się nie wybił. To trochę tak jak z ćmami, które lecą do światła. Bill otwiera ogromne drzwi, które oślepiają go jasnym blaskiem złota i po chwili za Billem widzimy już tysiące innych ludzi, którzy chcą skorzystać z okazji. Jednak wtedy pojawia się ktoś, kto wykorzystuje gorączkę, to John, który zaczyna sprzedawać okulary przeciwsłoneczne, tuż przy drzwiach, które otworzył Bill.

To prawo działa nie tylko na płaszczyźnie finansowej. Jest praktycznie unikalne. Za każdym razem, gdy ludzie panikują, lepiej jest wziąć głęboki oddech i zachować spokój, nawet gdybyśmy mieli być jedyną osobą w grupie, która ten spokój zachowa.

Pewna mądra osoba, powiedziała kiedyś bardzo mądrą rzecz: „Orły latają samotnie, barany chodzą stadami”. Gdybyśmy mieli przyjrzeć się jeszcze bliżej powyższej historii, doszlibyśmy do wniosku, że Bill, również był takim orłem. W jakiś sposób dowiedział się, gdzie ma szukać złota, wyposażył się w odpowiedni sprzęt i zaczął kopać. Wziął co swoje i odszedł, zostawiając za swoimi plecami stado baranów, które przepychało się po całym parku, marnując tylko cenny czas.

NIGDY NIE WARTO IŚĆ ZA TŁUMEM

Idąc za tłumem, będziesz szedł jedynie wydeptanymi ścieżkami i nie dojdziesz dalej niż tłum. Idąc samotnie, dotrzesz tam, gdzie nikt nigdy jeszcze nie dotarł. Gdy wszyscy twoi znajomi szukają na siłę drugiej połówki i wchodzą w związki, usiądź przy oknie, nalej sobie trochę Jacka z Coca-Colą i popatrz jak gonią ci ludzie za oknem, a to po nową wyprzedaż w H&M, a to po darmowe choinki w mieście oddalonym o 20 kilometrów od miasta, w którym mieszkasz. Nie bądź jak oni, bo będziesz poruszał się z tłumem. Płyń pod prąd. Zamiast szukania na siłę kogoś do związku, żeby nie odstawać, spakuj swoje rzeczy, pojedź na Ibizę i poznaj jak najwięcej przepięknych kobiet z całego globu.

To samo tyczy się dalszych etapów. Najgorsze małżeństwa, to te zawarte z powodu presji otoczenia, najczęściej rodziny i przyjaciół, a więc jakieś 60% z nich. Gdy zapytasz niektórych ludzi, którzy żałują, że się pobrali, często pada stwierdzenie „nie chcieliśmy tego, ale rodzina nalegała, wszyscy znajomi byli już dawno po ślubach i jakoś tak wyszło”. Finalne równanie naszego życia, to wynik wszystkich naszych dotychczasowych wyborów. Małpując wszystko po innych i nie mając własnego zdania, otrzymamy taki sam wynik… jak inni ludzie.

Na olimpiadzie w 1968 roku, pewien olimpijczyk, wykonał swój skok plecami do poprzeczki – zupełnie odwrotnie niż dotychczas zwykło się to robić. Pobił wtedy rekord wysokości i zapisał się trwale w historii tej dyscypliny.

Nie bądź tym, który biegnie w wyścigu po karpia w Lidlu każdego Grudnia, kilka dni przed świętami. Bądź tym, który na drodze do sklepu, zacznie handlować karpiami.

Gdy nagle wszyscy twoi znajomi, którzy jeszcze przed chwilą szukali uparcie drugiej połówki, chcą robić dzieci z okazji „500 +”, zacznij sprzedawać testy ciążowe.

Jeśli wszyscy w twoim otoczeniu pracują na etacie i chcą ci wmówić, że nie można inaczej zarabiać pieniędzy, jak ciężką i fizyczną pracą 10 godzin dziennie, zacznij zarabiać pieniądze przez internet i zarabiaj nawet wtedy, kiedy śpisz.

A gdy będziesz miał jeszcze kiedyś problem z tym, co najlepiej w danej chwili zrobić, odtwórz w swojej głowie, następującą sentencję: „Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie”. I zapoznaj się z wiedzą z mini książki, o tym samym tytule.


Jako, że nie idziemy tutaj wyłącznie w stronę relacji damsko-męskich, tekst z nieco innej beczki, który napisałem na swojego bloga w styczniu. 

