Pójdźcie za Idzim

Na tym ziemskim padole, za siedmioma lasami, rzekami i górami (tak jak to w bajkach zwykle bywa), w zamku Dziadhesis zamieszkałym przez arystokracyję grecką, żył sobie pewien książę. Książę ten, jako zarazem dzielny rycerz, odznaczał się niesamowitą cechą. Cecha ta wyróżniała go spośród innych greckich rycerzy - bowiem, w czasie wojen i przebywania w męskich obozowiskach, nie interesowało go obcowanie z kompanami swojej doli i niedoli. Książę nasz wówczas pościł i... tęsknił do dupeczek. tfu - księżniczek.

Od zawsze otaczał się księżniczkami. Można powiedzieć, że księżniczki i wszystko, co z nimi związane, było jego prawdziwą pasją, a on był prawdziwą pasją księżniczek. W pewnym momencie, pasja ta była tak świetlista, że zaliczał większość ładniejszych kobiet – czy to poznanych na arystokratycznych biesiadach, czy na zamkowych deptakach, w łaźniach, czy tez na demokratycznych zgromadzeniach ludu - nigdy natomiast nie podrywał księżniczek, które poznał za pośrednictwem swego szerokiego grona znajomych - kierował się bowiem rycerską zasadą, aby nie brać dup ze swych grup.

Kiedy skończyła się wojna, bohater nasz mógł rozpocząć studia na kierunku, o którym zawsze marzył. Kierunkiem tym była filozofia, a nauczycielem sam mistrz - Sokrates. Studia były najpiękniejszym okresem w życiu naszego księcia. Rozmyślał o sensie egzystencji, przechadzając się z Sokratesem po wąskich, greckich uliczkach; jeśli mijali jakieś osoby - dokonywali ćwiczeń trudnej sztuki, która w świecie nowożytnym uzyskała nazwę DayGame. Trud włożony w podchodzenie do obcych osób zaprocentował tym, ze Idzi (bo tak mu było na imię), miał w przyszłości stać się najlepszym uwodzicielem w historii starożytnej Grecji.

Rzeczywistość nie była jednak tak kolorowa dla naszego księcia – pokazała, że na swojej drodze miał napotkać on wiele pułapek, dzikich zwierzyn i krętych labiryntów.

Jego Mentor, Sokrates, został bestialsko zabity przez decyzję zgromadzenia ludu. Mieszkańcom miasta nie podobało się, że podchwytliwe pytania mistrza udowadniały jedno - ich umysły nie odznaczały się polotem i finezją.

Idzi rzucił wtedy studia, zwątpił w ustrój zwany demokracją oraz pierwszy raz w życiu doświadczył zjawiska o nazwie problemy.

 W życiu każdego dorosłego człowieka bowiem, przychodzi taki smutny moment, gdy ten dorosły człowiek zostaje przytłoczony przez problemy. Problemy poważnego osobnika gatunku Homo Sapiens Sapiens wcale nie muszą być poważnymi problemami, takimi jak brak jedzenia, wojna, śmiertelna choroba, wypadek – mogą to być iluzje stwarzane przez mózg tegoż osobnika i intensywne myślenie o nich (co prowadzi do głębokich depresji i innych dolegliwości mózgu). Dorosły, w pogoni za szczęściem, pogrąża się coraz bardziej w tych mrocznych iluzjach – gdy któraś z nich okazuje się toksyczna, niczym tarczy używa kolejnej. Ten proces można porównać do spłacania kredytów kredytami z innych banków – może być długi, a kończy się zawsze przyjściem komornika (depresji vel choroby mózgu). Tylko nielicznym udaje się wyjście na prostą z krętych ścieżek życia i czerpanie z niego najlepszych rzeczy. Jeszcze mniej osób doświadczyło kompletnego braku iluzji, mimo iż przepis jest prosty – mam w to wyjebane.

Bohater tej powieści niestety doznał tej nieprzyjemności o nazwie „iluzja”, lecz czy udało mu się z niej wybronić? Czytajcie dalej…

Książę nasz, jak nadmieniliśmy, doskonale wykorzystywał umiejętności zdobyte dzięki mistrzowi. Nie miał więc problemów, gdy na swej drodze spotkał piękną księżniczkę – miał wrażenie, że na imię jej było Dama Serca, lecz niestety… nazywała się Iluzjonizja. Ich związek był niezwykle wspaniały – jeszcze długo potem, gdy Idzi zamykał oczy, ciągle widział iluzje na temat tej relacji, oraz piękno samej Iluzjonizji. Kochali się w świetle księżyca, oglądali razem Pitagorasa rysującego trójkąty i kwadraty na piasku (podobno to wtedy wymyślili pierwowzór tekstu piosenki Dawida Podsiadło), rozprawiali filozoficznie i jeździli na zagraniczne wakacje, zwiedzać budowę piramidy Cheopsa. budził się przy jej boku i uwielbiał jak na niego patrzyła, kochał całą tę księżniczkę wraz z jej idealnymi piersiami. Książę widział ją w przyszłości jako matkę swoich dzieci, oraz Panią zamku Dziadhesis.

