Jak podrywać będąc na penicylowym haju – DD

Ostatnio zdrowie mi nie dopisuje, więc na kobiety czasu wiele nie mam, jestem w ciągłym biegu i na szczęście udaje mi się ze wszystkim zdążyć, zazwyczaj w ostatniej chwili, co przypomina jakiś film akcji. Dziewczyny z którymi ostatnio się spotykałem, mocno mnie rozczarowały, czytaj - zanudziły, chciały mnie na stałe, ale nie miały sobą nic do zaprezentowania oprócz wyglądu, a jedyna gdy zapytałem o jej pasję zmieniła temat, bo nie miała żadnej. Chyba pomyliły mnie z jakimś altruistą. Po prostu to się czuje, że jedna strona stara się ugrać drugą na siłę, jakby to miało uczynić jej życie szczęśliwym i tylko czeka, wyczekuje, żeby już to dopiąć na ostatni guzik i odetchnąć z ulgą. 

Jednak przed wczoraj wybrałem się na zaliczenie egzaminu. Pierwszy raz od dawna pojechałem godzinę wcześniej niż zwykle. Zdarzało się, że przychodziłem gdy ludzie wchodzili już do sali, a raz pomyliłem godziny egzaminów, zorientowałem się na tyle późno, że pociąg którym spóźniłbym się 45 minut powinien już odjechać, a następnym nie byłoby już po co tam jechać. Poszedłem na stację z nadzieją i.. okazało się, że pociąg jest opóźniony i zaraz przyjedzie. Spóźniłem się 45 minut, wchodzę na górę zrezygnowany, ludzie przed salą. Kolega pyta jaką mam pierwszą literę nazwiska (wtedy się jeszcze dobrze nie znaliśmy), mówię, że "P", a on na to, że mam szczęście, bo profesor podzielił nas na grupy alfabetycznie i teraz pisze pierwsza grupa, ja jestem w drugiej. Potem jeszcze się okazało, że nie znałem odpowiedzi na wiele pytań, urządziłem strzelaninę i finalnie zdałem. Nie polecam takiego życia, nie jest to zdrowe :D

Wracając do tego o czym głównie chcę napisać. Kompletnie wykończony, z katarem, kaszlem i uczuciem jakbym zawalił egzamin (DejaVu) wchodzę do pociągu i siadam. Czuję się jak po jakimś LSD, jak jest się chorym i dochodzi do tego jakaś gorączka, zmęczenie to zaczyna się nam mienić w oczach. Już nawet nie pamiętałem pytań z testu i nie byłem pewny czy to na prawdę pisałem ten egzamin, czy mi się to śniło. Zająłem sobie "przedział" (dwa siedzenia na przeciwko) i sobie czekam. Pociąg oczywiście stary, jakieś dziecko płacze, głowa mnie boli, ciemno już bo egzamin był na 18 (kto na to wpadł żeby robić o tej godzinie termin?). Więc dochodzi 20 i czekam na odjazd. Do pociągu wchodzi dziewczyna, wysoka, fajna spódniczka, rajstopy i słucha muzy. Siedzenia już trochę pozajmowane, a ona szuka wolnego, przeszła obok mnie ale widziała, że dalej nic nie ma, więc wróciła i zapytała czy wolne. 

- "Tak, proszę" 

