Manobook

Bądź z nami na bieżąco!

Nieudane Randki

Cześć Dzieciaczki!

 

Nieudane randki. Każdy, kto chodzi na randki trafił kiedyś na taką, która jeży włos na głowie. Nie jestem tu wyjątkiem, byłem na wielu spotkaniach, o których chciałem jak najszybciej zapomnieć, jedne powodowały koszmary, po których budziłem się z krzykiem, inne były tak nudne, że praktycznie ich nie pamiętam. Lecz specjalnie dla was postaram się przypomnieć sobie motywy, które przesądziły o niepowodzeniu tych znajomości. Lecimy:

 

Dziewczyna nie zjawiła się.

Raz miałem sytuację, że umówiłem się z dziewczyną a ona najzwyczajniej w świecie nie przyszła. Cieszą się niech panowie, którzy dostają wyjaśniającego smsa o treści: „sorry skarbie coś mi wypadło…”. Ja nie dostałem i czekałem na delikwentkę dobre pół godziny zanim się poddałem. Nie ma chyba lepszego sposobu żeby spłukać kogoś w kiblu jak takim właśnie zachowaniem. Moja męska duma bardzo na tym incydencie ucierpiała. Niemniej Ja żadnej kobiety nie wystawiłem, chociaż nie raz nie dziesięć miałem ochotę uciec.

 

Umówiłem się przez Internet i…

Kobieta okazała się: brzydka, nawiedzona, gruba, niezadbana, spocona, straszna, nudna. Niepotrzebne skreślić, ewentualnie dopisać więcej epitetów. Internet to miejsce gdzie szerzą się najstraszniejsze potwory we wszechświecie. Nie ma tu, co zwalać winy tylko na kobiety. Mężczyźni też często koloryzują. Często nawet bardziej od dziewczyn. Poza tym, dałem złapać się w pułapkę łatwych randek w zasięgu ręki to mam za swoje. W życiu trzeba wszystkiego spróbować. Moja partnerka okazała się po prostu z 20 kilo starsza niż na zdjęciu, które zamieściła, cóż. Przyszedłem to zostanę. Okazała się dość sympatyczną osobą, więc spędziliśmy na rozmowie z dwie godziny, po czym w pokojowej atmosferze rozstaliśmy się. Drugiego spotkania nie było, czułem się oszukany. Koloryzowanie rzeczywistości zawsze wyjdzie na jaw i pozostanie niesmak.

 

Opowiadała o swoim ex.

Dziewczę rozstało się niedawno ze swoim wymarzonym lub beznadziejnym misiem. Postanawia, więc zabić klin klinem i udaje się na randkę. Ale na miłość boską nie musi trajkotać o nim przez pół spotkania. Rekordzistka gadała o swoich byłych chłopakach przez 70% czasu. To było straszne, z nudów musiałem iść się odlać. Jeżeli idzie się na randkę to nie traktuje się tego, jako terapii. No, ale lata temu dokładnie jakieś trzy, nie byłem wcale lepszy. Rzuciła mnie wtedy moja przecudowna była dziewczyna pierwsza, z którą zamieszkałem. Wtedy też miałem fazę depresyjną i każdemu gadałem o niej, nawet na randkach (jakieś biczowanko w ramach pokuty?). Na szczęście mi przeszło. Przepraszam z tego miejsca wszystkie dziewczyny, które zanudzałem tym tematem. To była dla was męka.

 

Przyszła z koleżanką.

Zauważyłem, że nie wszyscy dwudziestokilkulatkowie są dojrzali. Otóż umówiłem się z taką jedną a o na po pół godzinie oznajmiła mi, że za chwile wpadnie taka jej koleżanka (przyzwoitka). Pół biedy jak chodziłoby o to, że po prostu jestem nie tym, na kogo liczyła i chce się kulturalnie zmyć. Niczym w amerykańskim filmie. Dopuszczam opcje, gdy dziewczyna przychodzi ze znajomą i ma ją pod ręką przez jakiś czas żeby uciec w razie awarii. Niestety, ona uznała to za całkiem naturalny element randki i resztę czasu spędziliśmy w trójkącie (nie, nie erotycznym! Taki bym jeszcze zniósł). Następnie dobijała się do mnie z pełnym wyrzutu pytaniem, czemu nie odzywam się po randce. Skwitowałem to tak: To była randka? Ja kumpla na randkę nie przyprowadzam…

 

Dziewczyna była po prostu nudna.

Jest grupa kobiet, i mężczyzn zresztą też, które uważają, że wystarczy, że będą leżeć i ładnie pachnieć. Otóż nie! Przychodzisz na spotkanie to daj, że coś od siebie. Wykaż się, zainteresuj mnie. Jeżeli tego nie potrafisz trudno…

 

Bonus!

Randki gdzie jedna ze stron nie wie, że jest na randce. Poezja. Byłem na takim spotkaniu w obu wariantach. I ta myśl... "O co chodzi tej drugiej osobie". Nieporozumienia są bezcenne.

 

Teraz czytam cały ten tekst i straszny wał ze mnie wyszedł… Promienieje stąd złe feng szui. To smutne, bo na każde z tych spotkań byłem nastawiony pozytywnie. Niestety wola Allacha.

 

No niestety tak było. Zaraz wyskoczy jakaś puła z tekstem, że to były ST czy inne coś tam i że trzeba to odbijać. Możliwe, ale jakbym chciał poodbijać poszedłbym na ping ponga a nie randkę. Na randkę idę żeby dobrze się bawić. Ciekawe czy zawarłem tu wszystkie możliwe złe scenariusze czy czeka mnie w życiu jeszcze jakaś przygoda. Zapewne, człowiek uczy się całe życie. Większość randek w moim wydaniu to te nieudane. Niemniej warto chodzić, bo jeszcze któraś wyjdzie. Czasem wychodzą.

 

Pozdrawiam

Dobrodziej z Północy

(tekst mojego autorstwa, pierwotnie ukazał się na podrywaj.org)

 

 

 

 

 

Ostatnio zmieniany środa, 22 luty 2017 18:54

Więcej z tej kategorii:

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com