Sielanka, jak to sielanka - nie trwała jednak długo. Iluzjonizja okazała się kobietą toksyczną. Kobietą, która zamiast ciągnąć ku górze bohatera tej opowieści, coraz bardziej ograniczała jego pasje, rozwój i ambicje. Chciała stać na piedestale i, jak w wierszu jej ulubionego poety Horacego, wybudować Idziemu klatkę trwalszą niż ze spiżu, której nie naruszą deszcze gryzące. Ten zawiódł się na niej, a żadnej innej kobiecie nie dane mu było zaufać tak bardzo.

Słyszeliście kiedyś o roli plastra? To powtarzający się schemat w sytuacji, gdy dotknie nas cinżkie (jak to mawiają w Biskupinie) rozstanie. Wtedy to mamy zaniżone poczucie własnej atrakcyjności, więc musimy ją sobie podbić, często z tragicznymi skutkami. Człowiek tuż po odrzuceniu, po rozstaniu, gdy jeszcze nie jest do końca wyleczony z iluzji na temat danej relacji, czy też osoby (na przykład Iluzjonizji), jest chwilowym toksykiem. Często tonąc, łapczywie chwyta się jakichś „obiektów”, uwodzi je, by tylko okazały zainteresowanie a on mógł potwierdzić sobie na poziomie podświadomości, że jest wartościowy, że ktoś go chce. Niestety, w takich sytuacjach przez osobę przebija się często frustracja.

Drogie dzieci, po takim wstępie na pewno domyśliłyście się, że księciu naszemu potrzebne było teraz potwierdzenie własnej atrakcyjności. Tym samym poznał wiele księżniczek – niektóre były tylko piękne, niektóre tez piękne i mądre, niektóre piękne i mądre, ale nudne - były różne, ale żadna brzydka. Rozkochiwał je w sobie, a później rzucał. Im dłużej tonął w morzu dupeczek, im więcej ich ranił, tym bardziej nieszczęśliwy się stawał.

Nasz bohater w końcu zaczął rozumieć, że jego rozterki emocjonalne coraz bardziej oddalały go od filozofii mistrza - filozofii, która prowadziła do szczęścia. Idzi pobiegł na plażę, w miejsce, gdzie na piachu robił notatki z Sokratesem. To, co przeczytał, gdy dobiegł już do odpowiedniej strony, pozwoliło mu zrozumieć beznadzieję ścieżki, którą obrał. A przeczytał, co następuje:

"Dawniej młodzian w skórę odzian z chujem niby wieża
 jak z maczugą w las wyruszał na dzikiego zwierza
a dziś studencik, chuja ma jak pręcik
 zmiętoszony spierdolony cały instrumencik."

To było niczym kolejny cios – tym razem mobilizujący do prawdziwego, twardego działania. Co postanowił nasz bohater? Postanowił: „Idzi, chodź!”. W jego głowie kotłowały się myśli: „chcę być mężczyzną z wielkimi jajami, który potrafi zostawić za sobą jakąś Iluzjonizję! Mam być mężczyzną z wielkimi jajami, który zdoła zdobyć zwierzynę dla swojego ludu! Mam mieć jak wieża!".

Co powiedział, to powiedział, kości zostały rzucone, nie było odwrotu. Jak to mawiają, każdej akcji towarzyszy reakcja, nie ma akcji bez reakcji – a książęca reakcja potrafi być za-je-bis-ta. Postanowił, co następuje: zadba o swoje ciało, pasje, nauczy się nowych języków, będzie też podróżował. Wróci na studia, ale tym razem takie, które nie budzą zwady. Może do Pitagorasa? Miał w końcu 94% z matematyki rozszerzonej. Zacznie medytować, by znaleźć spokój ducha. A dupeczki? (jednak polubił to słowo bardziej, niż 'księżniczki').

Przecież były jego pasją, były wspaniałe. Nie zrezygnuje z nich, a każdą zostawi lepszą, niż zastał. Stworzy jednak mur obronny i nie będzie ich wpuszczał zbyt blisko, by chronić przed zranieniem zarówno siebie, jak i księżniczki.

