Jump to content
Sign in to follow this  
  • entries
    2
  • comments
    2
  • views
    371

About this blog

Ahoj! 

Tym razem mam ochotę na pisankę o temacie który mało kto porusza, a który osobiście niemożebnie chętnie poruszę. Mianowicie temat pieruńsko pięknych, obrotnych i ambitnych kobiet.

Entries in this blog

 

Kobiety z górnej półki - czyli jak po nie sięgać

Temat piekielnie aktualny w moim życiu od jakichś dwóch lat, kiedy to znudziłem się do ostatniej nitki kobietami bez polotu, ambicji i samostanowienia do tego stopnia, że postanowiłem przenieść swoje dotychczasowe zainteresowanie na zupełnie nieznany teren. Innymi słowy, zachciało mi się sięgać po najlepsze, najpiękniejsze i co ważniejsze, najbardziej łebskie kobiety jakie tylko mi się spotkać uda.

Pewnego pięknego dnia, po przeczytaniu kilku artykułów i po krótkim rozrachunku swojego życia, stwierdziłem, że należą mi się pierwszorzędne kobiety tego świata i tylko takie chcę mieć.
Dlaczego? 
A dlaczego nie?

Co we mnie takiego musi być, by takie kobiety mieć?
Czy mi potrzebne pieniądze?
Czy mi potrzebna firma i wór hajsu?
A dlaczego ja w ogóle myślę, że jestem nie wystarczający jaki jestem?

No właśnie, i to ostatnie to pytanie klucz w tym oto piknym dzisiejszym blogasku.

Ile razy widzieliście totalne ZERA, dna, po-ostatnie popłuczyny bujające się z kobietami, na widok i słuch których trzeba zbierać żuchwę z podłogi?

Co ten typ-zero w sobie takiego ma, że ta kobieta jest w nim tak zauroczona?
No, ten typ, przede-że-wszystkim, patrzy w lusterko i nie widzi siebie, jako kogoś, kogo nie stać na taką kobietę. Stawiam flachę, że mu to nawet przez myśl nie przejdzie.
Jak mu taka kobieta zacznie jakieś fochy strzelać, to on ostatnią rzeczą jaką zrobi, to się kajać zacznie. Bo?

Bo mu przez myśl nie przeszło - i nie przejdzie, że jest gorszy od niej.


Inna rzecz:

Kobiety... niby wszystkie różne, ale jeszcze takiej nie poznałem, która nie wymagałaby i nie chciałaby uwagi.
Znam wielu kolesi którzy myślą, że w podrywie to trzeba być mówcą milijon i nawijać rzeczy niestworzone do pułci pięknej. 
Otóż więcej idzie zyskać, szybciej relację można stworzyć, kiedy się kobiet słucha.

Dla zobrazowania weźmy sobie najdebilniejszy przykład, jakim jest nasz przełożony. Którego bardziej lubicie? Tego co z wami rozmawia, słucha i pamięta o czym rozmawialiście, czy tego, dla którego monolog jest formą komunikacji?
No właśnie  Tak samo jest z kobietami. No, może teraz trochę uprzedmiotowie kobiety (wybaczcie), ale kobiety LUBIĄ być czyjeś. Kropka. Mogą wam tego nigdy nie powiedzieć, mogą chcieć prędzej wyciąć sobie punkt G i obciąć cycki na płasko, niż się do tego przyznać. Ale tak jest. 
A jeżeli one tak lubią być czyjeś, to oznacza, że lubią, jak się o nie dba. (Stąd porównanie do szefa).
Do tego nie trzeba mieć urody kij wie kogo, z resztą facet nie jest od tego, by był kurwa ładny.
Do dbania o kobietę też nie trzeba mieć szkatułek złota. 
Więc w czym problem?
No z tym, że niektórzy boją się takich kobiet, więc z nimi nie rozmawiają, a jak już, to zesztywnieni po całości i miękcy w galotach

No.

Nie tak.

Dobra, bo się rozpisuję.

Niektórzy chcą też na starcie imponować takim kobietom, pokazywać, co to nie oni. Śledzą ją jak chmara czekając na jej uwagę(!), zamiast powiedzieć, że dawno z nikim tak się nie rozmawiało / miło spędzało czas / wspólnymi siłami rozpalało grilla, jak z nią.
Więcej idzie zyskać, jak się obróci obrazek. Lepiej pokazać, że się takie kobiety lubi (nie mylić z wieszaniem na szyję). Nie macie zielonego pojęcia, jak takie kobiety potrafią być samotne. 
Znam kilka takich kobiet, które aż czekają na szpilach, aż ktoś je wreszcie weźmie. Ale nie bierze, bo gra, kombinuje, JAK SPRAWIĆ BY MNIE WRESZCIE POLUBIŁA!. 

Jeszcze inne, zazdrość. Ten element powinien w ogóle nie istnieć podczas budowania takiej relacji. Ona jest  z wami, lub dopiero jesteście sobą zainteresowani i to nie dzieje się bez powodu.
Czasami, kobiety mnie uwielbiały za coś, czego w ogóle nie byłem świadomy. Na mniejszą zazdrość pomaga dobre troszczenie się o swoją wybrankę, tu nie ma w ogóle miejsca na powiedzonka w stylu "miej wyjebane to będzie ci dane!" .Bo tak, to mówią leszcze z gimnazjum.
Z takimi kobietami można też otwarciej rozmawiać, tu nie należy bać się tematów typu "co planujesz zrobić w życiu?", "czym się lubisz zajmować?", "Ile chciałbyś mieć dzieci w przyszłości?", "Jak według Ciebie wygląda dobry związek?". Słowem, trzeba mieć swoje poglądy. 

