Rób swoje...

Był rok 2015- sierpień, piękny ciepły i słoneczny dzień, jadę pociągiem, wschód Polski- wracam z przepustki do koszar. Był to okres, gdzie planowałem pójść do armii, z robotą było lipnie, 'szukałem przeznaczenia', 4 miesiące przygody, nie spasowało, przeznaczenia nadal szukam.

Ruszam z mojej początkowej stacji, przechadzam się przez korytarz, szukam miejscówki żeby gdzieś wygodnie ulokować swoje 4  litery. Idę patrzę- jest 7 osób, wolna miejscówka, pasuje tym bardziej, że naprzeciw mnie siedziała urocza młoda dama, że tak powiem- normalna uroda i coś z miejsca mi się w niej spodobało, pasuje Noris zadowolony, tyłek zadowolony, ocz też. W mojej głowie urodził się pomysł, aby- a jakże zagadać do tej młodej damy, przeszkoda w tym wszystkim był pełen przedział osób trzecich, co mnie wówczas krepowało. Ale nic, jadę sobie w tym pełnym przedziale z nadzieją że wszyscy z niego spierdolą z wyjątkiem mnie i tej młodej damy. Ależ plan wykreowałem sobie w mojej głowie, czyż nie…? Bóg był wówczas łaskawy dla mnie i pomógł mi zrealizować mój sprytny plan. Zostałem tylko JA i ONA, prawie jak w Brazylijskim Love Story. Napomnę, aby że do tej pory miałem z nią ciekawą ‘konwersacje’ wzrokową. Była na bosak, buty na podłodze, jak się później okazało, po domu również hasała na boso, w końcu natura, to co lubię najbardziej.

 Zapytałem:

Ja: nie boisz się, że jakiś złodziej ukradnie Ci te byty?

Ona: Kto by chciała stare śmierdzące buty.

Ja: No wiesz wyglądają na nowe, sam bym się skusił. Noris jestem.

Ona: N

Sytuacja wyglądała tak- to były ostatnie 2 tygodnie we woju, kolejne weekendy zajęty, a na koniec planowaliśmy z kumplami z armii, ostre chlanie na jakimś zadupiu na wschodzie Polski- tak też się wydarzyło. Finalnie z panną złapałem zajebisty kontakt. Panna mieszka 500 km ode mnie. Chciałem zrezygnować z wymiany kontaktu, bo nie widziałem realnego terminu do ugadania się, gdy jeszcze byłem w koszarach. Moja stacja docelowa była pierwsza, dziękuję za miłą rozmowę, wysiadam, pozwiedzała DO ZOBACZENIA,  pomyślałem- Noris, to nie może się tak skończyć, nawracam się do niej wyciągam telefon, wbija nr. pasuje.

Koniec słuby, jest piątek. Jak zerwani z łańcucha, z kumplami lecimy na świetlice , która kumpel ogarnął, żeby się ostro napić wódki, przypieczętować 4 miech wspólnego bytowanie z ziomkami.

Umówiłem się z panną, że w sobotę odwidzę Lublin. Sobota rano wstaje, czują że w mojej  krwi jest jeszcze spora ilość promili. Żegnam się a kumplami, nie powiem trochę chłopaki zazdrościli. Wsiadam do pociągu, u celu. Panna przychodzi 3 km po mnie na stację- szacun. Idziemy do niej na chatę, mieszkała sama, pasuje. Poczęstunek na wypasie, naprawdę dziewczyna wyjebała tak wysoko poprzeczkę, że każda kolejna gościna w jaką idę jest, kiepska- nie tak znowu na poważnie, ale nakreślam moje odczucia.  

Nie narzucając się, dając jej trochę swobodę myśli, pytam czy ma dostęp do internetu, ponieważ musze sprawdzić, o której mam pociąg powrotny. Skwitowała to tak, że mogę u niej spać, pod warunkiem, że śpię na podłodze, mówię- ok, uwielbiam spać w namiotach i że lubię twarde podłoże. Poszliśmy na miasto- Lublin, pierwszy raz tam byłem, byłem naprawdę mile zaskoczony, pewną atmosferą tego miasta, miałem odczycie że czas jakby wolnie tam płynie- nie wiem czy to było spowodowane moim ‘flow’, czy dała mi się w znaki, pewna atmosfera, wschodniej części Polski.

Oprowadzała mnie po mieści, zmierzamy na centrum handlowe, na którym były piękne ogrody. Ławeczka siadamy, próbuję, zbliżyć się do niej, trzyma dystans, ok. Słońce zaszło, klimat zajebisty, nastaje zmierzch. Próba, złamała się, poszła ślina, pięknie. Rozpłynęła się. Wracamy do domu, ciemno, przytula się, mówi, że się boi. Pasuje. Wsiadamy do trolejbusa. Płaci za bilet, po drodze kupuję browary, nie pozwala mi za nie zapłać.

Wracamy do domu, włączyła TV, ogląda, pojemy browary, poszła po whiskey- skończyła się, pyta mnie- to co może wódki- myślę sobie no nieźle. Ok, to pijemy wódkę. Wiedziałem w jej głowie, walkę z morałami, pewną bitwę, rozsądku z chęcią przeżycia przygody. Wybrała przygodę. Miałem spać na podsłodzę- nie wyszło. Obudziłem się rano, razem z nią. Wstałem rano, uszykowała śniadanie. Wykąpałem się. Odprowadziła mnie na pociąg, pożegnaliśmy się ze świadomością przeżycia wspaniałej przygody.

Wracam, spotykam w pociągu kumpla z którym piłem, impreza im się przeciągła. Dał mi wyraz- stary mistrzowsko zakończyłeś 4 miechy tej przygody. Zgadza się- cudowne wspomnienie.

Kontakt z dziewczyną się urwał.

Byłem dziś wykąpać się w jeziorze, siedzę zapijam yerbę przez lufę. Faza mnie jeszcze niezła trzyma po morsowaniu. Tekst mógł wyjść trochę chaotyczny, starałem się użyć mojego pióra najlepiej jak potrafię.

Jak to Gutek śpiewał:

„A ja nie chciałbym tak, po prostu, po prostu przeminąć”

Czego siebie i wam życzę, w szczególności sobie.

Pozdrawiam Was! ;)

Więcej z tej kategorii:

Media

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com