Książę znalazł w swoim życiu niesamowity balans. Potrafił łączyć pracę nad innowacyjnymi obiektami latającymi, biesiady zamkowe, rozwój, wyścigi rydwanów w Rzymie, zimne pryszniece, księżniczki. Mimo młodego wieku, stawał się prawdziwym ogarniaczem i najlepszym uwodzicielem starożytnej Grecji. Miał klasę, charyzmę, pieniądze. Czasem, kiedy przypominał sobie o istnieniu jakiejś Iluzjonizji, był jej wdzięczny za to, kim stał się dzięki tej kobiecie.

Kiedy już więc przeistoczył się w prawdziwego ogarniacza i myślał, że nic, a na pewno żadna księżniczka nie będzie w stanie go zaskoczyć – pojawiła się ona. Kobieta zarówno niesamowicie inteligentna i niesamowicie głupkowata. Jej IQ, z którym walczyła dzień po dniu, przypominało wykres sinusoidy, więc raz irytowała go tępotą równą poziomowi mułu, a kolejny intrygowała umysłem bystrym jak brzytwa. Zachowywała się jak dziecko, lubiła skakać przez mury zamku i nocą kąpać się w fosie, ale przy tym – co dziwne – była też bardzo zrównoważona i nie miewała okresu napięcia przedmiesiączkowego.

Kiedy Książę zobaczył ją po raz pierwszy na biesiadzie – miała stać się jego jednonocnym targetem. Spotkał ją jednak na kolejnej potańcówce, i na kolejnej.  Za pierwszym razem doszło jedynie do pocałunków, a następne spotkanie miało mieć miejsce dużo później – teoretycznie więc, jej twarz powinna mu się już rozmyć wśród twarzy wszystkich księżniczek, które przewinęły się przez jego łoże. Jednak wciąż ją pamiętał…

Tutaj musimy nadmienić, że księżniczka pamiętała go tym bardziej i jeszcze bardziej interesowała ją postać Idziego. Było kilka powodów, dla których zainteresowanie to przybrało aż tak wielkie rozmiary: Po pierwsze, będąc pierwszą kobietą Starożytnej Grecji, którą interesowały techniki uwodzenia – szybko zorientowała się, że Książę może być najlepszym ogarniaczem w swym fachu; po drugie, pisała książkę Science Fiction o bardzo ciekawej aplikacji internetowej, która służyłaby do łączenia ludzi w pary, ale także szpiegowania ich poczynań i lokalizacji – miał on stać się głównym bohaterem tejże powieści; po trzecie, podobał jej się w każdym aspekcie – sposobu bycia, charakteru, urody; po czwarte, lubiła robić analizy ciekawym postaciom – a ten z pewnością takową był.

Kiedy więc trafili na siebie po trzech miesiącach i zaproponował jej wyjście do bogatego zamku Dziadhesis, nad głową księżniczki zapaliła się lampka. Pójdzie tam, ale poświęci tę znajomość swoim badaniom naukowym, tak jak Maria Skłodowska-Curie poświęciła swe zdrowie i życie dla odkrycia radioaktywnych pierwiastków (chwila, wtedy jeszcze nikt nie znał Marii!). Pójdzie, ale do niczego nie dojdzie! Pójdzie i odkryje wszystkie tajemnice jego technik uwodzenia! Pójdzie i zwycięży!

Dlatego też przybrała postać bardzo dziwnej księżniczki, bardzo głupiutkiej, niezrównoważonej i nie wiedzącej, czego chce. Zadanie to było niezwykle trudne – musiała walczyć zarówno z nim, jak i ze sobą, a obrona jej sukni przypominała obronę Sparty. Po tej nocy, Pan zamku Dziadhesis stracił do niej resztki sympatii i uznał za najbardziej pojebaną dupeczkę, jaką spotkał. Jako, że posiadał klasę i wdzięk, do rana był względnie grzeczny dla naszej księżniczki – to miał być jednak koniec ich znajomości.

Mojry* jednak ciągle sobie z nimi pogrywały. Doszło więc do kolejnego spotkania księżniczki i księcia –  tym razem w juwenalia, na koncercie Orfeusza (a raczej przed tym koncertem). W Starożytnej Grecji bowiem, tak jak w świecie nowożytnym, w okresie juwenaliów odbywały się huczne imprezy i ogniska w miejscach największych skupisk studentów.

Ponieważ wystylizował ją jej wing i kuzyn zarazem – arbiter elegantiarum z Biskupina – wyróżniała się spośród innych dupeczek na juwenaliowym placu. Ponieważ była ze swoim wingiem – postanowiła podejść do księcia Idziego. Ponieważ tego wieczoru sinusoidalny wykres jej IQ osiągnął swoje maksimum, a IQ jej kompana oraz IQ księcia zawsze były na najwyższym poziomie – ich rozmowa płynęła niczym modra rzeka; stworzyli wokół siebie magiczną bańkę – bańkę, w której istniało tylko tych troje młodych osób.