Istnieje teoria, która głosi, że ludzie sukcesu to tylko mały odsetek, marne 5%, które spełnia marzenia, zarabia więcej, niż potrzebuje, ma więcej kobiet w miesiąc, niż niektórzy mają przez całe życie, 5%, który idzie z maczetą przez dżunglę i poluje na dzikie zwierzęta, 5%, który mówi „all in” gdy inni mówią „pas”. Pozostałe 95%, to ludzie, którzy siedzą w pięknym, lśniącym czerwonym Lamborghini i są sparaliżowani, tak bardzo sparaliżowani, że nie mają jaj, żeby usiąść po stronie kierowcy i złapać za ster. Zamiast tego oddają kierownicę komuś innemu, a potem przez całe życie oglądają sukcesy tego kogoś z wielkim gulem w gardle. Po której stronie siedzisz?

Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, to wystarczy, że zaczniesz baczniej obserwować swoje otoczenie. Facetów, którzy mają jaja, żeby zagadać do dziewczyny na ulicy, jest jak na lekarstwo, a prawie są na wymarciu. Jeśli twierdzisz inaczej, to spróbuj iść do galerii handlowej, albo na zatłoczoną ulicę swojego miasta i spróbuj złapać kogoś „na gorącym uczynku” – powodzenia. Jeśli nadal masz wątpliwości, to idź do klubu, w którym lubisz przebywać i zaobserwuj cyrk, który się tam odbywa. Zaobserwuj najebanych gości, którzy mieli napić się tylko „na odwagę”, ale trochę się zapomnieli. Obserwuj tańce godowe na parkiecie i to jak wielu mężczyzn podpiera ściany albo gibie się jak rezusy w swoim kółeczku wzajemnej adoracji. Pogadaj ze swoimi znajomymi, którzy uznają, że oglądanie pornoli to zajebista sprawa i ręka to ich najlepsza dziewczyna, jaką mieli, a proponowanie dziewczynom z Tindera seksu za pieniądze to ich „deal” życia. Spróbuj dostrzec samców alfa w tej dżungli i nie chodzi mi tu o sterydziarzy którzy wyglądają jak Mariusz Pudzianowski kilka lat temu, są na amfie i mają zasób słownictwa, który kończy i zaczyna się na „kurwa”. To debile, a nie samce alfa.

Jeśli dobrze się rozejrzysz, zobaczysz tabuny zwątpienia i hektolitry pizdowatości, a nie mężczyzn z maczetami, którzy idą upolować zwierzynę i rozpalić ogień. Brawura, odwaga, ryzyko – to cechy, które mocno zanikają. W mojej opinii główną cechą samca alfa jest to, że nie boi się sięgać po to, czego chce, jeśli czegoś chce, to po to idzie i to bierze, nie ogląda się przy tym na innych, którzy całe swoje życie, żyją w strachu i zwątpieniu.

Pisałem ostatnio o tym, że jeśli przeinwestowałeś w swój wygląd zewnętrzny i wyglądasz jak Brad Pitt, ale zapomniałeś o swojej głowie – to jesteś w dupie. Wyobraź sobie robota, który wygląda fantastycznie, jest zbudowany ze złota i diamentów. Wszyscy z niepokojem czekają na to, aż wyruszy podbijać świat. Czekają jednak i czekają, a robot wciąż stoi w garażu. Jego stwórca zadbał o walory estetyczne i faktycznie, jest świetny, ale zapomniał go odpowiednio zaprogramować. Nie wgrał mu żadnej mentalności zwycięzcy, dlatego robot nigdy z garażu nie wyruszy. Brakuje mu wiary w siebie, żeby wyjść na zewnątrz i doznać swoich pierwszych porażek oraz sukcesów.

Dokładnie tak samo wygląda to w naszym społeczeństwie. Większość, którą mijamy na ulicy, nie ma w swojej głowie zaprogramowanego poczucia własnej wartości i wiary w siebie. To roboty, które może i są zrobione z diamentów, ale chodzą z opuszczonymi głowami, śledząc wzrokiem płytki na chodniku.

Jeden z drugim zastanawia się, czy to wypada, żeby tak się zachować? Czy to wypada, żeby zrobić po swojemu i mieć wylane na akceptację grupy i otoczenia? Czy kupuję swojej kobiecie wystarczająco dużo róż i tulipanów? Czy jestem wystarczająco dobry, żeby do niej podejść?

Pojawiają się pytania, na które odpowiedź znają tylko ci, którzy je zadają. Jeśli na pytanie „, czy jestem wystarczająco dobry, żeby do niej podejść” odpowiem sobie, że „chyba nie” (chyba – polecam wyeliminować to słowo ze swojego słownika), to dokładnie tak jest. Jeśli w siebie wierzę, to jestem jak walec, niszczę na swojej drodze wszystko, każda porażka staje się nic nieznaczącym punktem na osi czasu mojego życia. Wiara w siebie jest jak zapałka, która podpala lont, uruchamia lawinę zwaną twoim życiem i sprawia, że w twoich żyłach zaczyna płynąć adrenalina. Do twojego mózgu zaczynają docierać bodźce, dokładnie tak, jakby przywrócono ci przed momentem funkcje życiowe.