Z tym przeziębionym gardłem mam głos jak jakiś Leonardo DiCaprio w Zjawie. Mózg na "LSD" stara się przywoływać do mnie jakieś dziwne skojarzenia. Nagle wpada mi do głowy myśl: "przecież ja ją skądś znam!". Przenoszę się w czasie dwa lata wstecz i jestem na mojej studniówce. W sumie jeszcze nie wiem co tu robię, ale liczę na to, że mój genialny umysł zaraz mi to wyjaśni. Poza wódką pod stołem i udawaniem dorosłych nie widzę niczego ciekawego, no może poza fajną blondynką w oczojebnej sukience, blondynką, która wtedy robiła "lokalnie" furorę wśród licealnych chłopaków. Siedzę sobie przy stole i nagle widzę gościa, którego mocno nie lubiłem, właściwie pałaliśmy do siebie niesamowitą nienawiścią, chociaż na początku szkoły średniej się lubiliśmy. Ale to jest studniówka, tutaj lubi się każdego. Uśmiecha się do mnie i mówi, że już się zbiera, bo jest druga w nocy. Mówię, że ta informacja nie ma dla mnie znaczenia ale cieszę się, że już idzie. Biorę łyka Jacka Danielsa bez dodatków który kompletnie mi nie smakuje i wracam wzrokiem do tego kumpla, który stoi po drugiej stronie stołu. Podchodzi do niego jego partnerka. Przyznam, że jedna z lepszych dziewczyn na całym balu, podobała mi się już na samym początku, jak się witaliśmy. Właściwie jest genialna i świetnie ubrana. Macham temu kumplowi na pożegnanie i jakoś tak z niczego posyłam buziaka z ręki jego partnerce. Ona się uśmiecha odsłaniając białe zęby i robi dokładnie to samo. Myślę sobie, zły moment i zły czas - ja siedzę przy stole ze swoją partnerką z którą zaraz pojadę do domu, a ona właśnie się zmywa z gościem, który podnosi mi ciśnienie za każdym razem gdy go widzę. Poszli. 

No dobra ale co z tego mózgu? Wracam do pociągu i patrzę na dziewczynę przede mną, ściąga słuchawki i szuka czegoś w torebce. Hmm, zaraz, zaraz. Wracam na studniówkę, cofam akcję, no tak. To ta sama dziewczyna. 

Po chwili ubrała słuchawki z powrotem i zaczęła przysypiać, obserwowałem ją i byłem już prawie pewny, że to ona, chociaż nie na 100%. Jednak w tym stanie średnio mi się widziało, żeby z nią rozmawiać. Nie miałem na to najmniejszej ochoty. Zacząłem sobie tłumaczyć, że jestem chory, wykończony, nie mam humoru i tak naprawdę to złe miejsce i zły moment. Przejechałem kilka stacji i zacząłem się zastanawiać. Jaka jest szansa, że jeszcze kiedykolwiek się spotkamy w takiej sytuacji? Będę miał egzamin o 18, a ona usiądzie na przeciwko mnie? Skoro kilka lat temu to był zły moment, to teraz jest kurwa idealny!

Tylko te słuchawki. No i dziewczyna ewidentnie przysypia sobie, wsparta na łokciu, zamyka oczy. I jestem chory i mam zły dzień i bla bla bla. Światła pociągu już mi się mienią w oczach, żarzą jak jakieś pochodnie. Byłem o krok od olania tego wszystkiego, ale niestety, nie byłbym w stanie wrócić do domu i myśleć "co gdyby", dlatego dotknąłem jej kolana i uśmiechnąłem się jak debil. Otwarła oczy, zdjęła słuchawki, uśmiechnęła się, a ja pytam: 

- Tak się zastanawiam. Masz na imię Julia? (imiona przypadkowe)
- Taak - powiedziała z jeszcze większym uśmiechem i niedowierzaniem na twarzy
- A, czyli dobrze myślałem, wiedziałem, że skądś cię znam.

Dziewczyna w szoku, nie ma pojęcia co jest grane.

- Nie kojarzysz mnie prawda? 
- Hmm nieeee bardzo
- Możesz nie kojarzyć, widzieliśmy się raz w życiu. 
- Haha, jak to? Ale gdzie? 
- Zgadnij.

Dziewczyna patrzy na mnie przez dłuższą chwilę z uśmiechem.

- Znasz xxx.xxx? (podałem imię tego kumpla)
- No tak.
- Byłaś z nim na studniówce dwa lata temu.
- O kurcze... jakim cudem ty mnie pamiętasz?

Dziewczyna rozpromieniona od ucha do ucha, chwilę dyskutujemy o tamtym czasie. Pyta mnie czy studiuję i co studiuję, wymieniamy poglądy na temat naszych kierunków i tego czy nam się podobają. 

- Więc jesteś młodsza o rok ode mnie? Po liceum?
- Taak. Ale co to za różnica, rok to prawie nic, tej różnicy się nawet nie odczuwa

Zacząłem się śmiać, gdy pomarańczowe światło tak szybko, zmieniło się na zielone. Mówię, że ten semestr trochę olewałem i krótka gadka o studiach.

