Przygoda teutońska

Tak się zdarzyło, że zeszłego roku, przygnębiony jesienią i brakiem pomysłu na siebie, spakowałem mandżur i zawinąłem się na zachód. Niby po to by dorobić na dom, z perspektywy czasu widzę, że chciałem żeby po prostu coś się działo. Początkowo potrzebny mi był odwyk od kobiet. Dopiero co z jedną zerwałem i uświadomiłem sobie, że z każdą poprzednią scenariusz od "dzień dobry" do "dziękuję, do widzenia" był wręcz lustrzanie podobny. Znudzony i lekko rozczarowany biegem zdarzeń wziąłem sobie od płci pięknej urlop.


Pracę znalazłem w 3 dni. Nic w niej ciekawszego nie było prócz z rzadka jeżdżenia ładowarką i paleciakiem.
Zima mijała ponurzej niż zazwyczaj. Albo każda tak smutno wygląda gdy lato z wolna gaśnie?
Jakoś tą zimę do wiosny przebrnąłem, bez popadnięcia w skrajny alkoholizm.
Punkt zwrotny nastąpił kiedy z syndromem poprzedniej nocy wybrałem się w niedziele na Wakepark, odległy dwie godziny drogi.
Poczułem się tam od razu jak w domu, bycie tam było przyjemne niczym nakładanie ciepłych rękawiczech w chłodne dni.
Stęskniłem się za drążkiem niebywale, czuć go zimnego w rękach, szarpać się z nim z racji odzwyczajonych od wysiłku mięśni.
Po całej zabawie, nie wiele myśląc, nogi same mnie skierowały do kasy a usta same zapytały gdzie jest szef tegoż przybytku.
Nie było już odwrotu. Chwilę później rozmawiałem już z właścicielem, szczerze mówiąc oddałbym wszystko żebym mógł tam pracować, ale nie mogłem się tak tanio sprzedać, więc powiedziałem, że jest tutaj niesamowicie, i że chcę tutaj pracować. Gość przez chwilę nie wiedział co powiedzieć, po chwili zajarzył, zwłaszcza, że mój niemiecki był wtedy co najwyżej poprawny. Miałem jednak doświadczenie, a takiego człowieka było im trzeba. Był na tak.

Miesiąc później się przeprowadziłem i zacząłem przygodę w miejscu w którym kobiet jest tyle, że ma się wrażenie, że jadą do tego miejsca taśmociągiem. Poprawiłem swój niemiecki, ze słabym językiem czuję się jak dziecko, które nie potrafi wyrazić co chce powiedzieć. Zdecydowałem, że czas porozglądać się za jakąś wartą zachodu dziołchą. Jedna wtopa, druga, trzecia trafiona.

Sama do mnie podeszła i zagadała, 21 lat, niższa. Nie wiem jak u was, ale jak do mnie dziewczyna zagada to od razu ma +5 do atrakcyjnośći i respektu. Rozmowa o pierdołach. Potem też, wieczorem ją zaczepiłem jak się zwijała z miejsca
-Gdzie idziesz?
-Na dyskotekę, chcesz iść z nami?
-Jasne, ale nie dzisiaj, tylko jutro z Tobą na kawę, daj mi swój numer i się zgadamy.

Dała.
Zadzwoniłem po kilku dniach, wcześniej mi się nie chciało. Wykręcała się, spoko. Next.

Odpisała po kilku dniach, że przeprasza i miałe zawalone terminy.
Już mi to trochę latało.
Napisała jeszcze raz, że wpadnie na wakepark. Napisałem, że będzie mile widziana.
No i się zaczęło, a jak się zaczęło, to już się od niej odczepić nie mogłem. Pamiętam, jak ją pierwszy raz rozbierałem, a ta mi wyskoczyła z tesktem.
-Mendoza... ja jeszcze tego nie robiłam!
-Cooo ty mówisz? Potrzebujesz więcej czasu co?
-"Ja, bitte!"
Do dzisiaj z tego pod nosem brechtam jak sobie przypomnę.

Pospotykaliśmy się, ale w łóżku oczekiwałem czegoś więcej niż... ekhm, totalnego braku inicjatywy i wyobraźni.
Po drodze się jeszcze we mnie zachłysnęła po uszy. Wpatrywała się we mnie jak w obrazek.
Mi jednak nie specjalnie zależy na kobiecie na mnie wiszącej, wręcz oczekuję, że oprócz tego, że ona będzie brała udział w moim życiu, ja będę mógł mieć chociaż ułamek podobnej sposobności.
Narazie obserowałem nie dając tej relacji nadziei. Gwoździa do trumny dobiła sama, przychodząc raz do mnie pochmielona ciągle się chcąć całować ze swoimi za wilgotnymi od alkoholiu ustami. To było obrzydliwe, odwracałem głowę, poszedłem spać będąć małą łyżeczką by nie dać jej szansy na obrzydzenie mi się jeszcze bardziej. To było ostatnie spotkanie. Postalkowała mnie jeszcze później w pracy, przychodziła i się patrzyła z niewypowiedzianym utęsknieniem i ulgą, że mnie widzi, udawałem wtedy, że jestem strasznie zajęty i tylko jej machałem ręką.

Cóż, po niej już wiem, że bariera językowa nie stanowi jakiegoś problemu, i nie powinienem widzieć w tym temacie przeszkód.

Z drugiej strony po raz kolejny potwierdza mi się teza, że kobiety czekają na kogoś kto je ze sobą weźmie. Już kilka razy miałem kobiety które chciały być wręcz wykorzystane w moim życiu za bilet do brania w nim udziału.

Ze mną jest tak, że się nie mogę określić, najlepiej bym się nie określał, dzisiaj żył tak i tu a jutro siak i tam, z perspektywy czasu wydaje mi się to już nużące, powtarzalne i bez pewnej możliwości rozwoju.

Wiem, że się porozglądam teraz za jakąś kobietą, a jak mi będzie dobrze, to może się zastanowię, czy ją nie zainstalować ja dłużej. Nie gra to już takiej roli, czy to będzie Polka, czy kobieta innej narodowośći.

Zobaczymy, co czas przyniesie.

Ostatnio zmieniany sobota, 14 październik 2017 00:05

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com