Zaufanie do samego siebie

O pewności siebie zostało napisane już chyba wszystko. Co któryś artykuł wspomina o niej, bądź mówi tylko o tym aspekcie. Chciałbym natomiast poruszyć ten temat z trochę innej strony. Ostatnio przez głowę przeszła mi myśl : pewność siebie to nic innego jak zaufanie do samego siebie. 

Nie wydaje mi się, aby było w tym coś odkrywczego, ale postanowiłem się nad tym pochylić i zgłębić płynną granicę miedzy pewnością, a zaufaniem. Niby to dwie różne rzeczy, a jednak są bardzo blisko siebie. Zacznę od tego, że zaufanie względem siebie jest jedną z najbardziej pożądanych i podstawowych cech człowieka. Pozwala nam na zachowanie poczucia bezpieczeństwa i bezpośrednio transferuje nas w naszą strefę komfortu. 

Ponadto mamy oczywiście dwa rodzaje pewności siebie. Pozorowaną, która w większości przypadków występuje jeszcze u młodych, nieopierzonych przedstawicieli płci silnej, jak również tą która bierze się z silnego zaufania do własnej osoby. Na temat tej drugiej chciałbym się dzisiaj trochę rozwodzić. 

Czym jest zaufanie do własnego ja?

Pytanie wydaje się być bardzo proste, ale czy rzeczywiście można odpowiedzieć w jednym zdaniu ? Czy jest tylko jedna odpowiedź na to pytanie ? Zapewne odpowiedzi jest tyle ile ludzi, jednak postaram się pokazać kilka najważniejszych rzeczy, której pozwolą na rozkwitnięcie tego zaufania, a zarazem uchronią przed zadufaniem, bo granica jest bardzo cienka. 

Pozwolę sobie stwierdzić, że jw. zaufanie jest podstawowym wymogiem do pewności siebie. Bez tego nie ma drugiego, a nawet stwierdzę, że jedno z drugiego się wywodzi w bezpośredni sposób. Jak w każdym innym przypadku zaufanie buduje się etapami, na podstawie doświadczeń życiowych swoich i innych. Oczywiście lepiej wyciągać wniosku z błędów innych, natomiast wiadomym jest że tak się nie da. Kolejną ważną rzeczą w tej układance jest świadomość własnej osoby. Bez tych dwóch rzeczy się po prostu nie da. Krytyczna znajomość samego siebie jest niezbędna do tego, abyśmy mogli sobie samemu zaufać. Tak samo przecież działa zaufanie względem innych osób. Najpierw musimy kogoś poznać, zanim mu na prawdę zaufamy. Na potrzeby tego tekstu możemy potraktować siebie w osobie trzeciej, jak odrębny byt. 

Budowanie zaufania odbywa się latami i jest procesem niekończącym się, bo nasze zdobywane doświadczenia również są procesem, który zachodzi od kołyski aż do grobu. O ile na początku ufamy sobie w takim stopniu, że jesteśmy wstanie przejść z trybu pełzania do chodzenia o tyle w dalszej części życia zaczynamy sobie ufać w całkiem innych kwestiach. Ważne jest, aby poddawać swoją osobę ciągłej analizie, myśleć na chłodno, tak jakbyśmy o kimś innym myśleli, a nie o sobie. Wyrabiając umiejętność krytycznego spojrzenia na samego siebie będziemy mieli o wiele łatwiej w ocenie tego do czego jesteśmy zdolni, nad czym musimy jeszcze popracować, a jakie rzeczy wiążą się z za dużym ryzykiem dla nas i poprowadzą nas do porażki. Porażka jest oczywiście również wpisana w proces nauki, w każdej dziedzinie życia. Zauważyłem, że wiele ludzi bierze informacje zwrotne o sobie bardzo osobiście, no w sumie trudno aby było inaczej. Trzeba jednak pamiętać, że te informacje są "przepuszczane" przez inną osobę i są w pewien sposób skrzywione. O ile ze strony osób które nas znają taki pakiet danych może mieć wiele wspólnego z rzeczywistością i należy starannie przeanalizować to co mówią, o tyle w przypadku obcej nam osoby są one kompletnie bezwartościowe, a przynajmniej mocno niekompletne. 

Często pod wpływem nowo poznanych osób, potrafimy zmienić się nie do poznania, czego oczywiście sami nie zauważamy. Próba dopasowania się do stada jest silniejsza niż zaufanie do samego siebie. Presja na akceptację w grupie jest tak duża, że często nie pozostajemy sobie sami wierni, tylko na zewnątrz szukamy wzorców które moglibyśmy przyjąć. Zapominamy kompletnie o tym, że przecież nie musimy pasować do grupy, że to my sami możemy sobie wybrać taką grupę która nam bardziej odpowiada, w której możemy być bardziej sobą. To samo dotyczy oczywiście kobiet. Jeżeli będziemy wśród ludzi podobnych do nas automatycznie będziemy sobie bardziej ufać. Przez ostatnie lata stwierdziłem, że w gruncie rzeczy jest bardzo mało osób i kobiet z którymi znajduję wspólny język, które mnie akceptują takim jakim jestem i o ile na początku było to dosyć dziwne uczucie o tyle teraz jest to uczucie wyzwalające. Od dawna nie odczuwam już presji, że muszę się komuś "podobać". To ja jestem selektorem mojego otoczenia, a nie odwrotnie. 

Aby móc tak funkcjonować zacząłem nad sobą pracować, zastanawiać się co w życiu jest dla mnie ważne, jakie wartości chcę wyznawać. Kiedy zrobisz sobie taką selekcję zaczniesz sobie ufać, będziesz wiedział czy decyzje które podejmujesz są zgodne z Twoim sumieniem, z Twoimi wartościami, nawet jeżeli to były błędne decyzje. Staram się nie robić rzeczy które są sprzeczne z moimi przekonaniami, co nie znaczy że jestem zamknięty na nowe doświadczenia. Świat jest za kolorowy aby go malować na czarno albo biało, co wiele ludzi próbuje robić. 

Jako przykład możemy wziąć historię. Ile czasu musi upłynąć, abyśmy dowiedzieli się prawdy o różnych wydarzeniach, abyśmy dotarli do wszystkich faktów historycznych. To co się dzieje teraz to są przypuszczenia, teorie, wskazówki, nic na twardo. Prawda potrafi się okazać całkiem inna niż sądziliśmy. Aż chce się powiedzieć "wiem, że nic nie wiem". 

Jedyne co nam pozostaje na rwącej rzece życia, to zbudowanie sobie jak najtrwalszej i wytrzymałej tratwy, która nas doprowadzi w końcu do Styksu. Warto aby ta tratwa była mocna, odporna na sztormy, a zarazem elastyczna co by po mieliźnie można było bez szkody przepłynąć.

Ostatnio zmieniany czwartek, 11 maj 2017 23:10

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com