Potrzeby, jeszcze raz o nich, kobietom się nie daje tego, co chce im się dać. Trzeba im dać to, czego one potrzebują. To zupełnie dwie różne rzeczy. O tym się czasami rozmawia, a czasami trzeba wyczuć, więc kapka doświadczenia jak najbardziej się przyda. Nie ma co patrzeć na piękno i powodzenie kobiety z myślami "Nooo, ta to na pewno potrzebuję mężczyzny kutego na cztery łapy, wysportowanego i z prężną firmą!!". To są moim zdaniem bujdy. Jeżeli mężczyzna potrafi na siebie zarobić i sobie do przodu iść, jest w porządku.

Tęsknota i niepewność. Te dwie są niejako w gratisie z takimi uroczymi damami . Po pierwsze, są zarobione, więc czas ich posiadania jest ograniczony, po drugie, są bardzo piękne, więc można być pewnym, że cieszą się wciąż zainteresowaniem. Najlepszą obroną przed tą szarą parą, jest natychmiastowe ruszenie się z miejsca i oddanie się jakiemuś zajęciu (nie, nie polerowaniu berła  ). A jak to nie pomaga, to wyobrażenie sobie, że ta kobieta odeszła i trzeba wrócić do rzeczywistości i nadać mu barwy.

No i ostatnie, to spokój. Tu nie ma miejsca na nerwowe ruchy, nie ma czegoś takiego jak już-teraz-zaraz-natychmiast muszę do niej zadzwonić!! . W życiu jest wystarczająco stresowych sytuacji, nie trzeba ich dokładać swoją impulsywnością. W ewentualnych potyczkach słownych z takimi kobietami jest on na wagę złota.

Puenta jest króciutka, wystarczy czasami zmienić perspektywę, by coś, co jest niemożliwe, stało się możliwe.




 

Mendoza

Mendoza

 

Mieć/Chcieć/Być

+++ Jest to wpis z przed około dwóch lat, podpisuję się pod nim także dzisiaj, miłej lektury+++ Niejako od urodzenia, matka natura oczekuje od każdego nowego stworzenia tego, by to dziergnęło mieczyk z ziemi i wywalczyło sobie co zechce. Tak działa ewolucja, i tego nie przeskoczycie.
Ckliwie patrząc się na własną osobę nie posuniecie się nawet o mikrometr. Zacząłem od ostatniego wątasku - niech będzie. Zamiast wciąż czegoś oczekiwać od świata i tupać infantylnie nóżką w przypadku niepowodzeń, zadajcie sobie ten niebywały trud odpowiedzi na te pytanka. CO JA, mam do zaoferowania? CZYM mogę podbudować tych, których mam dookoła siebie? Moim zdaniem to powinno być jedną z definicji dojrzałego emocjonalnie faceta. Zamiast chcieć takiej i siakiej kobiety warto się zastanowić co Wy macie do zaoferowania. I wierzcie mi, pieniądze to naprawdę nie wszystko. Chociażby po ostatnią swoją kobietę wyciągnąłem rękę mieszkając w wynajętym pokoju, jeżdżąc obrdzewiałym autem prawie tak starym jak ja. A to była autentyczna Modelka, jak to się teraz modnie tu pisze, wyższa ode mnie, piękne włosy do pasa, ułożona, nie głupia, logicznie można było z nią rozmawiać i ustalać. Dałem jej to, czego żaden typ z wypchanym portfelem nie potrafił jej zapewnić. Poczucie bezpieczeństwa, pogodę ducha, uwagę, akceptację i mega wspierające podejście. Wracając, bo zaraz niepotrzebnego raporta tu wcisnę. Zamiast jechać autostradą do kresu nocy, rozejrzyjcie się jak poprawić własny stan. Jak można stać się chociażby małą, ale pozytywną zmianą na tym świecie, żeby rozsiać pozytywny wibe nawet tylko dla swoich bliskich. I tak dochodzimy do kolejnego wątku, jakim jest autodefinicja. To jest podporą stabilności emocjonalnej, a taka stabilność to swoiste mury trzymające poczucie bezpieczeństwa, które można zapewnić sobie i swoim bliskim.
  To jest to, że wiecie kim jesteście BEZ konieczności odbijania się w krzywym zwierciadle cudzych oczu. W pytkę ważne moim zdaniem, bo bez tego nie da się zbudować stabilności emocjonalnej. To niejako znajomość siebie, umiejętności dostrzeżenia swych zalet i wad, mocnych stron i słabości, własnych aspiracji i siły wewnętrznej.
A jak się patrzy w lustro, to się widzi wszystko co należy poprawić i się nie zasłania materiałem ani człowiekiem. Obraz siebie to też kwestia dialogu wewnętrznego którego ton należy sobie samemu wypracować. Jak dziesięć osób mi mówi, że jestem nic nie warty to sobie nie buduje na tym natychmiastowo obrazu siebie, jasne, sprawdzam, odnoszę do swych działań i ich motywów. Ale mam świadomość, że nie jestem cudzą opinią. Dzięki temu się nie szarpię, nie drę szat, bo ktoś mnie nie lubi / nie akceptuje. To jest podporą stabilności emocjonalnej, a taka stabilność to swoiste mury trzymające poczucie bezpieczeństwa, które można zapewnić sobie i swoim bliskim. Jestem przekonany, że piszę do ludzi inteligentnych i tyle wystarczy.

Mendoza

Mendoza

Sign in to follow this  
×