- Ale dlaczego tak, coś innego cię pochłania? 
- Taak, głównie siedzę w sporcie, kocham sport, zajmuje mi większość mojego dnia, a poza tym to trochę czasu spędzam w sieci, dużo piszę 
- Ej serio? To tak jak ja, ale co piszesz?
- Różne pierdoły, prowadzę bloga
- Uuu, to tak artystycznie, no no, nieźle. A jaka tematyka?
- Główny temat to relacje damsko męskie
- Nooo to teraz mnie zaciekawiłeś, chcę go dostać, musisz mi wysłać

Tutaj dziewczyna daje już ewidentne zielone światło, bo żebym jej cokolwiek wysłał, muszę mieć jakiś kontakt do niej.

- Jest trochę kontrowersyjny, ludzie mnie potem odbierają przez jego pryzmat
- Nie nie, ja lubię właśnie takie kontrowersyjne treści jeżeli chodzi o relacje damsko męskie, spokojnie, oddzielę sobie twoje alter ego od ciebie
- Mamy się z znajomych na FB? 

Podała mi imię i nazwisko, powiedziałem, że mam ją. Dziewczyna cały czas uśmiech od ucha do ucha i zaczyna mnie ciągnąc za język, świetny kontakt wzrokowy i ogółem bardzo dobra reakcja.

- Wciąż nie potrafię uwierzyć, że mnie pamiętasz..
- Pamięć fotograficzna, jestem jak Mike Ross, marnuję się w tym kraju
- Haha no dokładnie, ale naprawdę teraz jestem pod wrażeniem
- A ty co trenujesz? 
- Wracam z biegania teraz (...)

Kobieta śmieje się ze wszystkich żartów, nawet tych mało śmiesznych, które są moją specjalnością (ktoś mi kiedyś zarzucał na poprzedniej stronie, że mam dobre suchary). Prawie jak Chanlder w Friends. Gdy patrzę przez okno, ona ciągle patrzy na mnie i próbuje wskrzesić konwersację, zainteresowanie jest bardzo duże, jedna z tych interakcji, gdzie nadajesz na tej samej częstotliwości co druga osoba. 

- A jak ten egzamin teraz ci poszedł? 
- Oj no nie wiem, słabo to wyglądało, jestem chory i trochę nie ogarniam, facet dał najłatwiejsze pytania, a miały być najtrudniejsze
- Hahah, ale chory w sensie jak? 
- Spokojnie, będę żył, chwilowo mocno przeziębiony. Jak będziesz chora to... przepraszam, ale to ja. Będziesz miała miłe wspomnienia ze mną.
- Hahaha zapamiętam, będę kierować wszelkie skargi pod twój adres.

Moja stacja się zbliża, szkoda, bo rozmowa naprawdę się klei, jest bardzo śmiesznie i dziewczyna sama ciągnie temat.

- Idę teraz do dziadków, oni mnie wyleczą w kilka sekund, nie znam lepszych lekarzy
- Haha dziadkowie tak mają, moja babcia też zawsze mnie leczy
- Dobra trzymaj się, lecę
- No cześć, czekam na linka i zdrowiej!

 

Wyleczyć się jeszcze nie wyleczyłem, bo lecę na antybiotyku. Blog dla tych, którzy mają excusy i odczuwają strach przed interakcją. Ja byłem swego czasu w mistrzem szukaniu takich wymówek ale teraz nie ma już dla mnie praktycznie sytuacji, która by tłumaczyła mój brak jaj – bo tym są wymówki. Podchodziłem już ze znieczuloną połową twarzy po tym jak byłem u dentysty, podchodziłem jak miałem inne gorsze dni – za każdym razem wiele mi to dało. 

Natomiast możemy sobie zwizualizować inny scenariusz. Dziewczyna siada przede mną, ciągle się zastanawiam czy zacząć z nią gadkę, ostatecznie nie zaczynam i wychodzę na swojej stacji. Różnica jest taka, że wtedy nie miałbym nic, a tak – mam, spotkanie na dobrych drinkach, jak tylko wyzdrowieję.

 

Ostatnio zmieniany czwartek, 11 maj 2017 23:15

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com