Warto wspomnieć też o tekście o fałszywej pewności siebie, który też ma tu duże znaczenie. Jeśli nie jesteś w 5% gości idących jak przecinak przez ten świat, to prawdopodobnie robisz z siebie klauna, który swój brak jaj stara się zamaskować swoimi głupimi żartami i udawaniem, że jest dobrze, podczas gdy w środku zamiast adrenaliny, w żyłach przelewają mu się fale frustracji.

Boisz się jutra, boisz się egzaminów, boisz się nowej pracy, boisz się odrzucenia, boisz się kurwa życia. Gdybyś był skałą o niezachwianym poczuciu własnej wartości, to nie martwiłbyś się o odrzucenie, bo nie byłoby ono twoim problemem. Zrozumiałbyś, że jakaś tam Andżelika, którą spotkałeś dziś w drodze do pracy, ma taki wpływ na to, czy jesteś zajebisty, jak ja mam wpływ na rząd Stanów Zjednoczonych (oczywiście kiedyś się to zmieni).

Prawdopodobnie nie będzie tak, że przez 365 dni w roku, będziesz taranował wszystko na swojej drodze, bo jesteś „alfa”. Dlatego pamiętaj, że „alfa” też mają swoje gorsze dni, bo są ludźmi. Różnica polega na tym, że niektórzy mają gorsze dni przez cały rok, albo przez 90% całego roku, jeśli odwrócisz te proporcje w drugą stronę, to wiedz, że jesteś na dobrym pasie ruchu i nie zdziw się, jak będziesz poruszał się po nim samotnie, a na przeciwnym pasie będzie korek, w którym stoją ludzie, jadący do „przeciętności”.

Korzyści z bycia samcem alfa są ogromne. Warto być samcem alfa, zawsze warto odbić od brzegu i wyruszyć w podróż pod tytułem „stawanie się gościem, który ma jaja robić to na co ma ochotę”, warto należeć do małego grona ludzi, którzy naprawdę żyją i którzy odnoszą sukcesy. Wiesz dlaczego? Bo jedną z najsmutniejszych rzeczy w życiu jest dotrzeć do jego kresu, obejrzeć się z żalem za siebie i stwierdzić, że mogłeś być kimś lepszym, dokonać więcej i mieć więcej. Zrozumieć na końcu wędrówki, że mogłeś być Terminatorem, a byłeś tylko podróbą Pinokio, który miał długi nos 24/7, bo ciągle oszukiwał samego siebie.

Znalezione obrazy dla zapytania alpha beta difference

W dzisiejszych chorych czasach wszechobecni oświeceni i samozwańczy mentorzy, na każdym kroku chcą uświadomić nam, jak w wielkim zakłamaniu żyjemy, rzucając cyferkami dotyczącymi wagi, wzrostu i zer na koncie w banku.

podstawy.png

lessons icon

Fałszywa pewność siebie. Wystarczy dosłownie chwila, żeby ocenić czy ktoś tylko zgrywa się na fifa uefa pro gościa, czy jest naładowany prawdziwą pewnością siebie i idzie jak przysłowiowy czołg przez choinki w lesie. Każdy z nas zna kogoś takiego, w końcu nie oszukujmy się, każdy z nas chciałby uchodzić za pewnego siebie, tymczasem mężczyzn prawdziwie pewnych siebie jest mało, tak samo mało, jak prawdziwych kobiet.

Ostatnio zdrowie mi nie dopisuje, więc na kobiety czasu wiele nie mam, jestem w ciągłym biegu i na szczęście udaje mi się ze wszystkim zdążyć, zazwyczaj w ostatniej chwili, co przypomina jakiś film akcji. Dziewczyny z którymi ostatnio się spotykałem, mocno mnie rozczarowały, czytaj - zanudziły, chciały mnie na stałe, ale nie miały sobą nic do zaprezentowania oprócz wyglądu, a jedyna gdy zapytałem o jej pasję zmieniła temat, bo nie miała żadnej. Chyba pomyliły mnie z jakimś altruistą. Po prostu to się czuje, że jedna strona stara się ugrać drugą na siłę, jakby to miało uczynić jej życie szczęśliwym i tylko czeka, wyczekuje, żeby już to dopiąć na ostatni guzik i odetchnąć z ulgą. 

Strona 1 z 2

Panel Użytkownika

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com