NG z perspektywy dziewczyny (i Ogarniacz-beginning)

Tekst ten powstaje z trzech powodów. Jeden z nich, być może najważniejszy, jest częścią realizacji planu detoksykacji od Ogarniacza – zwyczajnie mam zamiar to wypluć i nie wracać do tematu (a nawet jeśli, to na chłodno, po długim czasie); kolejne dwa powody, w sumie łączą się w jeden – chcę napisać coś w podobie raportu, a zarazem przedstawić mojemu świetnemu znajomemu, D. (który zaczyna swoją przygodę z uwodzeniem), pewne pożądane zachowania i techniki, o których działaniu przekonałam się na własnej skórze. Tak, tak… nie mogę mu tego opowiedzieć normalnie-na żywo, gdyż w ramach detoksu, nie wymawiam na głos imienia pana Ogarniacza.

Ogarniacz, zgodnie z imieniem, dobrze ogarnia – ogarnia nie tylko dupeczki, ale też pracę, sport, pasje, studia itede itepe, a jedynym wyjątkiem jest porządek w jego apartamencie. Ogólnie nie będę się rozwodzić nad cechami i cnotami tego osobnika (bo w końcu detoks zobowiązuje); jednak kilka słów wstępu nie zaszkodzi.

Nasza historia rozpoczyna się w listopadzie w legendarnym łódzkim klubie i tam pozostaje, aż do jej kulminacji – wtedy akcja zostaje przeniesiona na osiedle akademickie podczas juwenaliów, a więc w okresie największego chaosu i melanżu. Za każdym razem, kiedy spotykałam Ogarniacza, dotykało mnie 1/2-tygodniowe zauroczenie – na szczęście w przeciągu siedmiu miesięcy wpadłam na niego tylko cztery razy. Dlatego dni fascynacji jego osobą nie zabrały mi za dużo z życia.

Powiem jeszcze, że niespełnione zauroczenie nie zawsze musi oznaczać cierpienie, gorycz, pogrzebane nadzieje, picie do lustra, wiadomości po pijaku, nieprzespane noce, stalkowanie, samobójstwo, zabójstwo i inne takie rzeczy. Kiedyś pewnie tak by to u mnie po części wyglądało, ale  później zaczęłam rozumieć mechanizmy rządzące tym wszystkim i umiem racjonalizować to na tyle, żeby nie zatracać się w iluzjach. Teraz wyciągam dla siebie jedynie fajne rzeczy z takiej „bezsensownej fascynacji” – jeśli ktoś robi coś fajnego i mi zaimponuje, to jestem zmotywowana, żeby też to zacząć robić; jeśli ma dobre podejście do pewnych spraw, to na jakiś czas może zostać dla mnie autorytetem; jeśli przeżyłam z nim super chwile, to przez kilka kolejnych dni będę nakręcona pozytywną energią. Dlatego nie musimy się bać i zupełnie blokować swoich emocji (jesteśmy przecie ludźmi, nie robotami), tylko zwyczajnie potrafić je kontrolować i nie pozwolić im się zagalopować. Właśnie stąd wziął się detoks – wszystkie pozytywne rzeczy przyjęłam na klatę i gdyby moje myśli dłużej zostały przy Ogarniaczu, to mogłoby się zacząć robić schizowo.

Dobra, zacznijmy od początku.

SPOTKANIE I – RAPORT

Była piękna, upalna, listopadowa noc. Ja i Agacia, jak to zazwyczaj, zamiast się uczyć, postanowiłyśmy pójść do wcześniej wspomnianego, legendarnego łódzkiego klubu. Inni znajomi tam z nami nie chodzą, bo… bo nie mamy innych znajomych. Tak naprawdę nie lubią tego miejsca, ponieważ jest tam przypałowo – dla odmiany, ja właśnie za to je uwielbiam.

Nikt się nie pobił, nikt nie był zniszczony, nikogo nie wyrzucili z klubu i wszyscy byli jacyś tacy bez życia. Czekałam tylko, żeby zagrali „Dla mnie masz stajla” i chciałam zrobić adijos. Impreza była nudna. Była, lecz w pewnym momencie zjawił się on – pełen pozytywnej energii, podszedł pewnie, złapał nas obie za ręce i zaczął nieźle wywijać raz jedną, raz drugą.

Tutaj trzeba nadmienić, że jest to bardzo dobry przykład podejścia do zestawu dwójkowego (o ile w trakcie wykonywania akcji, nie zdepczesz tego zestawu) – po pierwsze, na początku nie ma tego oporu pt.: „ale ja nie mogę zostawić koleżanki”; a po drugie zyskujesz akceptację i sympatię całej grupy (w tym wypadku mało licznej), co też jest bardzo, ale to bardzo ważną rzeczą. Aha, zapomniałam jeszcze powiedzieć o social proofie – jeśli tańczysz z dwiema atrakcyjnymi laskami, to inni w klubie zaczną się zastanawiać co takiego w sobie masz, czego nie mają inni; social wzrasta Ci o kilka poziomów, co z kolei bardzo pomaga przy podchodzeniu do następnych targetów.