Postanowili razem pójść na koncert Orfeusza. Napotkali ogromne kolejki – więc skakali przez płot; skakali przez płot – więc wyrzucono ich z terenu koncertów; wyrzucono ich z terenu koncertów – poszli więc na wino do ogrodu botanicznego. Książę co jakiś czas zerkał z zachwytem na księżniczkę…

- skończyłem się – rzekł arbiter elegantiarum, sącząc ostatni łyk wina. Na to hasło przybiegł jego koń, Tornado, wrzucił na swój czarny grzbiet i poniósł galopem do pałacu arbitra w Biskupinie.

Takim oto sposobem, ogarniacz i szalona księżniczka zostali sami, a później trafili do bogatego, acz niewysprzątanego zamku Idziego. Nie wiadomo, czy ze względu na zaniżony poziom percepcji, czy też na inne czynniki – książę przez całą noc patrzył na księżniczkę jak zaczarowany i obejmował ją z wielkim uczuciem. Nie jest znany również powód, dla którego rano zdawał się przestraszony tym faktem – za wszelką cenę próbował zdystansować się do wszystkiego, co było z tym związane. Jego decyzja była oczywista – ze względu na niebezpieczeństwo powalenia muru obronnego, nie będzie proponował dalszych spotkań księżniczce. Ona podjęła równie zrozumiały wybór – intuicyjnie wiedząc, że sam tego nie chciał, postanowiła nie utrzymywać kontaktu z Idzim.

Los jednak, jako przekorny, postanowił zagrać z nimi ostatnią partyję pokera. Od tego czasu, natrafiali na siebie około dwa razy w tygodniu. Księżniczka się peszyła – książę się cieszył; ona przyspieszała kroku – on zagadywał; ona nie ogarniała – on ogarniał. W skrócie – książę odzyskiwał swój balans, a księżniczka nie miała szans w tej nierównej walce; wciąż było 1:0 dla ogarniacza.

W lecie księżniczka jednak zniknęła i wtedy Idzi zaczął się niepokoić: „przejechał ją rydwan? – rozmyślał – czy może Mojry już nam nie sprzyjają i jej zwyczajnie nie widuję? A może wyjechała do rodziny?”. Nagle, po miesiącu, zobaczył jej twarz – był tak zszokowany, że tym razem to on nie ogarnął i jedynie wymamrotał coś  pod nosem.

Ponieważ Mojry chciały nadrobić nieobecność księżniczki w mieście, zesłały ich na siebie drugi raz tego samego wieczoru. IQ księżniczki, szczęśliwie znowu osiągało swoje maksimum – książę z wielką pasją jej słuchał, a ona z wielką pasją opowiadała mu o swoich ambitnych planach naukowych, o pisaniu książki pt.: „Tinder”, o wakacjach i o mieszkaniu u arbitra elegantiarum… ponieważ ogarniacz nie ogarnął drugi raz tego samego wieczoru – okazał swoją słabość, spiął mięśnie twarzy i zdradził zazdrość. Dopiero, gdy księżniczka przypomniała mu, kim był arbiter elegantiarum, umiał poradzić sobie negatywnymi emocjami, które zaczęły nim targać.

Lecz wtedy coś pękło w naszym bohaterze… Idzi uświadomił sobie, że mur między nim, a księżniczką, nie jest tak gruby i wysoki jak wielki mur chiński, a co najwyżej jak biskupiński, albo nawet płot pomiędzy Kargulem i Pawlakiem. Rozumiał też, że mur ten zaczyna podlegać powolnej destrukcji, a on nie do końca potrafi z tym walczyć.

Podjął jednak walkę, gdyż zarówno on, jak i księżniczka, doświadczyli dogodnych warunków do detoksu od siebie – przez dwa kolejne miesiące mieli się nie widzieć, gdyż księżniczka wyjeżdżała szkolić swą edukację u mistrzów rzemiosła zwanego lotniarstwem, a także musiała odwiedzić babcię w Wałbrzychu. W tym czasie mogli o sobie zapomnieć, Idzi miał szanse ogarniać inne dupeczki, ona poświęcić się nauce… Ale czy tak się stało?

Czekajcie drogie dzieci, patrzcie uważnie i doglądajcie zakończenia tejże powieści. Na ten moment, rozdział się zamyka…

*Mojry – boginki przeznaczenia, ich córki to Fortuny – jedna od piwa, druga od soku.

**niniejsza druga część historii o Ogarniaczu jest ostatnią częścią trylogii.

***oczywiście jest to najbardziej optymistyczna wersja oceny stosunku księcia do księżniczki – wiadomym jest jednak, że pełen szacuneczek jest.

Ostatnio zmieniany niedziela, 24 wrzesień 2017 17:03

Więcej z tej kategorii:

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com