Manobook

Bądź z nami na bieżąco!

Opowiem wam historię pewnej znajomości

Opowiem Ci historię pewnej znajomości. Przelotna relacja z przed przeszło czterech lat. Dawne dzieje. Był to okres w którym, wierzcie lub nie, nie udzielałem się aktywnie w żadnej społeczności typu naszej. Był to rok gdy postanowiłem zrobić sobie detoks od wszelkiego rozwoju osobistego, sekretnych stowarzyszeń uwodzicieli oraz wszelkiej maści złotych biznesów z zerowym wkładem własnym. Tak działałem wtedy na własną rękę, bez wsparcia. Jeśli uważasz, że celowo przybieram pewną pozę czy maskę, to nie mam takiego zamiaru. Zwalmy to na mój siermiężny styl pisania. Tyle słowem wstępu.

 

Jak każdego października w tamtym czasie, zjechałem na kampus, żeby zameldować się w akademiku. Poznałem nowego współlokatora, obecnie jednego z moich najlepszych kumpli, ale o tym może innym razem. Rozpakowałem się. Dałem smsem znać znajomej, która też tam mieszkała, że już jestem i może jakieś piwo. Swoją drogą cała nasza znajomość to temat na oddzielny raport. W końcu poszedłem po podstawowe zakupy na wieczór. Gdy wracałem, przy wejściu do akademika rzuciła mi się w oczy niebrzydka dziewczyna. Wysoka, szczupła blondynka z dużymi niebieskimi oczami. Nie zagadałem, ale najwidoczniej też rzuciłem jej się w oczy, bo ona z kolei rzuciła telefonem o chodnik. Upadł jej gdy mnie mijała.

 

No nic, wieczorem czekało mnie piwko z koleżanką na którą leciałem w dodatku u niej w pokoju. Z koleżanką, która przedstawiła mi na tym piwku swojego nowego chłopaka. Trzy tygodnie potrafią zmienić dynamikę znajomości, gdy Dobrodziej zabiera się do kobiet jak pies do jeża. Gościu byłeś wtedy po prostu szybszy. Tak sobie siedzimy w trójkę w tym akademiku, gadamy, śmieszkujemy, pijemy piwo. Wypłynął temat, nowej współlokatorki naszej gospodyni. Stanęło na tym, że istnieje, jest pierwszakiem i studiuje jakieś humanistyczne coś. Miała też niedługo się pojawić.

 

Tu następuje niespodziewany zwrot akcji. Ta... Nową współlokatorką mojej znajomej okazuje się dziewczyna od upadającego telefonu. No nieźle - pomyślałem - znów jesteśmy w grze. Standardowych rozmów studentów ciąg dalszy. Nie pamiętam zbytnio co wtedy opowiadałem. Zrozum to działo się wieki temu. Na pewno nie byłem zbyt przymilny, olewałem też "strukturę gry" jej chronologię i szedłem na żywioł. Wtedy rozwijałem tą swoją naturalność. No i "negów" dużo waliłem, np. nazywałem młodą, pierwszakiem itp. Niemiłe żarty starszego kolegi. Zwłaszcza, że dziewczyna nie była, tą którą się pierwotnie interesowałem. Nie kryłem tego. Mogła mnie za to znielubić.

 

Jak to zwykle w tego typu historiach bywa, nastał czas w którym wszyscy poszliśmy do klubu. Koleżanka z chłopakiem i Ja w roli niańki tej pierwszaczki co telefonu w ręku nie potrafi utrzymać. Pierwsza rzeczą jaką zrobiliśmy była kolejka przy barze. Następnie wiadomo, dzikie tańce. Koleżanka z chłopakiem zmyli się, jak mniemam do jego mieszkania. Zostaliśmy z młodą sami. A nie, jeszcze cały parkiet ludzi był. Tańczymy sobie. Wtem! nie wiem jak, nie wiem kiedy, zaliczyłem jeden z prostszych i fajniejszych pierwszych pocałunków w swojej długoletniej historii pierwszych pocałunków. Dziś przysiągłbym, że chciałem wtedy tylko jej szepnąć na ucho, że wychodzimy. Po pocałunku, powiedziałem "wychodzimy" i nie uwierzysz! Wyszliśmy.

 

Wróciliśmy do akademika. Ona do swojego pokoju. Ja do swojego. Pamiętam, że współlokator zapytał czemu tak szybko. Odpowiedziałem mu: "ja tylko po kołdrę". I wyszedłem ze swojego pokoju. Spotykaliśmy się jakiś czas, absolutnie nic formalnego. Jakieś spacery, posiadówy, popijawy, takie tam.  Lubiłem ten czas, okazało się że nawet niegłupia.

 

Sielanka skończyła się w listopadzie. Dziewczę stwierdziło, że rzuca studia, że się nie odnajduje, że jedzie autostopem na Gibraltar. Nie zatrzymywałem jej chociaż chciałem, mocno chciałem. Rzuciłem tylko, żeby wysłała mi pocztówkę jak już dojedzie. Potem odprowadziłem na pociąg czy inny autobus i się pożegnałem.

 

Pocztówki nie otrzymałem, podobno stchórzyła i nie pojechała. Za to przez rok utrzymywaliśmy sporadyczny kontakt typu życzenia etc. Jednak do spotkania więcej nie doszło. Z mediów społecznościowych wiem, że miała jakiegoś tam chłopaka. Ona pewnie wie że ja miałem jakieś tam dziewczyny. Życie toczy się dalej. Relację zapamiętałem, jako jedną z niewielu dojrzale zamkniętych. Tak że człowiek niczego nie żałuje, jest ze sobą pogodzony i darzy sympatią swoją ex.

 

Jakiś miesiąc temu, zauważyłem na fb post. Post tej dziewczyny opisujący podróż jej i kolegi autostopem po Bałkanach. Fajna sprawa pomyślałem i dodałem komentarz: No, no, w końcu! Pamiętam jak na Gibraltar się wybierałaś. Gratuluję! ;) Z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku postanowiłem zapomnieć o sprawie. Kilka dni później na skrzynce znalazłem bardzo długą wiadomość. Że o mnie myślała w trakcie podróży, że chciała wysłać kartkę, ale adres zgubiła i ogólnie, że tęskni, pozdrawia i bardzo dobrze mnie wspomina. Na samym końcu dopisek, że mieszkamy teraz w jednym mieście i ciekawe czy potrafilibyśmy się znów dogadać po tylu latach.

 

Pomijając już cały podtekst tego wywodu, przebieg podrywu i ewentualne błędy, których pewnie nie brakło. Historia ta jest dla mnie jaskrawym dowodem na to, że poznawanie nowych ludzi pozwala stać się lepszym człowiekiem. Myślę, że w końcu zrozumiałem o co chodzi w tym frazesie o rozwoju osobistym na tle relacji damsko męskich. Osobiście gęba mi się cieszy gdy słyszę, że dziewczyna zrealizowała swoje marzenie. Cieszy mi się gdy przypomnę sobie tą znajomość i wspomnienie jakie po niej zostało. Z drugiej strony cieszę się też, że potrafię zostawić to wszystko za sobą.

Ostatnio zmieniany sobota, 14 październik 2017 00:07

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com