Ogarnął to dobrze (rodzice nie bez powodu nadali mu takie imię), bo cieszyłyśmy się jak szalone. Kiedy wydawało mi się, że jest zainteresowany mną, nagle przenosił całą swoją uwagę w stronę Agaci. Musiał zauważyć, w którym momencie naprawdę go polubiłyśmy, bo wtedy nachylił się nad moim uchem i powiedział, że idzie do baru – zastrzegł sobie jednak, żebyśmy daleko nie uciekały, bo jeszcze chętnie podejdzie.

Jeśli wzbudziłeś zainteresowanie, to tutaj za chwilę powinien wejść ten dreszczyk emocji i grozy. Dziewczyna zacznie mimowolnie spozierać kątem oka i kontrolować, gdzie jesteś. Jeśli od razu po wypiciu drinka nie polecisz do niej jak oparzony, będzie się zastanawiać, czy w ogóle jeszcze wrócisz. Jeśli po drodze zahaczysz o inne laski i chwilę nimi poobracasz na parkiecie, uzna, że może jednak tamte są lepsze i nie jest tak zajebista, jak jej się wydawało. Innymi słowy – wprowadzamy nutkę niepewności pt.: „wróci, nie wróci, wróci, nie wróci”.

Kiedy już przestawałam mieć nadzieję, Ogarniacz wrócił i – tym razem – złapał za rękę jedynie mnie. Mam koleżanki, które bez skrupułów zostawiam same na parkiecie; Agacia raczej do nich nie należy. Tym razem też nie chciałam tego robić, więc chwyciłam ją jeszcze w locie naiwnie mając nadzieję, że nasz nowy znajomy znów pozwoli na trójkącik. Oczywiście, jak to mawiają: jak umiesz liczyć, to (nie)stety się kurna przeliczysz. Zgrabnie pocisnął mojemu błyskotliwemu pomysłowi, kumpela zmyła się po cichutku, a ja – wbrew swoim żelaznym zasadom niepozostawiania jej bez opieki – pozostawiłam ją bez opieki.

Trzeba przyznać, że Ogarniacz dobrze ogarniał również taniec. Jak jestem raczej średnia w tym temacie, to teraz musiałam stwierdzić, że wymiataliśmy najlepiej w całym klubie.

Mam znajome, które umiejętność obycia na parkiecie, stawiają jako podstawowe kryterium wyboru faceta (oczywiście jest to tak ruchome kryterium, jak uroda, wzrost, czy piniądz – a może i bardziej). Jeśli chodzi o mnie, nawet kiedy byłam na etapie poszukiwania księcia z bajki, na mojej liście nie występowały takie wymagania – widzieliście kiedyś Bonda kręcącego tyłkiem? dziękuję. Podczas NG jest to jednak nieocenione. Żeby nie straszyć tych troszkę gorzej tańczących (w tym mojego drogiego D.), śmiało powiem, że można spokojnie działać nie będąc mistrzem świata w walcu angielskim (jak już jesteśmy przy brytyjskim wywiadzie) – wystarczy naumieć się kilku przydatnych obrotów, trochę pobujać do rytmu i też jakoś leci.

Ogarniacz wykorzystał swoją pewność na parkiecie do jeszcze jednej rzeczy.

Jeśli piosenka mi nie leży i na dodatek jej nie znam, to czasem gubię rytm. Tak się stało kiedy tańczyłam z Sebastianem. Stanął, popatrzył się, zrobił podśmiechujkę pod nosem, nachylił się nade mną, złapał za ramiona  i powiedział spokojnie, patrząc mi w oczy: „teraz weź trzy głębokie wdechy, zrób tyle samo wydechów i powoli zacznij od nowa ze mną”. Chyba w tym momencie zapoczątkował wytworzenie całego tego napięcia między nami – tańczyliśmy coraz bliżej i bliżej, w naszych spojrzeniach było coraz więcej iskierek. Oczywiście – pykmyk tiruriru – był też kiss close.

Tańczyliśmy dalej, rozmawialiśmy, całowaliśmy się i w końcu niewychowany podrywajo-radar w mojej głowie nie odpuścił i musiałam delikatnie zagaić o temacie technik uwodzenia. Gdy skończyliśmy te ambitne (i mniej ambitne) tematy, nagle zaczęłam się rozpraszać i rozglądać po klubie – przypomniałam sobie o istnieniu Agaci, która gdzieś powinna być, a jednak nigdzie jej nie było.

Na tamten wieczór był to początek końca. Nawet kiedy okazało się, że moja zguba żyje i ma się bardzo dobrze, nie potrafiłam już poczuć tego wcześniejszego polotu i finezji. Ogarniacz cisnął jeszcze temat herbatki w jego super apartamencie, bo „przecież mieszka dwa kroki od klubu” – jednak, czy to ze względu na koleżankę, czy na moje (wcześniej przytoczone) żelazne zasady, czy też na utratę flow, okazałam się nieugięta.

Ponieważ zarówno Ogarniacz, jak i ja nie mieliśmy ze sobą telefonów, nie wymieniliśmy się numerami – mimo wszystko nie był to koniec naszej historii. Miałam go spotkać jeszcze kilka razy, co najprawdopodobniej zostanie opisane i zraportowane w kolejnych częściach.  

Ostatnio zmieniany środa, 19 lipiec 2017 02:06

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com